Tak tak, o wędkowaniu właśnie
ta forma rozrywki, przypisywana głównie mężczyznom od zawsze była obecna w naszej rodzinie i nawet był taki czas, że uległam temu wpływowi i, choć na krótko, to dosyć intensywnie
ale o tym (może…) potem.
Powód dla którego podjęłam temat wędkowania to fakt, że mój kuzyn, Adrian, który na stałe mieszka od jakiegoś czasu w Irlandii napisał ostatnio do miesięcznika “Wędkarz Polski” bardzo obszerny i bardzo ciekawy artykuł o bassach (takie ryby duże całkiem
). Pobiegłam więc do empiku i kupiłam owego “Wędkarza”, co zdarzyło mi się pierwszy raz w życiu
ale teraz już wiem na której półce szukać w razie gdyby Adrian pisał dalej, na co bardzo liczę
Artykuł przypomniał mi, że w tzw. dzieciństwie
wędkowaliśmy razem. Było to o tyle naturalne, że Babcia i Dziadek mieszkają na wsi i mają swój staw oraz niedaleko rzekę, tak więc wędkowanie było stałą rozrywką wakacyjno-weekendową wnuków. Nawet po drodze zdarzyło się nam kilka zawodów, w których dzielnie walczyliśmy o wędkę tudzież siatkę na ryby
Zawody organizowane były i sponsorowane przez naszego wujka, który również, do dziś z resztą, jest zapalonym wędkarzem.
Kto wygrał nie pamiętam, ale bój był zacięty
Ja oczywiście szybko wyrosłam z tego sposobu spędzania wolnego czasu, ale nie Adrian. Zanim wyjechał do Irlandii, dużo jeździł ze wspomnianym już wujkiem i kuzynami, w tym moimi braćmi, w różne miejsca w kraju i, nie bacząc na warunki pogodowe łowili tam przeróżne pyszne rybki ![]()
Z czasem łowienie stało się naprawdę Adriana pasją (choć może zawsze było) i chyba nie wiedziałam jak wielką póki nie przeczytałam tego artykułu. Moja natomiast wiedza na temat łowienia ryb, nawet w czasie kiedy aktywnie się tym zajmowałam, ograniczała się do sposobu nałożenia przynęty na haczyk i ewentualnie przyrządzenia tej przynęty, jeżeli nie był to robaczek wygrzebany z ziemi
No i jeszcze czasem nawet wiedziała co łowię, choć dużej filozofii z tym nie było gdyż asortyment w stawie nie był duży
Wracając do artykułu, przeczytałam go z ciekawością i dużą przyjemnością
Czytałam go na głos Julci żeby też się dziewczyna troszkę podszkoliła
Czy się podszkoliła nie wiem, ale na pewno miała ubaw z Mamy próbującej wiernie odczytać wszystkie skomplikowane nazwy. Przeczytałam i już wiem, cóż to za ryba ten bass i jak się go łowi.
Także Aniu, Adrianku, jak w końcu się do Was wybierzemy szykujcie wędkę dla kuzynki
pozdrawiam Was serdecznie!
a oto i artykuł i jego autor w akcji:
(pewnie średnio czytelny ale z powodów technicznych nie mogę zamieścić większego…)
Julcia jak na prawdziwą kobietkę przystało regularnie odwiedza fryzjera. Nie zawsze było fajnie i wesoło, początkowo Jula z nieufnością podchodziła do świstających nożyczek i pryskającej wody, od pewnego czasu jest jednak o wiele lepiej. Cały czas chodzimy do jednego fryzjera, Panie znają już Julcię i jej specjalne potrzeby i muszę przyznać, doskonale zawsze radziły sobie z Julcią, a to łatwy klient nigdy nie jest.. trzeba bardzo uważać z nożyczkami, poza tym Julia nie siedzi sama, więc ją podtrzymuje na specjalnym krzesełku, do tego głowa nie była na tyle stabilna, żeby Pani mogła sobie swobodnie formować fryzurkę a i Julcia raczej nie podporządkowuje się komendom typu “teraz potrzymaj chwilkę główkę na dół…” Mimo to, fryzurka Julci zawsze jest dopracowana do ostatniego włoska i nie jest ważne dla Pań, że trzeba przy niej się troszkę bardziej napracować
Nie bez przyczyny chciałam napisać właśnie teraz o wizycie u fryzjera, gdyż w takich sytuacjach najłatwiej zobaczyć jak ładnie Julcia ostatnio kontroluje główkę, właściwie nie musiałam jej w ogóle podtrzymywać, bez czego wcześniej nie było żadnego obcinania. Dziś naprawdę widziałam różnicę, a byliśmy ostatnio pod koniec lutego. Teraz tylko czasem trzeba jej ustawić w odpowiednim nachyleniu, wiadomo – piękny wygląd wymaga poświęceń
ale to już zupełnie inna sprawa.
