Ten czas kiedy mieszkanie pachnie cynamonem…

Magiczne i bezcenne… I wcale nie trzeba czekać do Świąt :) Wystarczy trochę czasu (ok – trochę więcej niż trochę…) i sprawdzony przepis, gdyż do takich wraca się najchętniej.

“Ślimaczki” drożdżowe z cynamonem to jedne z moich ulubionych kawowych dodatków, równie mocno lubię je piec co jeść, motywacja jest tym większa że pozostali członkowie rodziny również za nimi przepadają.
I zawsze jest ich “za mało” więc tym razem podwoiłam przepis piekąc je w ilości przemysłowej…
Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko że… nie, jednak nie mam żadnego usprawiedliwienia ;)

I tutaj powinien pojawić się przepis… otóż się pojawi – w następnym wpisie :)
Jak już się pochwaliłam jak pięknie właśnie pachnie mieszkanie to muszę iść – bułeczki czekają ;)

Na upały – chłodnik!

Chłodnik równie niespodziewanie co skutecznie zastąpił barszczyk który zwykle robiłam z botwinki, jak tylko pojawiała się pośród sezonowych skarbów na targowisku.
Przepis wpadł mi w ręce wraz z gazetką z Rossmanna “Skarb” (bieżący nr) – zdjęcie było tak apetyczne że pobiegłam (ok… poszłam ;) ) po resztę składników i pół godzinki później miałam pierwszy w życiu zrobiony przeze mnie chłodnik.
Jest po prostu przepyszny! (jak ktoś lubi chłodnik), i absolutnie bez pamięci się w nim zakochaliśmy.
Przy 30-stopniowym upale chyba nie trzeba dodatkowo uzasadniać wyższości chłodnej ostro- słodko- kwaśnej zupki z chrupiącymi świeżymi warzywkami nad gorącym barszczem (jakkolwiek też bardzo dobrym ;) ).

Przepis zaczerpnięty jest z bloga pani Magdy Sobackiej

Smacznego! :)

“Tocham” Was Dogusie ;)

I tak oto zostałam kynoterapeutką, właśnie odebrałam dyplom ukończenia studiów podyplomowych na tym właśnie kierunku :)
Niniejszym chwalę się więc ;)
Pomysł narodził nagle i przy ogromnym wsparciu przyjaciół, którzy ani na chwilę nie wątpili w to, że powinnam się na tych studiach znaleźć. Na szczęście wierzyli we mnie zdecydowanie bardziej niż ja w siebie.
Nie było łatwo po 10 latach skupienia się wyłącznie na opiece nad Julką, nagle postanowić zrobić coś tylko dla siebie… nie dlatego że trzeba, ale tak po prostu dlatego że się chce…
Minął rok a ja jestem bogatsza o nową kwalifikację, nowe doświadczenia i wiedzę które mam nadzieję wytyczą mi dalszą drogę ale przede wszystkim o nową wiarę w siebie, wiarę której mi brakowało.
Studia niespodziewanie przyniosły coś więcej – przyjaźnie – 7 cudownych dziewczyn, zupełnie różnych, na zupełnie innym etapie życia i z zupełnie innym pomysłem na to co z nim zrobić. Zaprzyjaźniłyśmy się tak bardzo że aż strach pomyśleć jak niewiele brakowało żebyśmy się w ogóle nie spotkały…
Każda z nas znalazła się na tym kierunku z innego powodu, każdą z nas inne koleje losu przygnały w uczelniane ławki… (niektórych z daleka ;) ).
Tocham (to oczywiście nie literówka… ;) ) Was Dogusie! :)

Pionizować!

