chciałam zamieścić kilka zdjątek z naszych codziennych zajęć, do tej pory raczej nie fotografowanych no ale blog przecież zobowiązuje, także trzeba dokumentować
najpierw trzeba się nieco pobrudzić
przy okazji widać na zdjęciach nowy fotelik Julci, kupiliśmy teraz bo wyrosła z poprzedniego, dla wtajemniczonych to fotelik kaczuszka z firmy Noel, bardzo fajny i wygodny, ma mnóstwo fajnych pokrętełek dzięki którym mogę go dokładnie dopasować do potrzeb Julci, no ale wracamy do brudzenia się:
troszkę kredeczkami, Mama dużo pomagała
i farbki
i no a potem mycie – rączek i przy okazji ząbków bo czas spać
Julcia uwielbia mycie rączek, ma zawsze niezły ubaw, ząbki też lubi myć ale myślę, że ma to duży związek z pastą którą zjada dużo wcześniej niż zdążę umyć jej ząbki ![]()

no i czas spać
jak tylko wróciłyśmy z turnusu znowu przyjechał Dziadek
ale o tym za chwilkę, bo chciałam jeszcze na chwilkę wrócić do turnusu bo Julcia była na nim bardzo bardzo grzeczna
Bez najmniejszego grymasu przeszła przez wszystkie ćwiczenia, choć widać było że jest mocno zmęczona (już po pierwszym tygodniu zasypiała regularnie przy kolacji w okolicach 18.00 co niestety musiałam dzielnie udaremniać bo to o godzinkę za wcześnie)… to tyle w kwestii turnusu
dziś (25.11.2009) jest podobno Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia!
jakkolwiek zabawnie to brzmi, w Julci przedszkolu jest traktowane bardzo poważnie
więc zaopatrzyłam Julcię w kilka misiów pluszowych, bo tych Ci u nas dostatek… (w tym jeden w formie wisiorka do kluczy który przyczepiłam do spodenek ) i bajkę o misiach
pewnie było mnóstwo misiowej zabawy
mimo, że dzień misia się już skończył, to misiów ciąg dalszy będzie w poniedziałek ponieważ na zabawę andrzejkową Julcia ma być przebrana za… misia!
pracujemy nad tym dzielnie ale póki co przebrania misia w całości czy w częściach brak… mamy jeszcze troszkę czasu, więc jest nadzieja, w każdym razie na pewno będą zdjęcia
Jeżeli chodzi o spotkanie z Dziadkiem to nie ma chyba co za dużo opowiadać wystarczy popatrzeć na zdjęcia:
turnusik biegnie, Julcia ćwiczy, na szczęście jak na razie bez problemów a wręcz z uśmiechem na ustach
no może dziś mały kłopotek się pojawił, gdyż Julcia miała napad padaczkowy nad ranem i ponieważ musiała odespać, opuściła pierwszą godzinkę zajęć, ale obudziła się w doskonałym humorze. Kolejne turnusy mijają, Julcia ćwiczy podobnie, podobne są też w związku z tym zdjęcia z ćwiczeń, mam ich już troszkę i mam nadzieję, że jednak coś nowego pokażą
Julcia dostała dziś nowe ortezy, zamówione już jakiś czas temu, ale robione na wymiar, więc musieliśmy troszkę poczekać. Były one robione przy konsultacji i udziale lekarza ortopedy przez firmę MyWam. Ortezy zamówiłam dla Julci za namową koleżanki, która też dla swojej córci je brała. Początkowo nie bardzo wiedziałam jak wyglądają, nie do końca byłam też przekonana co do ich użyteczności dla Julci akurat, postanowiłam zaryzykować. Ponieważ jesteśmy na turnusie, właściciel firmy, który nam je miał przywieźć i zmierzyć czy pasują, przyjechał do ośrodka. Ortezy są super (zresztą wielu rodziców podzieliło ten pogląd zamawiając je dla swoich pociech) mimo wielu usztywnień i metalowych części, mięciutko wyściełane i wygodne, do tego bardzo stabilne i łatwe w zakładaniu, nieco się co prawda trzeba nakombinować przy zmianie ustawień z zegarach kontrolujących kąt zgięcia przy biodrach i kolanach, ale to nieduże utrudnienie, kwestia wprawy pewnie
poniżej zadowoloną, a to dla nas najważniejsze
no i stała!!! sama!!! przez chwilkę co prawda ale ładnie wyprostowana z głową w górze i rączkami na stole
Julcia miała dzięki temu możliwość popatrzenia na świat z poziomu zdrowej dziewczynki jej wzrostu, bez zbędnego sprzętu typu pionizator i wyraźnie ją interesował ten punkt patrzenia
Może nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że dzieci niepełnosprawne, poruszających się na wózku rzadko mają możliwość postrzegania świata z pozycji stojącego człowieka odpowiedniego dla nich wzrostem, zawsze są albo niżej (na ziemi, na wózkach, krzesełkach), albo wyżej ( np.małe dzieci na rękach u rodziców). Oczywiście mogą stanąć w pionizatorach czy parapodiach ale to już nie to samo. Te ortezy to zupełnie inna bajka, to tak jakby Julcia stała w troszkę sztywniejszym kombinezonie, ale z jej punku widzenia – samodzielnie. A do tego mamy pewność, że kręgosłup jest w prawidłowym ustawieniu. Ortezy można usztywnić do stania albo poluzować do siedzenia. poniżej kilka zdjęć Julci w ortezach.