Dziś zabraliśmy ze sobą do fryzjera Tatę w charakterze fotografa (taki już jego los
), bo pomyślałam, że fajnie mieć zdjęcia z takiej wizyty
myślę, że zdjęcia nie wymagają dodatkowych komentarzy
turnus co prawda minął już jakiś czas temu, w czerwcu jedziemy na następny, ale dotychczasowe podsumowania były moimi spostrzeżeniami, natomiast teraz dostaliśmy informację od terapeutów, opisujących swoje zajęcia z Julcią, myślę, że warto je zamieścić.
Zajęcia były odpowiednio dobrane do mozliwości Julki. Były różnorodne i ciekawe. Jula bardzo starała się wykonywać zaplanowane ćwiczenia. Skupiałyśmy się na pracy ręką. Dużo radości sprawiało jej karmienie psiaków i rzucanie aprotu (z pomocą). Były też ćwiczenia plastyczne. Jula wyciszała się gdy przytulał się do niej piesek i z takim wtulonym czworonogiem czytałyśmy sobie np. o psich przygodach. Uśmiechem i wokalizacją Jula dawała do zrozumienia, że spotkania z pieskami jej się podobają.
Masaż logopedyczny przy pomocy wibratora. Samogłoski na planszach – format A-4, ćwiczenia oddechowe – dmuchanie piórek. Zabawy paluszkowe, ćwiczenia dźwiękonaśladowcze, pisanie paluszkiem po tacy z rozsypanym grysikiem, zabawy rączkami w ryzu, masaż rączek za pomocą olejku, nakładanki literowe, ćwiczenia /a/, /e/, wrzucanie fasoli do kubeczków z wymową głoski /a/, /e/, ćwiczenia dźwiękonaśladowcze – zwierzęta. Zabawy balonikiem razem z wymową samogłosek, zabawy z wąchaniem – różne zapachy modeliny, ćwiczenia w oparciu o instrument muzyczny – cymbałki – w takt dźwięku wymowa samogłosek. Książeczka z serii dr J. Cieszyńskiej “Kocham czytać” samogłoski i omówienie obrazka razem z pokazywaniem ruchem ręki, ćwiczenia oddechowe: piórka kolorowe, bańki.
- Rozwijanie poczucia własnego ciała – program M i Ch. Knill’ów, “Świadomość Ciała, Kontakt i Komunikacja”,
- rozwijanie percepcji słuchowej,
- stymulacja sensomotoryczna – stymulacja zmysłów – dotyk, wzrok, słuch, powonienie,
- rozwijanie umiejętności wskazywania ręką danego przedmiotu,
- ćwiczenia usprawniające koordynację wzrokowo-ruchową,
- poszerzanie słownika biernego.
Turnus obejmował zabiegi terapeutyczne z zakresu: rehabilitacji ruchowej wg koncepcji neurorozwojowych wspomaganych pracą w kombinezonach Dunag -2, systemem dociążeń i odciążeń, “pająk”, symulacją sensomotoryczną, terapią motoryki mniejszej, masażem;
kinezyterapia
- przygotowanie do ruchu – masaż, techniki przygotowujące ruchomość stawów
- kontrola posturalna – kontrola aktywnej pracy głowy i tułowia, normalizacja napięcia mięśniowego, dysocjacje
- kontrola pozycji statycznych – kontrola aktywnego siadu (siad z podporem kończyn dolnych i bez podporu kończyn dolnych) amfibii, supinacji i pronacji
- mobilna kontrola obciążonych części ciała – dysocjacje obręczy względem siebie, kompresje, trakcje
- wspomaganie pozycji stojącej – kontrola pozycji stojącej
- doskonalenie automatycznych reakcji postawy – reakcji prostowania, reakcji równoważnych
- stymulacja sensomotoryczna – stymulacja zmysłów, czucie ciała, orientacja ciała w przestrzeni, dążenie i przekraczanie linii ciała, zaznaczenie pozycji symetrycznych
– praca w obrębie motoryki mniejszej – przekraczanie linii środka ciała, kontrola nastawienie głowy, obręczy barkowej i tułowia przy pracy rąk, kontrola otwartej dłoni
zajęcia plastyczne
- malowanie palcami – doskonalenie małej motoryki, somatognozji ręki, motywacji do zajęć
- Programy Aktywności – Świadomość Ciała wg Ch. Knill
Igorek to nasz nowiuśki kuzynek (dokładniej Julci kuzynek), jak wcześniej pisałam, urodził się niedawno Damiana bratu, dokładnie 8.04.2010 i teraz jest już w domciu ze szczęśliwymi rodzicami ![]()
Igorek jest malusi, przesłodki i całkiem do zjedzenia
jak śpi, bo jak płacze już może mniej, ale skąd my to znamy
Takim przesłodkim maluszkom wszystko się przecież wybacza, a potem już pamięta się tylko same dobre rzeczy ![]()
Julcia swego czasu bardzo źle reagowała na niemowlaki, a konkretniej na ich, nieprzewidywalny bądź co bądź, płacz. Bardzo się bała i płakała, Ale teraz to już duża panna więc jej nie wypada, także z właściwą sobie gracją przywitała się z nowym kuzynem. To trzeci kuzyn Julci, jak narazie dziewcząt brak.