Powiedział ortopeda na wizycie kontrolnej w Otwocku. Kości są solidnie zrośnięte po operacji, bioderko dobrze funkcjonuje, śruby do wyjęcia w ciągu roku (zależy jaki bedziemy mieli wyznaczony termin) , a teraz ćwiczyć, aktywować i pionizować!
Do dzieła więc! :)
Rehabilitować- wiadomo,
Aktywować- włączyć zajęcia na basenie, planujemy chodzić regularnie przez wakacje.
Pionizować- jak już to porządnie :) i tu pojawia się nasz nowy Baffin Trio- kosmiczne urządzenie do którego Julka przymierzalnia się kilka miesięcy temu a od kilku tygodni jest jego szczęśliwą posiadaczką:)
Do tej pory służył Julce wyłącznie jako fotelik, po dzisiejszych konsultacjach z przedstawicielem producenta zaczęliśmy pionizację. Konsultacje były potrzebne ponieważ Baffin to skomplikowane, w pełni zautomatyzowane (na pilota) urządzenie i umiejętność jego prawidłowego ustawienia jest kluczowa. Ze wskazówkami od Sebastiana i przy pomocy Julci rehabilitantki że szkoły, wspólnie z panem Kamilem postawiliśmy Julcię do pionu:)
Jula szczęśliwa, a my spokojni bo Baffin naprawdę robi wrażenie.

Baffin Trio

Miłość niewypowiedziana słowami…


“Kocham Cię Mamusiu” słyszę w każdym ufnym spojrzeniu i promiennym uśmiechu.
Codziennie, niezmiennie już 11 lat :)
Kiedy nie czeka się na słowa, ważne staje się wszystko co niewypowiedziane.
W Dniu Matki Julka uśmiecha się dokładnie tak samo jak w każdy inny dzień żebym zawsze wiedziała że mocno mnie kocha :)
Dziękuję Paniom ze szkoły za pomoc w zrobieniu tej pięknej kartki i serduszka :)

gotowanie, jedzenie, karmienie…

Julka uwielbia jeść, co tu dużo mówić, ewidentnie ma to po rodzicach. Ponieważ nie umie gryźć twardych rzeczy, staramy się żeby to co dostaje było raczej miękkie, wtedy radzi sobie całkiem dobrze.

Przez lata wypracowałam w sobie umiejętność dostosowywania posiłków do tego co lubi i potrafi zjeść Julcia, ale w taki sposób, by nie determinowało to naszego codziennego odżywiania. Dzięki temu Julka, próbując wielu rzeczy, ma szansę nauczyć się co lubi a czego nie, a jedzenie sprawia jej przyjemność. Jak jej coś smakuje karmienie jest również dla mnie ogromną przyjemnością.

Dzieci z porażeniem są zwykle szczuplejsze od swoich rówieśników, jest to specyfika wpływu uszkodzonego OUN na rozwój mięśni i nie ma nic wspólnego z niedożywieniem. Mimo to nie jest fajnie po raz setny przekonywać lekarza (!) że Jula “je naprawdę dużo pani doktor”…
Myślę że zdanie:
“ojej, ale ona szczuplutka!…”
jest obok:
“ojej, a taka ładna dziewczynka…”
w pierwszej dziesiątce najbardziej denerwujących nas, rodziców dzieci niepełnosprawnych, stwierdzeń :)

Wracając do tematu (zawsze miałam z tym problem…) jestem przeciwniczką rozdrabniania posiłków na papkę i mieszania buraczków ze schabowym w jedną maź, której sama bym za nic nie ruszyła. Zdarza się jednak oczywiście że Julka, choćby nie wiem jak bardzo chciała, czegoś prostu nie pogryzie, np musli, orzechów lub żurawiny, doskonale uzupełniających jogurt. Tu sprawdza się blender, a konkretnie pojemniczki z nożami, rozdrabniające musli idealnie, a te w takiej postaci dodane do jogurtu, nie stanowią dla Julci żadnego problemu.
W ten sposób nie pozbawiam Julci możliwości jedzenia czegoś z czego pogryzieniem sobie nie radzi.

