no to pięknie!…. :)

tytuł postu jest zdecydowanie myślą przewodnią obecnego turnusu, a że wynika z humoru iście sytuacyjnego, więc nie będę nawet próbować go tłumaczyć na łamach blogu :) zainteresowane osoby na pewno będą w temacie :) może to nieładne tak pisać coś, co jest zrozumiałe tylko dla wąskiej grupy odbiorców, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać… :)

Julcia ćwiczy i ćwiczy, jest raczej pogodna, mniej już zmęczona, chyba przyzwyczaiła się już do ostrego tempa rehabilitacji, jakie tu panuje. Rehabilitanci są z Julci zadowoleni, pani logopedka i pedagog też, Julcia ładnie pracuje, troszkę się buntuje ale minimalnie. Dziś po raz pierwszy od dawna nie musiałam z rana czyścić jej noska, także jest szansa, że katarek w końcu sobie Julcię odpuści w najbliższym czasie…

siedzę w pokoju i marznę (otworzyłam okno a mróz niemały…) ale siedzę dzielnie bo trzeba coś naskrobać a jak wyjdę z pokoju to już przepadłam :) a pokój wywietrzyć trzeba obowiązkowo!
a apropos mrozu (który jak już wspomniałam jest straszliwy), to zaliczyliśmy mimo to spacerek i nawet sanki, bez Julci niestety bo miała zajęcia, ale za to ja się załapałam, a na sankach nie jeździłam już nie wiem jak długo :) ale mróz konkretny więc za długo nie byliśmy.

zdjęcia ze spacerku i sanek oczywiście są :)

grupowo

w grupie raźniej :)

rodzinnie :)

słodko :)

i indywidualnie

cieplutko :)

i na koniec Mama :)

jupiii!



Skomentuj