Kontynuując dobrą passę rozpoczętą na ostatnim turnusie w Małym Gacnie, jak tylko przyszedł weekend, wybraliśmy się z Julcią na saneczki. W końcu jak leży śnieg, sanki zaliczone być muszą, szczególnie przez 5-letnią dziewczynkę
dla Julci to frajda – ładnie siedziała ze mną na saneczkach, Tata dzielnie nas ciągnął, póki starczyło mu sił i tchu (a starczyło na jakieś cztery okrążenia po parku
)
w międzyczasie (jak widać obok) była też zamiana – Tata siedział z Julcią na sankach a ja ciągnęłam – nieco krócej – jakieś pół okrążenia…
w każdym razie było wesoło, mroźno i biało, czyli tak jak powinno być na sankach.
Julcia nie siedzi sama, więc trzeba jechać z nią na saneczkach, pewnie gdyby mogła, byłoby nam wygodniej, ale jaki wtedy mielibyśmy pretekst do tego, żeby samemu pojeździć
mój mąż stwierdził, że nie pamięta kiedy ostatnio siedział na sankach, ja pamiętam w sumie, bo jeździłam w Gacnie (i podobno miałam największy ubaw…) ,bądź co bądź, co sobie pojeździliśmy to nasze
to bardzo dobry sposób na spędzenie zimowego weekendowego poranka – polecam
Tata oprócz funkcji ciągnącego sanki pełnił też oczywiście funkcję fotografa, stąd (jak zwykle
) zdjęć nie brakuje
jeszcze małe poprawki jedna i druga nóżka – musi być porządnie
a potem już tylko zabawa z Mamusią i z Tatusiem: