tzw “Sylwestrowy” :) turnus w Małym Gacnie

co prawda jesteśmy już jakiś czas na turnusie (dokładnie od 27.12) ale jakoś do tej pory nie umiałam się zorganizować na napisanie kilku słów na ten temat. Przede wszystkim jednak:

Wszystkiego Najlepszego w Nowym 2010 roku!!!!!

a konkretniej nadziei, siły, cierpliwości, radości i wytrwaniu w realizacji postanowień noworocznych :)

a mówiąc o postanowieniach – nawet kilka mam, choć z realizacją może być różnie… przede wszystkim po obejrzeniu zdjęć z Sylwestra (o nim później) chcę schudnąć (nieco trywialne i oklepane). Nie żebym  była jakaś za duża, ale gdzieniegdzie trzeba zrzucić kilka kilogramów i taki jest mój cel. Wygląda na to, że nawet może mi się to udać bo ostatnio mam mały apetyt i mniej jem, co na turnusie w Neuronie raczej się wcześniej nie zdarzało… więc trzeba korzystać póki organizm sprzyja, bo z silną wolą u mnie bardzo kiepsko…

Inne postanowienia są jeszcze nie do końca dopracowane, także nie będę się tu z nimi rozpisywać :)

No ale jesteśmy na turnusie jak już wspomniałam więc Julcia dzielnie ćwiczy, jest nieco bardziej zmęczona niż zwykle ale humorek jej dopisuje i raczej nie buntuje się mocno, więc jest dobrze. Ma więcej ćwiczeń niż zwykle bo wzięłam jej kilka dodatkowych, także plan dnia wypełniony. Ledwo wystarcza czasu na obiadek, ale dajemy radę :)
Zdarzył jej się parę dni temu napad w nocy, musiałam dać wlewkę, ale ostatni miała na poprzednim turnusie, jakieś półtora miesiąca temu więc nie jest źle. Dobrą wiadomością jest to, że nie ma już zimnych nóżek, jeszcze przez pierwsze dni turnusu mieliśmy z tym problem, ale teraz jest super, jednak porządnie wyćwiczone mięśnie robią swoje :) trzeba teraz tylko podtrzymywać tę tendencję :)

a to zajęcia z SI (integracji sensorycznej) pierwszy raz Julcia ma je na turnusie:

fasolka w baseniku, fasolka na Julci a potem już fasolka wszędzie :)

Julcia i fasolka Julcia i więcej fasolki :)

troszeczkę zapachów do rozpoznania i klamereczki do zabawy

aromaty... aromaty... i troszkę klamereczek :)

Julcia polubiła bujanie się w hamaczku :) pełen relaksik :)

i obowiązkowo hamaczek :) pełen relaksik :)

Brak czasu wbrew pozorom doskwiera też i mnie, dziś pierwszy raz na turnusie udało mi się usiąść do komputera i wreszcie coś napisać :) A dzieje się tak dlatego, że mamy tu niesamowicie sympatyczne i wesołe towarzystwo, które skutecznie wypełnia czas od samego rana do samej później nocy :) to niesamowite jak bardzo można zżyć się z ludźmi których jeszcze niedawno prawie wcale nie znałam ( niektórymi byłam na szkoleniu w Fundacji) … pierwszy raz naprawdę nie spieszy mi się do końca turnusu bo świetnie czuję się w ich towarzystwie i mam nadzieję że wzajemnie :)
Są to m.in. rodzice dwóch głuchoniewidomych praktycznie od urodzenia, dużych już chłopców (6 i 11 lat). Rodzice bardzo ciepli, troskliwi i cierpliwi, a przy tym przesympatyczni i umiejący się doskonale bawić. Ale nie o rodzicach chciałam ale o ich synkach :) to chłopcy którzy pomimo swoich ograniczeń emanują wprost szczęściem, są niesamowicie pogodni i za każdym razem jak na nich patrzę (Julcia upodobała sobie szczególnie starszego z nich :) ) naprawdę nabieram energii i chęci do życia :) Niesamowite jest jak dziecko wyczuwa obok Tatę i wyciąga ręce żeby się przytulić a najlepiej wdrapać na plecy bo to ulubiona zabawa :) i cóż więcej trzeba do szczęścia :)

a to Julcia z dwoma wspomnianymi kolegami Bartusiem i Łukaszem:)

z Bartusiem i Łukaszem

a to strona braci:

Od dzieci uczymy się najwięcej i najważniejszych rzeczy – pokory, umiejętności cieszenia się z najmniejszych rzeczy i szczerości w wyrażaniu emocji a dzieci niepełnosprawne są szczególnie utalentowane w tych dziedzinach. Ja nauczyłam się przy Julce cieszyć z wszystkiego co nam oferuje, nawet jeżeli na zewnątrz jest to niezauważalne. Jedna z mam dobrze ujęła to w słowa – my walczymy o to, żeby nie było gorzej, nie zawsze oznacza to, że ma być zauważalnie lepiej. Ciągłe pytania o to co dają Julci turnusy, jaki jest postęp są dosyć uciążliwe, gdyż większość ludzi nie rozumie, że postępem jest często po prostu brak regresu (sama to chyba zrozumiałam stosunkowo niedawno). Oczywiście walczymy mocno o kolejne etapy rozwoju, Julcia np dużo lepiej trzyma główkę, lepiej gryzie, robi postępy w pełzaniu, także idziemy do przodu :) Ale jakiż jest to postęp w oczach kogoś kto pyta czy Julcia będzie chodzić czy mówić i jest bardzo zdziwiony że nie wiem takich rzeczy bo nikt mi przecież nie powie a tak naprawdę informacja taka nie jest do końca istotna na etapie na jakim jesteśmy w tej chwili. I tak robilibyśmy to co robimy.

no i się zaczęłam rozczulać coś przy tym nowym roku… obiecuję, że mi tak nie zostanie do końca :) czasem i tak trzeba, tak dla kontrastu :)

I dla kontrastu muszę jeszcze powiedzieć o jednym z rodziców, Tatusiu (mam nadzieję, że jego żona mi wybaczy…) , który jest po prostu przezabawnych człowiekiem :) to taki człowiek który jak się pojawia to od razu jest wesoło, nie wspominając już co się dzieje jak się odezwie :)

i tu trzeba przejść do Sylwestra gdyż spędzony między innymi w wspomnianym towarzystwie był naprawdę świetną zabawą :) do tego był mój mąż a Julcia grzecznie spała mimo zdecydowanie niesprzyjających warunków panujących tej nocy w ośrodku :)
Zabawa dla nas była co prawda w budynku obok (na szczęście był łącznik, także nie trzeba było wychodzić na dwór żeby sprawdzić czy dzieci śpią) ale w samym ośrodku swoją imprezkę miały dzieci, głównie te starsze i też dobrze i długo się bawiły :)
My też… Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak dobrze się bawiliśmy, w sumie to może i pamiętam, ale to było tyle lat temu, że wstyd wspominać… W każdym razie odbiliśmy sobie z nawiązką. Był bal, była orkiestra, dobre jedzonko, sztuczne ognie, no i oczywiście świetne towarzystwo. Mamy mnóstwo zdjęć, ale jeszcze do nich nie dotarłam, bo, choć robił je mój mąż, gdzieś krążą po ośrodku na płytce i jeszcze do mnie nie dotarły. Jak będę miała to na pewno coś wybiorę :)

to tyle jak narazie w kwestii turnusu, ale jeszcze trwa więc niewykluczone że coś jeszcze nastukam na tej klawiaturze :)



Skomentuj