Jula przyglądała się i przyglądała, spokojnie i z zainteresowaniem, jak na starszą kuzynkę przystało
po zapoznaniu Igorek poszedł spać a Julcia z wujkiem na zasłużony relaksik na kanapie przed telewizorem
Jak się można było spodziewać, odwiedziny u Igorka przypomniały nam nie tak aż bardzo odległą przeszłość. Jak Julcia była malutka, a mówiąc malutka mam na myśli malutka przez duże M (1170g i 39 cm), płakała bardzo dużo. Sporo już później ktoś mi powiedział, że dzieci z MPDz mają tzw. płacz mózgowy, nie wiem dokładnie cóż to miałby być za szczególny płacz i czym spowodowany, nie zgłębiałam tematu (pewnie wystarczy wpisać w google…), wolę myśleć, że taki po prostu miała charakterek. Świadomość, że mogło ją coś boleć i dlatego płakała nie należy do najsympatyczniejszych…
Damian potrafił całą noc bujać ją i śpiewać “Szła dzieweczka do laseczka…” a nie daj Boże jak przestał na chwilkę… Potem Julcia szła z trendami i “szwarnego myśliweczka” zamieniła na Juanes’a i “La camisa negra”, tego już Damian co prawda nie śpiewał, ale przez bardzo długi czas Julcia (dalej bujana) przy tej właśnie, dosyć głośno nastawionej i umówmy się, niespecjalnie usypiającej, piosence zasypiała.
Jak Juanes zamieniony został na Katie Melua i Bryan’a Adamsa, można powiedzieć, że w kwestii kołysanek, gust muzyczny naszej córci się ustabilizował ![]()
Dziś jak czasem przypominamy sobie różne takie sytuacje to aż ciężko uwierzyć że jakoś to funkcjonowało… i skąd my wogóle mieliśmy takie pomysły? ![]()
Julia tak szybko rośnie że ostatnio zaczęłam się bać, że coś nam ucieka, że ta mała dziewczynka już jest coraz większa i ten czas bezpowrotnie przemija. Julcia jednak jest cały czas małą dziewczynką, przez swoją niepełnosprawność granica jej wieku się mocno zaciera, niektórzy traktują ją jak “dzidzię”, bo nie mówi, bo jest w wózku, bo nie siedzi… Sama czasem zastanawiam się na ile jest już dojrzała, jak dużo rozumie…Dzidzią już jednak zdecydowanie nie jest, jest przedszkolakiem pełną gębą, ubrania kupuję jej już z przedziału “older girls” a to zobowiązuje ![]()
Rośnie nasz szkrabek, z Julci robi się Julka, ale kolejny etap – Julia – jeszcze daleko przed nami
także Igorku kochany póki co rośnij sobie spokojnie, dużo śpij i ładnie jedz
a rodzice zajmą się resztą
Od tygodnia mamy rehabilitację domową w pełnym tego słowa znaczeniu ![]()
Do tej pory na zajęcia dodatkowe po południu chodziliśmy na salę, niedaleko, ale trzeba było jeździć, teraz rehabilitant (ten sam do którego jeździliśmy) przychodzi do nas. Tak samo często ale o ile wygodniej dla nas ![]()
Julcia cała szczęśliwa, bo jest na swoim terenie a pozytywne nastawienie to połowa sukcesu
Kontrola głowy jest już coraz lepsza, ręce się rozluźniły, pomaga to przy utrzymaniu się Julci w podporach w leżeniu i w siadzie. Patrzyłam jak ćwiczy z Sebastianem i naprawdę super sobie radziła
Tę datę trzeba zapamiętać gdyż na pewno na stałe wpisze się w karty historii nie tylko naszego kraju ale też całego świata. Wpisze się jako niezwykle okrutny zbieg okoliczności, który doprowadził do tego, że w jednym miejscu, po 70 latach, doszło do drugiej największej tragedii jaka dotychczas spotkała państwo polskie.
