No i mamy Nowy Rok
wszystkiego dobrego z tej okazji życzę wszystkim i mam nadzieję, że przyniesie nam same dobre dni ![]()
tymczasem po Świątecznym bajecznym czasie spotkań z rodzinką, słodkiego lenistwa i obżarstwa (mniej lub bardziej zaawansowanego) wróciliśmy do zajęć codziennych, Jula jest co prawda w domku bo lekko się podziębiła, ale tryb ma taki jak zawsze. Tym bardziej sympatycznie będzie wrócić jeszcze na chwilkę do czasu świątecznego a i nawet do chwili przed, bo mam ogromniaste zaległości w fotorelacjach
na dwa dni przed Świętami zabrałam się za pieczenie kruchych ciasteczek świątecznych. Robiłam je pierwszy raz, bo zwykle pyszne robiła Ania, moja szwagierka, w tym roku skupiła się na innych potrawach, a ja, w oparciu o jej przepis dzielnie ruszyłam do boju. Nie sama oczywiście – Julka i Wiktoria bardzo mocno zaangażowały się w pomoc i miałyśmy przy tym świetną zabawę.
Jak to zwykle wtedy bywa, nasz osobisty fotograf zajął się oprawą medialną
nasze małe kuchareczki zgodnie współpracowały
i efekt
jak już ciasteczka upieczone to czas na ubieranie choinki:
a to zdjęcie jest wyjątkowe bo Julcia zrobiła je sobie sama
(Tata troszkę pomagał…) i bardzo Jej się podobało, więc Tata był dumny
i jeszcze jeden autoportret
i nadeszły Święta ![]()
jak zwykle przesympatycznie, rodzinnie, spokojnie no i oczywiście z Mikołajem
najpierw przygotowania
Julcia przywitała się z Wujciem
i przyszedł czas na Mikołaja i prezenty
i mały portrecik
trzeba wypróbować prezent, najpierw z Mamą
a później już w domku z Wiki
i obowiązkowa sesja podchoinkowa – jak prezenty zniknęły, zrobiło się miejsce dla nas
na dobrą lekturę zawsze jest czas, nawet w Święta
wesoło bo rodzinnie
to tyle w kwestii zaległych relacji przed w trakcie i poświątecznych
teraz postaram się być na bieżąco
pozdrawiam
Witam serdecznie przedświątecznie ![]()
Bigos wskoczył z kartki do garnka i już się gotuje i dlatego myślę, że oficjalnie mogę otworzyć sezon świątecznego pichcenia
Bo bigos to przecież podstawa no i najwcześniej musi się znaleźć na kuchence
Tak więc jest i pachnie ![]()
W planach jest jeszcze parę rzeczy oczywiście, w tym maślane ciasteczka które będziemy z Julcią niebawem robić.
Tymczasem pierwsze ciacho Jula ma już za sobą, dziś w przedszkolu dzieci robiły ciasta i stroiki na Wigilię (w przedszkolu będzie w po jutrze). Rodzice na okoliczność tego wydarzenia byli zaproszeni więc mam kilka zdjątek, tym razem mojego autorstwa.
na początek wstęp obrazkowo-symboliczny
i przejście do pracy – składniki bloku czekoladowego były już wcześniej przygotowane
praca w pocie czoła
ale efekty smaczne
i po smakołykach przyszedł czas na stroik
dziękujemy Paniom z przedszkola za to spotkanie
liczymy na więcej
Ja tak tylko na chwilkę bo przecież grzech nie wspomnieć o tym co dziś zrobili nasi siatkarze!
chłopaki kochamy Was!!!!!!!! dokładnie tak samo jak dwa lata temu, bo Piotrek Gruszka ma rację – ten brąz, biorąc pod uwagę przeciwnika i to jak mocno krytykowano naszych chłopaków po memoriale, jest na miarę złota!