Dziękuje dopiero teraz, (kiedy już powoli wypada prosić o następny… ) gdyż dopiero teraz Fundacja zaksięgowała wpłaty na subkonta dzieci, także mogę z czystym sumieniem powiedzieć że wpłynęły. Opóźnienie nie było winą Fundacji, tylko Urzędów Skarbowych, ale o tym pisałam już wcześniej także nie będę się już nad tym rozwodzić… W każdym razie mamy już i jesteśmy wszystkim bardzo wdzięczni za pomoc!
Witam wszystkich serdecznie
Jesteśmy właśnie na turnusie w Małym Gacnie, przyjechałyśmy w poniedziałek wieczorem i mamy nadzieję zostać dwa tygodnie. “Mamy nadzieję” jest w tym zdaniu stwierdzeniem kluczowym gdyż turnus zaczął się z przebojami – Julcia troszkę chorowała, ale okazało się, że to nie żaden wirus tylko chwilowa niedyspozycja, także pani doktor pozwoliła na turnus jechać. W każdym razie zanim się rozpakowałam poczekałam dwa dni żeby upewnić się, że z Julcią ok i możemy zostać. Teraz jest odpukać dobrze, Julcia ćwiczy bardzo ładnie, rehabilitanci ją chwalą, jest uśmiechnięta tylko troszkę zmęczona, ale ogólnie bilans póki co jest pozytywny
. Okazało się że Julcia doskonale radzi sobie z pełzaniem, co zresztą już zauważył Sebastian ćwicząc z nią na miejscu w Elblągu. Na turnusie do tej pory Julcia nie ćwiczyła pełzania, teraz, idąc za sugestią Sebastiana powiedziałam, żeby spróbowali, i jest bardzo fajnie, Julcia przebiera nogami i obraca ładnie główkę, bo dużo już wypracowała i nauczyła się w tym ćwiczeniu. Zawsze miło się słucha takich opinii, także oby jak najwięcej
Siedzę właśnie sobie w pokoju i czuję jak w całym ośrodku pachną rogale drożdżowe przez panie kucharki upieczone z okazji dzisiejszego święta Marcina czy czegoś takiego, pachną tak niesamowicie jak wyglądają i już nie mogę się ich doczekać! (to taka mała dygresyjka tylko
)
W miniony weekend byłam z koleżanką w Warszawie na kolejnym spotkaniu w ramach szkolenia z metod rehabilitacji w naszej Fundacji. Szkolenie było bardzo fajne i dowiedziałam się dużo nowych rzeczy, tym razem ze sfery działania psychologa i pedagoga, też logopedy po części. Nie obyło się też bez zajęć praktycznych z zakresu metody ruchu rozwijającego Weroniki Sherborne , także poturlaliśmy i pobujaliśmy się wzajemnie, pomasowaliśmy i pośpiewaliśmy sobie jak to bardzo się kochamy
Grupa już bardziej zintegrowana więc swobodnie czuliśmy się w swoim towarzystwie przez co było dużo śmiechu ale też częściej niż poprzednio dochodziło do wzajemnej wymiany poglądów i dyskusji na bardzo osobiste tematy. Było ciekawie i o ile pierwszy raz jechałam z dużymi wątpliwościami i w sumie zastanawiałam się czy się jakoś nie wykręcić, tak na drugie już czekałam z niecierpliwością, czeka nas jeszcze trzecie w grudniu, także mam nadzieję, że będzie równie fajne. Jak i poprzednio odwiedziłam trochę centrów handlowych, troszkę nawet udało mi się kupić nie tylko dla Julci tym razem
Damian spędził z Julcią kolejny weekend sam na sam, choć nie do końca bo w niedzielę byli na tradycyjnym obiadku u Babci i Dziadka. Poradzili sobie doskonale, choć nie bez przeszkód, no ale z dziećmi już tak jest
Póki co to na tyle, lecę na te rogaliki!!!