Dziś wielu polityków mówiło o tym, jak, nagle mało znaczące stały się wszelkie spory i różnice poglądów i jak szybko umieliśmy zjednoczyć się ponad podziałami.
Mam nadzieję, że wytrwamy w tym duchu nie tylko w czasie żałoby narodowej.
Składam wyrazy głębokiego współczucia rodzinom ofiar.
W profilu “Dzieciaki Górą” na naszej klasie przeczytałam właśnie, że jest taka dziewczynka, Natalka Nadolska (zapraszam na jej stronę), chora na ostrą białaczkę, która obecnie jest w poddawana bardzo ciężkiej chemioterapii. Natalka ma urodzinki 13 kwietnia, kończy 3 latka i jej Mama na blogu prosi żeby każdy kto ma ochotę sprawić, żeby zagościł na jej twarzy uśmiech, wysłał jej kartkę urodzinową. Przeczytałam na jej blogu, że każda taka kartka jest dla Natalki bardzo dużym przeżyciem i niezwykłą radością, mimo, ze na co dzień zbyt wielu powodów do uśmiechu niestety nie ma. Mimo, że jest już późno (moja wina, za późno przeczytałam prośbę na nk…) chciałam się przyłączyć do tej inicjatywy i prosić Was o wysłanie Natalce takiej kartki z życzeniami. Wysłana dziś, a nawet w poniedziałek na pewno dojdzie, a jestem pewna, że nawet lekko spóźniona będzie powodem do wielkiej radości. Ja jutro na pewno pobiegnę na pocztę wysłać i Was też bardzo bardzo zachęcam!!!
adres Natalki:
Natalia Nadolska
ul. 3-go Maja 8/3
22-145 Dubienka
na szczęście troszkę tylko, ale za to długo… zaczęło się od zapalenia oskrzeli pod koniec lutego, które do turnusu na szczęście się skończyło, cały turnus Julcia przećwiczyła bez żadnych problemów, ale już jak wracaliśmy znowu zaczęło się rzęrzenie oddechu… doszedł katarek i tak do teraz się wszystko ciągnie. Na oskrzelach i płucach tym razem nic nie ma ale i tak trzeba dawać leki wykrztuśne i robić inhalacje, także siedzimy w domciu bo do przedszkola Julcia nie może pójść. Mamy też zaległości w rehabilitacji bo nie chodzimy na zajęcia popołudniowe… Dziś pierwszy raz od kilku dni wyszłyśmy razem na zakupo-spacerek (same spacerki pod tytułem “dwadzieścia okrążeń po parku”, nigdy nie były moją mocną stroną…), ale Julcia i tak jeszcze nieco niewyraźna. Mam nadzieję, że od poniedziałku już konkretniej ruszy w teren
A że córcia nasza, do mało absorbujących nie należy (mamusia podobno też…) to zaległości na blogu powoli się zaczynają…
z drugiej strony nie jest źle, bo po dosyć bogatym, w wydarzenia do opisania, czasie w Michałkowie, nastał czas lekkiej stagnacji, czyli codzienności
Nigdy nie jest jednak tak że nic się nie dzieje – wielkie gratulacje dla mojego szwagra i jego żony bo dziś urodził im się pierwszy śliczny synuś – Igorek!
niebawem na pewno go zobaczymy
to już trzeci chłopak w tej odnodze rodzinnej
Julcia pozostaje cały czas jedyną wnuczką dla rodziców Damiana.
Zanim jednak Igorek przyszedł na świat mieliśmy przecież Wielkanoc, troszkę dla nas rozbitą przez to, że Damian musiał pracować w pierwszy dzień (taki zawód i takie czasy…) ale potem już było tylko lepiej. Niestety ilość zdjęć z racji absencji głównego rodzinnego fotografa, jest znacznie ograniczona, ale coś tam wygrzebałam
:
Znalazł się czas na zabawę z Dziadkiem i na lekturę
:
i trochę muzyki, na co zawsze można liczyć u mojego Dziadka a Julci Pradziadka, Julcia uwielbia jak Dziadek gra na organkach
:

i rodzinny portrecik, obrazek trzech pokoleń
i zdjęcie mojego brata, które co prawda nie ma nic wspólnego z niczym (a już na pewno nie z Wielkanocą, choć w jej czasie było zrobione) ale muszę po prostu je zamieścić
niezbędny jest jednak komentarz:
-”Nie mogę teraz rozmawiać – mam 220 na liczniku…”