Żeby być do końca szczerym to muszę przyznać że po wczorajszej wygranej Serbii nad Rosją napisałam do znajomych – “no to mamy przechlapane”… takiej małej wiary ze mnie kibic… ale wiadomo – nadzieja umiera ostatnia
Tak więc ogromny szacun (jakby powiedziała młodzież…
) i dzięki wielkie za emocje jakie dane mi, skromnemu kibicowi, było dziś przeżyć
Jula dzielnie kibicowała ze mną i naszymi przyjaciółmi z którymi oglądaliśmy mecz, Damian musiał niestety pracować ale na ostatni set emocji też się załapał ![]()
Ucieszyłam się też ze złota Serbii, bo zawsze miałam słabość do tej drużyny
szkoda tylko że to koniec sezonu… cóż, apetyt przed następnym jest wielki ![]()
pozdrawiam
tak właśnie – spojrzałam dziś w lustro (nie żebym rzadko to robiła, ale jakoś może słońce inaczej świeciło…) i go zobaczyłam – mój pierwszy siwy włos… a ja jeszcze nawet nie miałam 32 urodzin!… ![]()
w sumie to może powinnam się bardziej przyjrzeć i dobrze poszukać, bo może wcale nie jest taki pierwszy… ale w związku z tym, że nie chcę się zagłębiać w temat przyjmę że jednak jest pierwszy
i taki tez status otrzyma
no cóż teraz to pewnie prosta droga do szukania na farbach do włosów informacji “pokrywa wszystkie siwe włosy”
…
no ale dosyć o mnie.
na dworzu słonecznie (choć jakby nie było to bym pewnie nie zobaczyła włosa…
) ale jeszcze nie wiosennie a już by się chciało zrzucić te wszystkie zimowe opakunki, szczególnie z Julci ![]()
ale już bliżej niż dalej
wiosenne kurteczki wiszą w szafie i kuszą…
może wystawię je na balkon i pokuszą też wiosnę?…
Jak narazie nie chorujemy i “jak narazie” jest w tym wypadku kluczowym stwierdzeniem bo dookoła wszyscy wcześniej czy później ulegają różnego rodzaju wirusom (zdrówka wszystkim życzymy) więc trzeba być czujnym (choć czujność może w tym wypadku niewiele dać…).
Jula chodzi do przedszkola i na zajęcia popołudniowe i mam wrażenie że jest na ciągłym turnusie bo jej dzienny grafik jest tak samo zapełniony. Na szczęście Jula bardzo dobrze się dostosowuje i bardzo aktywnie a przy tym naprawdę z radością uczestniczy w zajęciach i jak narazie wychodzi jej to zdecydowanie na dobre.
U pani Agnieszki zaczęła sygnalizować że chce jeszcze poprzez głoskę “a” wypowiedzianą dokładnie wtedy kiedy zostaje o to zapytana a to ogromna sprawa
próbujemy tego też w domu i efekt jest coraz lepszy ![]()
Ostatnio też zaskoczyła wszystkich kiedy posadzona na sankach była na tyle stabilna że mogłam ją puścić i sobie sama siedziała!:

i dla takich chwil właśnie warto żyć ![]()
nie oznacza to oczywiście że Jula sama siedzi, ale oznacza że potrafi na tyle ustabilizować tułów i kontrolować głowę a także podeprzeć się rączkami (choć tu jeszcze daleka droga) że utrzyma się chwilkę w pozycji siedzącej nie podtrzymywana, choć oczywiście (mimo, że nie widać tego na zdjęciach) asekurowana.
To nas utwierdza w przekonaniu, że wszystko co robimy, przede wszystkim co robi Sebastian i ale też co udaje się wypracować w Michałkowie, ma sens i idzie w dobrym kierunku
Jula na zdjęciach powyżej siedzi nie tylko na saneczkach ale też na zamarzniętym stawiku obok domu Babci w Kępie. Byliśmy tam w zeszły weekend na małym spotkanku rodzinnym z moim kuzynem który przyjechał na kilka dni z Irlandii z rodzinką w odwiedziny.