Na szczęście jest wiele potraw które Jula spokojnie umie pogryźć i do tego wszyscy je uwielbiamy i dzisiaj chciałam podać przepis na jedną z nich. Z Julcią jest o tyle łatwiej że nie ma uprzedzeń do jedzenia z cyklu “nie bo nie!” , bo za zielone, bo nie tak pokrojone, bo Zosia mówiła że to nie dobre.
Julci albo coś smakuje albo nie i wszystko odbywa się metodą empiryczną :)

Na tę potrawę trafiliśmy będąc na obiedzie w restauracji, ponieważ Julci bardzo smakowało, postanowiłam odtworzyć ją w domu na tzw. “oko” , choć w tym przypadku też na smak ;)

To placki żmudzkie, (wg karty dań – z kuchni litewskiej), a konkretnie placki żmudzkie z kapustą kiszoną.
To bardzo proste danie choć wymaga trochę czasu.
Potrzebne są
ziemniaki (1 kg na ok 8 placków)
mąka pszenna,
jajko
0,5 kg kapusty kiszonej
przyprawa do dań z kapusty
przyprawy pieprz, sól i opcjonalnie jak ktoś lubi gałka muszkatołowa
tłuszcz do smażenia
Sos
jogurt naturalny,
dwa ząbki czosnku,
szczypiorek
sól, cukier

Ziemniaki ugotować, zrobić z nich puree i zostawić do wystygnięcia.
W tzw międzyczasie posiekać drobno kapustę kiszoną i na patelni poddusić troszkę z przyprawami (idę trochę na łatwiznę i dodaję kompozycję ziół i przypraw do dań z kapusty, nam pasuje idealnie).
Do chłodnych ziemniaków dodać jajko, mąkę (z ilością mąki u mnie jest trochę na oko, ale mniej więcej 4 łyżki na kg ziemniaków, w każdym razie ciasto nie powinno się kleić) przyprawy, dobrze połączyć tak żeby łatwo formowały nam się kotlety.

Formujemy płaskie krążki i na środek wkładamy dwie łyżki, uduszonej wcześniej kapusty, zawijamy tak żeby kapusta nigdzie nie wystawała,

placki żmudzkie, przepisy, niepełnosprawni ,karmienie

obtaczamy w mące przed włożeniem na tłuszcz.

placki żmudzkie, przepisy, niepełnosprawni

Pozostaje smażyć :) na nie za dużym ogniu.
Najlepsze są lekko zrumienione, z sosem jogurtowym ze szczypiorkiem smakują rewelacyjnie! :)

placki żmudzkie, przepisy,  niepełnosprawni

Julka te placki uwielbia więc ja uwielbiam je robić :) Są miękkie i puszyste, bez problemu daję je Julci która siedzi z otwartą buźką czekając na następny kawałek :)

smacznego :)

Łatwiej i wygodniej

Zachęcam do lektury reportażu z pokazu udogodnień w samochodach dla niepełnosprawnych.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/319332

ułatwień życia cd

Były zamki w kurtkach – tzn są nadal i sprawdzają się rewelacyjnie – nawet Tata bez strachu zabiera się za ubieranie “przecież-jej-się-nie-da-nałożyć” kurtki ;) Zresztą lęk był uzasadniony – wystarczyło że wiele razy wcześniej obserwował moje techniki zakładania graniczące ze sztuczkami cyrkowymi ;)

Kurtek się już nie boimy, kto wie… może to początek nowego trendu w modzie dla osób spastycznych?… w końcu nasze dziewczyny i chłopaki też chcą wyglądać modnie i mieć wygodne w zakładaniu ciuszki – za duże i dobrze rozciągające się ubrania zdecydowanie temu nie służą.

Teraz przyszedł czas na kolejne ułatwienie, tym razem w kategorii “zdrowie” z podkategorią “katar”.

Do tej pory w domu królowała u nas NoseFrida, znana myślę dobrze rodzicom dzieci które same nie umieją wydmuchać noska. Frida jest dobrą alternatywą dla np “gruszki” ale jej skuteczność jest wprost proporcjonalna do pojemności naszych płuc, z czym niestety w 6 dniu intensywnego kataru dziecka bywa różnie…
Jakiś czas temu, zachęcona przez spotkaną w poczekalni przychodni mamę maluszka i zdeterminowana chęcią znalezienia czegoś co zastąpi choć czasowo siłę moich płuc, kupiłam elektryczne urządzenie zwane CleaNoz. Trochę drogie i niestety zupełnie się u Julci nie sprawdziło, okazało się zbyt słabe żeby oczyszczać jej nos, wróciłam więc do Fridy i swoich płuc :)

