Trochę czasu minęło odkąd ostatnio pisałam i coś daleko mam ciągle do tego komputera. Julcia jest w przedszkolu do południa więc teoretycznie powinnam tu codziennie eseje wypisywać, ale jakoś do tej teorii praktykę dołożyć trudno
ilość wolnego czasu się nie zwiększyła za bardzo bo zachłyśnięta perspektywą wolnego przedpołudnia próbuję zrobić za dużo zaległych rzeczy na raz, a jeszcze bieżące się pojawiają
tak już drugi tydzień więc powoli wychodzę na prostą
wygląda na to, że wróciła moja niezastąpiona umiejętność pisania dużo o niczym, z którą to w szkole miałam sporo problemu a prace z j.polskiego z adnotacją “nie na temat” to był mój chleb powszedni ![]()
do konkretów więc:
Jula w przedszkolu radzi sobie dzielnie, choć w zeszły piątek ledwo pojechała do ośrodka rano, zadzwoniła wychowawczyni, że coś chyba z Julcią nie bardzo bo płacze, marudzi i generalnie zachowuje się jakby ją coś bolało… Damian w pracy, więc niewiele myśląc wpakowałam się w autobus (z “kiedy ja w końcu zrobię te prawo jazdy” w głowie przez całą drogę…) i wpadam do sali a tam moje szczęście siedzi sobie z panią na kanapie z uśmiechem na ustach i z zapewne “no, udało się, przyjechała i zabierze mnie do domku” w swojej małej sprytnej główce ![]()
Tak oto Julcia zrobiła sobie dłuższy weekend i chcąc nie chcąc dotrzymywała mi towarzystwa przy wcześniej już zaplanowanym kiszeniu ogórków ![]()
Weekend potwierdził fakt, że Jula jest w dobrej formie i świetnym humorze, także od poniedziałku ruszyła do przedszkola ![]()
Nie chcę żeby ktoś pomyślał, że wolałabym żeby faktycznie okazało się że jest chora albo coś ją boli -stan zastany mnie bardzo ucieszył
i bardzo cieszę się również z faktu, że panie w ośrodku są tak czujne, bo zawsze lepiej o jedną interwencję za dużo niż za mało. Pozdrawiam serdecznie
W domku Julcia ćwiczy z Sebastianem, wrócił dawny rytm i nasz mały skarbek ostatnio poczynia spore postępy – coraz lepiej radzi sobie z podporami i prowadzenie jej w czworakach nie jest już tak trudne, gdyż ładnie trzyma główkę, podpiera się rączkami i nie prostuje nóg, czyli jak ja to mówię “trzyma ramę” ![]()
To ogromna zasługa Sebastiana który za cel ostatnich kilku tygodni postawił sobie pracę z rękoma i podporami, efekty są naprawdę niesamowite ![]()
Turnusy na jakich byliśmy w tym roku bardzo Julcię wzmocniły i przez to, że dbaliśmy o ciągłość i spójność co do założonych na dany czas celów, w rehabilitacji domowej i turnusowej, udało nam się wypracować taki postęp
Julcia jest coraz luźniejsza, rączki ma mocniejsze i coraz stabilniej trzyma główkę i plecki. Dodatkowo w ostatnim czasie stała się bardziej komunikatywna i choć nie mówi, więcej słucha i nawet powtarza pojedyncze sylaby i proste słowa po swojemu jeżeli wyraźnie ją się o to poprosi. Wiem, że to nie słowa ale dla nas to bardzo dużo
A że za różowo w życiu być nie może, to ostatnio nasiliła się padaczka, napady z jednego w miesiącu zamieniły się w jeden z tygodniu. Nie są mocne, nie dawałam jej ostatnio wlewki, ale ich częstotliwość zaczyna nas martwić… Jak narazie zwalamy na zmiany pogodowe i skoki ciśnienia, ale jak aura nam się ustabilizuje a ataki nie zmniejszą, trzeba będzie odwiedzić neurologa i zapewne znowu zamieszać w lekach…
Wracając do weekendu, to niespodziewanie zamienił się w dosyć intensywny czas spędzony na wyrywaniu chwastów, zbieraniu ziemniaków, wyrywaniu buraków i zbieraniu jabłuszek
A wszystko to w niezmiennie pięknych okolicznościach przyrody jakimi niewątpliwie jest Kępa a w niej dom z ogrodem i polem mojej Babci.
Wstyd przyznać, ale póki żył Dziadek, czyli całkiem jeszcze niedawno… pomaganie nasze głównie polegało na zabieraniu do domu zebranych już warzyw albo jeszcze lepiej zrobionych już z nich przetworów… ale teraz, nie ma mocnych – rękawice, taczki, łopaty i w pole rodacy! w rodzinie siła!
Jedynie Jula była zwolniona z prac polowych… no i ten kto się nią zajmował w danym momencie
a byli to na zmianę Damian, Babcia i moja Mama ![]()
Pogoda była piękna, to były chyba ostatnie chwile lata w tym roku a ja nigdy w swoim życiu nie wyrwałam tyle zielska co u Babci “znad” ziemniaków
satysfakcja była wprost proporcjonalna do ilości wyłaniających się spod wyrywanego zielska ziemniaczków ![]()
Wszyscy zresztą nieźle się napracowaliśmy przy tych ziemniakach, burakach i jabłuszkach (no może przy jabłuszkach nieco mniej…) ![]()
Z Abusiem – moim chrzestnym, Mamą i Babcią mieliśmy bardzo pracowitą niedzielę ![]()
Teraz dopiero widzę ile pracy Babcia musi wkładać w utrzymanie tego w ładzie i składzie – nie wiem skąd ma tyle siły – Babciu jesteś wielka!
A żeby nie było, że tylko tak gadam sobie to mam oczywiście zdjęcia – Damian nie mógł przegapić takiej okazji
Zresztą wszyscy po trochu robiliśmy sobie wzajemnie zdjęcia, a Babcia kręciła film, dziś nawet w pole bez zaplecza medialnego się nie wychodzi
we wtorek mieliśmy tymczasem imprezkę urodzinową mojego męża, jak zawsze było wesoło i intensywnie
Julcia ma teraz trzech kuzynów, słodkich chłopaków, którzy pokazują mi przy takich okazjach jak to jest mieć biegające po domu dzieci
Julia oswoiła się najbardziej z najstarszym z kuzynów – Konradkiem (ma 3 latka) bo on jest najspokojniejszy, a do Sebastianka (niecałe 2 latka) i Igorka (5 miesięcy) podchodzi z lekkim dystansem, czyli włącza tryb obserwacyjny najlepiej z pewnej , bezpieczniej odległości (o którą już my musimy zadbać
)
wszystkiego najlepszego!!!!
to póki co tyle
pozdrawiam
w rodzinie siła!