Pogoda była piękna, słonko świeciło, staw mocno zamarznięty więc cóż trzeba więcej
sanki i do przodu
chociaż z tym “do przodu” nie było łatwo bo sanki okazały się niezwykle oporne i ciężkie (nic dziwnego, podobno pamiętają czasy przedwojenne…) co w połączeniu ze mną i z Julcią na nich siedzącymi było nie lada ciężarem do pociągnięcia:
Tata próbował
moi braciszkowie próbowali
Abuś przyszedł z pomocą
i Babcia próbowała innym sposobem
jak już sobie pojeździłyśmy na saneczkach przyszła pora na stacjonowanie na saneczkach i pozowanie do zdjęć
a potem już w ciepłym domku
takie spotkania są cudne, zawsze wesołe i ciepłe.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie
nasza mała księżniczka, która już powoli mała być przestaje, skończyła właśnie 6 lat! to już poważny wiek, czego potwierdzeniem może być fakt że dostała wezwanie do zerówki w szkole nieopodal
oczywiście w przedszkolu Jula jeszcze parę lat pewnie pobędzie, ale wezwanie to wezwanie ![]()
no ale urodzinki to oczywiście imprezka a konkretnie nawet trzy ![]()
pierwsza w przedszkolu – już od rana Jula świętowała w swojej grupie, która nie dopisała akurat frekwencją – choróbska wszędzie się czają i biedne dzieci chorują tak jak my w zeszłym tygodniu – ale z odsieczą przyszli starsi koledzy i koleżanki z piętra niżej, bo przecież tort urodzinowy jak sama nazwa wskazuje musi być zjedzony ![]()
było przesympatycznie, Jula dostała mnóstwo samodzielnie zrobionych kartek z życzeniami, wszyscy składali jej życzenia, sala była pięknie przystrojona a wszystkiego dopełniała skoczna muzyka z klimatów pana Tik-Taka czy Fasolek, czyli jak najbardziej w klimacie ![]()
Bardzo dziękujemy Paniom w ośrodku za zaangażowanie i tak sympatyczną imprezkę ![]()
Damian był z nami więc są i zdjęcia
zanim przyszli goście…
i już są
i życzenia od koleżanek, kolegów i wychowawców
po powrocie do domu Julę czekały jeszcze rodzinne urodzinki
i jeszcze zdjęcia smakowitości ze stołów
tak dla pamięci
jak to zwykle z rodzinką było wesoło, sympatycznie i głośno ![]()
ponieważ nie wszyscy mogli przyjść w dzień urodzinek, Jula miała powtórkę z gościny jeszcze na drugi dzień, kiedy to przyszli moja Mama, moi bracia, Dominika, koleżanka “z góry” Wiktoria i ciocia Marta.
dziękujemy wszystkim za życzenia!!!
wszystkie przekazane Julci
jeszcze na koniec zdjęcie Julci z pierwszych urodzinek które niedawno odkopałam z płytek ![]()
tak dla porównania
i jeszcze jedno – po dniu dwóch biszkoptów okazało się, że nie mam tak do końca dosyć pieczenia ciast (sama jestem zdziwiona…
) i rzuciłam się, pierwszy raz w życiu na upieczenie sernika. A wszystko przez jeden z odcinków “Przyjaciół” (S7E11) w którym bohaterowie objadają się dosyć majestatycznie sernikiem i robią to tak przekonująco że chce się po prostu go zjeść… a jak zjeść to trzeba zrobić…
i proszę jaki wpływ ma na nas telewizja…

nie wiem jaki tytuł powinien mieć ten post żeby nie zabrzmiał zbyt zwyczajnie, dlatego lepiej żeby w ogóle go nie miał…
w zeszłym tygodniu, dokładnie 17 czerwca, wieczorem zmarł mój najukochańszy Dziadek… Dziadek o którym pisałam na blogu niejednokrotnie, niedawno jeszcze podziwiając jego zdrowie, siłę i energię… Dziadek który poszedł do szpitala na wyznaczony dwa miesiące wcześniej zabieg tak prosty i standardowy że nawet nie uznałam za koniecznie wspomnienie o tym na blogu, bo w dwa dni miało być po wszystkim… i wreszcie Dziadek który był najukochańszym i najwspanialszym Dziadkiem i Pradziadkiem na świecie!