Namawiana od jakiegoś czasu przez przyjaciółkę (dziękuję Aniu :) ) której synek ma często katarek, w końcu kupiłam “Katarek” właśnie, czyli urządzenie które czyści nosek podłączone pod odkurzacz.
Jakkolwiek morderczo to brzmi, zdecydowanie takie nie jest. Ciąg odkurzacza jest pod kontrolą i oczywiście ograniczony, samo urządzenie proste w użyciu i łatwe w czyszczeniu.
I – co najważniejsze – bardzo skuteczne i w żaden sposób nie testujące na bieżąco mojej wydolności oddechowej :)

Konieczność uruchamiania odkurzacza przy każdym czyszczeniu noska jest może pewnym utrudnieniem ale wystarczy na czas kataru postawić go sobie pod ręką. Korzyści w postaci dobrze wyczyszczonego nosa rekompensują tę chwilową niedogodność :)

Szczerze polecam rodzicom zmęczonym wyciąganiem kataru siłą własnych płuc :) To naprawdę dobra alternatywa dla naszych rosnących dzieciaczków nadal nie umiejących samodzielnie wydmuchać noska.
Zresztą z opisu wynika że urządzenie jest z przeznaczeniem dla osób niepełnosprawnych.

ułatwiajmy sobie więc życie tam gdzie możemy :)

pozdrawiam serdecznie :)

kurteczka

Pisałam jakiś czas temu o problemach przy ubieraniu Julci mniej elastycznych rzeczy, takich jak kurtki np., i o tym jak sobie z tym poradzić. Właśnie odebrałam od krawcowej wiosenną kurteczkę Julci, którą bez przeróbki odwiesiłabym z żalem do szafy, bo, mimo iż pozornie jeszcze dobra, nie dałam już rady jej córci nałożyć.
Dzięki wszytemu od rękawa po prawej stronie (po jednej stronie wystarczy) zamkowi Julka nawet nie zauważyła że jej ubrałam kurteczkę :)

zameczek :) ubrania , mpd, spastyka

Szczerze polecam taką przeróbkę, koszt to ok 20 zł i było gotowe na drugi dzień (dzięki niezwykle uprzejmej i przejętej potrzebą pani z zakładu krawieckiego “Igiełka” w naszej galerii handlowej :) ).
O zrobieniu tego samodzielnie przy moich zdolnościach krawkich nawet nie myślałam ;)

To już druga kurtka przerobiona w ten sposób i na pewno nie ostatnia :)

pierwsze podejście…

… do zastąpienia kurtek zimowych tymi…cóż… nieco mniej zimowymi… wiosennymi to jeszcze nie słowo na dziś.
Schowałam, zamknęłam i nie zamierzam sięgać po nie aż do późnej jesieni. Od czegoś trzeba zacząć, a kurtki (i buty), świetnie się do tego nadają. Stęskniona za wiosną jestem nawet gotowa pomarznąć udając że mi ciepło ;) Prognozy są jednak łaskawe i wygląda na to że aż tak nie będę się musiała poświęcać dla dobra sprawy ;)

Słońce świeci coraz konsekwentniej, dni są dłuższe, teraz czekamy na zasyp straganów kolorowymi nowalijkami, na truskawki i pewne 20+ na termometrach (nota bene to liczba którą już dawno omijam na półkach z kremami ;) )

tyle o pogodzie :)

Julka wiosenną aurą jeszcze się nie może do końca nacieszyć, katar trzyma ją już dłuższy czas i jakoś wyjątkowo ciężko się go pozbyć w tym roku. Na zmianę jest lepiej i gorzej, mam nadzieję że tendencja będzie jednak wzrostowa.

Nie przeszkodziło nam to jednak w łyknięciu świeżego powietrza w czasie Świąt:

i jeszcze w temacie Świąt pozostając, Julcia zawodowo pomalowała zajączka, polecam ceramiczne figurki do malowania specjalnymi szybko schnącymi farbkami – świetna zabawa dla Córci i Mamy ;)

ceramika, zajączek, malowanie

ceramika, malowanie, zajączek

ceramika, malowanie, zajączek

ceramika, malowanie, zajączek

ceramika, malowanie, zajączek

pozdrawiam :)

Page 1 of 4212345...102030...Last »