Zabieg się udał, wszystko wydawało się być w porządku, do czasu jak Dziadek przestał odbierać telefon a nikt z lekarzy nie chciał udzielić wiążącej informacji. Po przyjeździe rano do szpitala okazało się że Jego stan późnym wieczorem poprzedniego dnia nagle się bardzo pogorszył i już nic nie można było zrobić… ponieważ nikt nie uznał za stosowne nikogo wcześniej zawiadomić, spaliśmy sobie spokojnie niczego nie świadomi bo przecież wczoraj jeszcze po południu było wszystko dobrze…
Ja wiem że wiek ma swoje prawa, że może można było wiedzieć że jest jakieś ryzyko, ale nie w przypadku Dziadka, mężczyzny który był w pełni sił z energią jakiej mu wszyscy zazdrościliśmy… nawet teraz mam wrażenie że piszę o kimś zupełnie innym i chyba jeszcze to do mnie nie dotarło…
Pogrzeb będzie w środę, 23 czerwca, choć zbierałam się trochę żeby cokolwiek napisać to wiem, że jak teraz tego nie zrobię, po pogrzebie będzie mi dużo trudniej.
Podobno pisanie pomaga w ukojeniu smutku i bólu, ja piszę dużo i nie raz się o tym przekonałam, ale nie teraz… Teraz wypisanie się nie pomaga wcale nawet chyba potęguje smutek, dlatego lepiej jak już skończę…
ps wiem że zdjęcie powinno być czarno-białe ale ja chcę kolorowe, takie kolorowe jaki był Dziaduś…
i to po sporej jak na mnie… Jak Julcia jest w domu to determinuje właściwie wszystko co się w nim dzieje, szczególnie jeżeli chodzi o mnie
A Julcia w domu jest już dwa tygodnie i będzie na pewno do końca wakacji, co potem jeszcze nie wiem, w każdym razie mam nadzieję, że bardziej się zorganizuję w międzyczasie
ponieważ troszkę mam zaległych spraw, trochę usystematyzuję ten wpis – a najlepsze do tego będą punkciki
tak więc:
1. dziś byliśmy u ortodonty, pani doktor powiedziała że ząbki się nie będą przesuwać, żadne utrzymywacze przesterzeni (ani czasoprzestrzeni…) nie są potrzebne, tym bardziej protezki, ale martwić powinniśmy się tym, że język, skoro ma teraz więcej miejsca, będzie wypychał dolną szczękę i potem może być krzywa a do tego górne jedynki mogą wyrosnąć mniejsze niż pozostałe zęby… żeby próbować temu zapobiec dała nam taką plastikową nakładeczkę na szczękę i powiedziała, żeby Julcia trzymała ją na ząbkach chociaż godzinkę dziennie. Zobaczymy co się da zrobić.
Jedynka która została ruszająca się mocno sciemniała co oznacza że jest martwa, ale nie będziemy jej wyrywać, jak myślałam, tylko trzeba ją “rozwiercić” (samo słowo jest już wystarczająco nieciekawe..) bo przy większych upałach może puchnąć a tego byśmy bardzo nie chcieli.
Trzeba więc iść do dentysty i właśnie nad tym pracuję ![]()
W każdym razie szwy odpadły (byliśmy na zdjęciu i pan doktor powiedział że odpadną, mimo, że rozpuszczalne nie były) i tak też się stało, dokładnie w niedzielę ostatnią, nie zauważyłam nawet kiedy, wszystko się ładnie zrosło i zagoiło.
2. mój Tata rzucił palenie! nie pali już jakieś dwa tygodnie i nie wspomaga się niczym więc jest mu ciężko. Ja nigdy nie paliłam więc ciężko mi sobie wyobrazić jak straszny jest to nałóg, ale mam wśród znajomych wielu którzy próbowali z różnym skutkiem, ale zawsze był to dla nich ciężki czas. Mój Tata rzucanie popełniał już ze trzy chyba razy w życiu – mam nadzieję, że tym razem wytrwa – Tato – trzymamy kciuki!!!
3. W niedzielę- 13.06. odbyła się w Elblągu premiera spektaklu “Mikołaj Kopernik – dwa światy”, do którego to spektaktu mój mąż, razem z kolegą, Marcinem Kopczyńskim, o którym już pisałam na blogu, robił animacje. To dla Damiana nowość i też odskocznia od codziennej formy pracy fotografa. Mimo, że praca była ciężka i tym cięższa, że czas naglił a premiera to premiera i zdąrzyć trzeba, widziałam, że sprawiało im to sporo frajdy a wtedy efekty są najlepsze ![]()
Mimo zaproszeń nie mogliśmy niestety być w teatrze gdyż mieliśmy w tym samym czasie chrzciny Damiana bratanka, Igorka, ale moja Mama była (zupełnie nie wiedząc początkowo że Damian na z tym spektaklem cokolwiek wspólnego) i mówiła, że wrażenia bardzo pozywtywne. Więcej o spektaklu można też przeczytać m.in. w artykule http://elblag.wm.pl/7992,Premiera-spektaklu-Mikolaj-Kopernik-dwa-swiaty.html
4. rozpoczął się sezon siatkarski, nasze dzielne chłopaki już grają (to może dla mnie jest ważniejsze wydarzenie bo uwielbiam siatkę i muszę tu bez bicia przyznać że w męskim wydaniu głównie…) i zaczął się mój ulubiony cykl meczów cotygodniowych
Problemem jest fakt, że mecze wyjazdowe obarczone są opcją zmiany stref czasowych i chciał nie chciał – nastawiam budzik na 2.15 i oglądam dzielnie bardzo się na pierwszej przerwie skupiając żeby nie zasnąć
swoją drogą przy okazji zauważyłam, że już o 3.30 jest całkowicie jasno
Ostatnie mecze z Argentyną w rezultacie tak mnie rozbudziły że potem zasnąć nie mogłam… ![]()
Nie wnikam w szczegóły samych spotkań, bo raz idzie im lepiej raz gorzej, ale kadra jest jeszcze w sferze eksperymentalnej, chłopaki się docierają a Liga Światowa to nie główny cel sezonu. Kibicować trzeba na dobre i złe ![]()
Julcia też lubi oglądać, zresztą nie ma wyjścia, bo mecze to jedyna nieodwołalna i niepodlegająca żadnej dyskusji sytuacja w której nie funkcjonuje u nas kanał bajkowy
i dlatego też szczerze polubiła chłopaków obdarowując ich uśmiechem na każdym meczu ![]()
mam ambitny plan odwiedzić w tym roku jeden z meczy w Katowickim Spodku, będziemy w tym czasie na turnusie w Bielsku a stamtąd to już rzut beretem, ale narazie jeszcze się zastanawiamy jak Julcia to zniesie, w każdym razie trzeba myśleć szybko bo zaraz nie będzie biletów. Pod koniec sierpnia w Memoriale Huberta Wagnera jest jeszcze mecz marzenie – Polska – Brazylia, to jest mecz który zobaczyć na żywo po prostu muszę!
mecz jest w Bydgoszczy więc już bliżej nawet gdyby trzeba było specjalnie na niego jechać. Ale to jeszcze trochę
i tyle w kwestii wypunktowania ważniejszych spraw.
jak już pisałam, Julcia jest w domu, niewiele mam wtedy czasu na cokolwiek, a pisanie blogu jest luksusem na który mogę sobie pozwolić jak położę Julcię spać, czyli ok 21. Niewiele więc tego czasu zostaje jak chce się o rozsądnej porze (czyli jeszcze tego samego dnia…) iść spać.
Ostatnio sporo też odwiedzaliśmy rodzinkę – brak przedszkola otwiera nam nowe możliwości dysponowania czasem ![]()
Pogoda była różna, od upałów straszliwych i nie do zniesienia, przez nawałnicę która zaskoczyła nas niedawno, po w miarę ustabilizowany już ale chłodny raczej czas.
Apropos nawałnicy, Damian był w tym czasie u kolegi który ma widok z balkonu na całe miasto i zrobił zdjęcie nadciągającej chmury – takie zjawiska atmosferyczne robią wrażenie:
i szersza perspektywa
Staraliśmy się przebywać z Julcią na świeżym powietrzu z dala od miasta jak często się dało ![]()
nie mogło zabraknąć oczywiście wizyty w Kępie u Dziadka i Babci
Babcia zrobiła same pyszności – bo gdzież indziej można zjeść pierożki z płuckami (podobno specjalnie dla Damiana robione… ten to ma dobrze
i pyszne ciasto czekoladowe z gruszkami
reszta czasu – w pięknych okolicznościach przyrody
nie zabrakło znajomego już pieska
Julcia po raz kolejny udowodniła że potrafi troszkę sama posiedzieć
byliśmy też za miastem u moich teściów:
i troszkę w domku:
Julcia z Konradkiem osiągnęła pełne porozumienie
i jeszcze ja z Igorkiem
a w ostatnią niedzielę, jak już wspomniałam były chrzciny owego Igorka, więc jeszcze na koniec kilka zdjęć stamtąd:
na specjalną prośbę widocznego na zdjęciu szalonego fotografa zamieszczam na blogu zdjęcia z dosyć spontanicznej i niespodziewanej indywidualnej sesji “szwagierki trzy”
pozdrawiam serdecznie wujku!
i tańcowanie
to tyle, nadrobiłam nieco
teraz będę spać spokojnie
Z założenia wesołe święto okazało się dla nas nie być łaskawe w tym roku… Zdecydowanie nie było nam do śmiechu ale od początku może…
W sobotę, na organizowanym przez ośrodek do którego Julcia chodzi do przedszkola pikniku rodzinnym zdarzył się wypadek, Julcia spadła w wózku ze schodów przed budynkiem… Wszystkie dzieci stały z wychowawcami i opiekunami na dużym tarasie, na który prowadzi kilka schodków, my rodzice siedzieliśmy na krzesełkach przygotowanych dla nas nieco dalej i tam czekaliśmy na przedstawienie z udziałem naszych dzieci, które miało się zaraz odbyć. Nie wiem dlaczego i nie wiem w ogóle jak to się stało ale nagle wózek z Julcią zaczął jechać w stronę schodów, nikt go nie trzymał i zanim zdążyłam krzyknąć i rzucić się do przodu przez krzesła, dojechał do schodów i przewrócił się do przodu tak że Julcia buźką uderzyła w schodek… To było kilka sekund i nawet teraz jak o tym piszę robi mi się słabo… wszystko co działo się potem działo się bardzo szybko, właściwie to nie widziałam nic co się wokół dzieje była tylko Julka i niesamowity strach że stało się coś strasznego… wyjęłam Julcię z wózka od razu, miała zakrwawiona buźkę, jak się zaraz okazało dwa wybite górne zęby, jedynkę i dwójkę i rozciętą górną wargę od wewnątrz. Bardzo płakała a ja próbowałam w kilka sekund ocenić co jeszcze mogło się jej stać, wokół nas zrobiło się pełno ludzi, pielęgniarka zabrała nas do gabinetu, dała Julci środek przeciwbólowy i przykładała lód do wargi. Pojechałyśmy z panią pielęgniarką i jedną z pań z ośrodka do szpitala i tam okazało się że trzeba wargę zszyć bo jest bardzo mocno rozcięta. Julcia zdążyła się już uspokoić, środek przeciwbólowy widocznie zaczął działać ale cały czas była przestraszona. Pani doktor w szpitalu, po obejrzeniu Julci i sprawdzeniu czy nic więcej się nie połamało, od razu zabrała się do szycia, o narkozie nie było mowy, nie chciałam dla niej dodatkowego ryzyka, w grę wchodziło tylko miejscowe znieczulenie, także Julcia musiała być dzielna. W międzyczasie przyjechali moi rodzice do szpitala, Damiana nie było, pracował poza Elblągiem od rana do późnej nocy a ja nie chciałam do niego dzwonić, żeby jeszcze nie denerwować się nim, że będzie w nerwach wracał szybko do domu, moi rodzice byli z nami a sytuacja zdawała się już być opanowana… Julcia dzielnie zniosła szycie, nie było łatwo, musiałam jej trzymać rączki, podczas gdy panie pielęgniarki trzymały jej buźkę i główkę a pani doktor zakładała szwy, okazało się że konieczne są trzy.
Po wszystkim poszliśmy jeszcze do pediatry do kontroli i dalszych zaleceń a Julcia już zaczynała się uśmiechać także mi więcej do szczęścia nie było trzeba.
Efekt jest taki, że Julcia nie ma górnej jedynki i dwójki, druga jedynka troszkę się rusza, szwy jutro idziemy zdjąć i na 15 czerwca jesteśmy umówieni do ortodonty który oceni co zrobić żeby ząbki się nie poprzesuwały i stałe wyrosły prosto i tam gdzie trzeba. Nie wiem czy będziemy wstawiać protezki, bo jest taka możliwość, czy będziemy zakładać coś co nazywa się “utrzymywaczem przestrzeni” i co mocuje się do pierwszych zębów które zostały i ma to zapobiec ich przesunięciu. Julcia ma 5 i prawie pół roczku, do wypadania ząbków jeszcze myślę mamy średnio jakiś rok conajmniej więc będzie trzeba dobrze się tym zająć.
Minął już tydzień od tego zdarzenia i dopiero teraz zebrałam się żeby coś napisać. Nic nie pisać nie mogłam bo to dosyć ważne wydarzenie a pisać tylko o tym jak jest fajnie i wesoło też nie można, w końcu to życie i nie takie rzeczy się zdarzają.
Teraz Julcia jest w domku, nie dam jej już do przedszkola, na pewno nie do końca roku szkolnego, tym bardziej że i tak jedziemy niedługo na turnus.
Nie wiem jak będzie od września. Boję się troszkę, Julcia chodzi do przedszkola już dwa lata, nigdy nic się nie wydarzyło i zawsze miałam pełne zaufanie do wszystkich pracowników ośrodka.
To był wypadek, byłam tam i widziałam jak szybko się to stało. Julcia była pod opieką wychowawców, ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. To nie Leniuchowo ze Sportakusem któremu zapaliłaby się lampka i w ostatniej chwili złapałby wózek, ani Smallville ze swoim prywatnym Supermanem, ratującym każdego z opresji… największe pretensje mam do siebie że nie byłam żadnym z nich… Im te kilka sekund by w zupełności wystarczyło…
Wszyscy pracownicy ośrodka byli przestraszeni, wszyscy się teraz zastanawiają jak to się mogło stać, doceniam, że oferują teraz swoją pomoc, przyznają się do błędu, obiecują wyciągnąć konsekwence i wnioski…
i przepraszają, a na pewno nie było Pani wychowawczyni łatwo przyjechać do nas do domu i przeprosić ze łzami w oczach, pani dyrekor też przepraszała i mówiła że jak tylko czegoś będziemy potrzebować wystarczy tylko zadzwonić.
Fakt, Julcia była pod ich opieką, ale ja też tam byłam, a obowiązkiem rodziców jest mieć oczy dookoła głowy i nigdy nie tracić czujności…
Inna rzecz że może powinny być tam barierki, może nie powinno być schodów, pozostaje mi mieć nadzieję, że może coś się zmieni, żeby nic takiego się już nie wydarzyło.
Z perspektywy czasu teraz cieszymy się że nie stało się nic więcej, a wyglądało to o wiele groźniej niż się skończyło. Julcia naprawdę bardzo dzielnie to zniosła, nie płakała już potem w ogóle, śmiała się tak jak zawsze a to dla nas najważniejsze
nasz kochany robaczek się wycierpiał sporo na samą myśl ciarki mnie przechodzą i cały czas widzę ten lecący ze schodów wózek… Mam nawet jakiś lęk przed wkładaniem jej do tego wózka, ale najważniejsze że Julcia nie ma i najwyraźniej o wszystkim zapomniała, choć tego do końca wiedzieć nie możemy…
Musimy teraz uważać z karmieniem, póki rana się nie zagoi, a mamy dzięki mojej koleżance świetną maść, której nie można dostać w aptece – dzięki Ci Izuś kochana jesteś! ![]()
a w szczególności trzeba uważać na tę drugą jedynkę, póki nie pójdziemy do ortodonty i zobaczymy co dalej. Ale Julcia jest mały głodomorek i już wcina wszystko co wcinała, to nasze zadanie uważać przy karmieniu, nie jej.
Mamy więc szczerbatka w domciu, słodko wygląda jak się szczerze uśmiechnie, nie wiem czy Ci którzy nie będą widzieć Julci na żywo będą mieli okazję to zobaczyć, bo prawdopodobnie nie będę mogła się powstrzymać przed dorobieniem ząbków w photoshopie
Bez ząbków czy z ząbkami dla nas najważniejsze jest że Julci nic więcej się nie stało – (skierowanie na oddział chirurgiczny “w przypadku gdyby zauważyła Pani coś niepokojącego” złowrogo leży na stole…) ząbki wyrosną nowe, warga mam nadzieję zrośnie się dobrze, zdarta i stłuczona troszkę bródka się goi, wygląda na to, że Julci nic nie boli, a rehabilitacja przebiega bez żadnych problemów.
Teraz już spokojnie o tym mówię i piszę, ale musiało minąć troszkę czasu. Na początku wszystko działo się tak szybko i tak automatycznie że nie miałam czasu na swoje emocje, musiałam być cała dla Julci. Dopiero jak sytuacja była w miarę opanowana a na Julci buźce pojawił się uśmiech, mogłam sobie pozwolić na swoje emocje i poukładanie sobie wszystkiego. Damian, jak wrócił i się dowiedział był w szoku i bardziej się złościł, mówił to co ja wolałabym przemilczeć, jestem raczej spokojna, ale ktoś musi być twardy i stanowczy, bo mną łatwo manipulować.
W każdym razie w tak nagłej sytuacji zagrożenia zdrowia Julci uświadomiłam sobie jak mało istotne jest wszystko inne, problemy codzienności, do tej pory ważne i zajmujące mnóstwo myśli i energii w jednym momencie wydały się śmiesznie błache… W końcu wrócą i znowu będą spędzały sen z powiek ale wtedy będę się chyba z tego cieszyć bo to będzie znak że wszystko wróciło do normy
Tę datę trzeba zapamiętać gdyż na pewno na stałe wpisze się w karty historii nie tylko naszego kraju ale też całego świata. Wpisze się jako niezwykle okrutny zbieg okoliczności, który doprowadził do tego, że w jednym miejscu, po 70 latach, doszło do drugiej największej tragedii jaka dotychczas spotkała państwo polskie.
Dziś wielu polityków mówiło o tym, jak, nagle mało znaczące stały się wszelkie spory i różnice poglądów i jak szybko umieliśmy zjednoczyć się ponad podziałami.
Mam nadzieję, że wytrwamy w tym duchu nie tylko w czasie żałoby narodowej.
Składam wyrazy głębokiego współczucia rodzinom ofiar.
Julcia ma już 5 latek! Urodzinki miała 22 lutego, dlatego, jak widać, mamy mały poślizg w publikacji…
W każdym razie nie do końca bo ostatnie z urodzinek Julci właśnie niedawno się skończyły… a przez ostatnie mam na myśli ostatnie z trzech…
pierwsze – tradycyjne rodzinne, nieco wcześniej ze względu na to, że Dziadek Wiesiu był z Polsce kilka dni i chcieliśmy żeby był na urodzinkach.
Z Dziadkiem najlepiej, dlatego Julcia spędziła praktycznie całe urodzinki w jego towarzystwie:
jak na kobietę przystało Julcia została obsypana kwiatami:
i pozostali goście (którzy złapali się w oko aparatu…)
Z Prababcią i Pradziadkiem:
z Ciocią Sylwią:
z kuzynkiem Sebastiankiem i wujkami:
i gość główny – pyszny torcik zrobiony przez Prababcię Ewunię:

Drugie urodzinki w ośrodku, na których Julcia dostała piękną mega kartkę z życzeniami od wszystkich,
na zdjęciu może nie widać, ale kartka jest naprawdę duuuuuża!
bardzo dziękujemy Paniom z przedszkola za zorganizowanie Julci urodzinek i przepiękną kartkę! pozdrawiamy serdecznie!!!
w końcu trzecie – tylko dla dzieci (koleżanek, kolegów i kuzynów) na placu zabaw zwanym “Meksykiem”.
kulki kulki i jeszcze więcej kulek:
i po urodzinkach….