wniosek przyjęty :) – artykuł

Portal “Razem z Tobą” napisał o mojej inicjatywie :)

 

ale pyszne!

Gdyby Julcia umiała mówić, myślę że często z jej ust padałyby takie słowa :)
Nasza córcia jest wielką smakoszką – lubi tak dużo rzeczy, że prościej byłoby napisać czego nie lubi…
A przede wszystkim lubi jeść. I potrafi zjeść sporo.
“Naprawdę?!… A nie wygląda…” – często to słyszymy, bo faktycznie szczuplutka jest nasza Julcia :) co jednak nie wynika z małego apetytu ale ze specyfiki dziecięcego porażenia mózgowego i budowy mięśni.
Karmienie bywa trudne, przyznam że czasem tracę cierpliwość, kiedy Jula grymasi albo coś ją rozprasza i ciężko jest jej się skupić na jedzeniu, ale na kłopoty Tata! – Damian potrafi nakarmić Julę w każdych, nawet najbardziej niesprzyjających okolicznościach :)
Bo przecież jedzenie z Tatą to radość ogromna! :)
Dla Julci im bardziej wyraźne smaki tym lepiej, czasem zaskakuje nas tym co jej smakuje i wiele razy “nie, tego jej nie dam, za ostre… albo zbyt kwaśne…” okazywało się nietrafnym sądem :)
A refleksje na temat Julci dobrego apetytu naszły mnie przed przygotowaniem weekendowej imprezki rodzinnej, która odbędzie się pod znakiem kuchni chińskiej. Tonę właśnie w przepisach a drukarka nie nadąża wypluwać kolejnych z cyklu ” o! jeszcze ten! też jest fajny! “ :) Mam już spory plik ;)
Przy tak skonkretyzowanej kuchni dla najmłodszych gości będą nieco bardziej zachowawcze pozycje menu, ale Jula ich nie potrzebuje :) Kuchnia chińska bardzo jej smakuje, co czyni przygotowywanie całości jeszcze przyjemniejszym :)
Jula je to co my, ale oczywiście ma swoje ograniczenia, nie gryzie więc twardsze rzeczy musi mieć rozdrobnione np musli do jogurtu na śniadanie(najlepiej sprawdzają się miski z nożami, będąca w komplecie z blenderem).
Nie ma żadnego problemu z takimi rzeczami jak kanapki, naleśniki, pierogi (Jula uwielbia ruskie i potrafi ich sporo pochłonąć ;) ) zupy, ziemniaki, kotlety i wszelkiego rodzaju makarony, wszelkie placki, pyzy, racuchy, omlety… mogłabym tak długo ;)
Wniosek – jedzenie jest bardzo przyjemne a radość patrzenia jak Juli coś smakuje jeszcze przyjemniejsze :)
Wracam do przepisów :)

Smacznego dnia!

a to jedna z potraw którą Julcia też uwielbia (my też ;) – cukinia zapiekana z mozarellą, pomidorami i papryką – polecam sezon na nie cały czas trwa :)

Przyjazne Zakopane

Za oknem lato w pełni i choć nastrój już nie do końca wakacyjny ( a może właśnie dlatego?!..) postanowiłam wrócić jeszcze na chwilę do Zakopanego – wspomnieniami ;)
Niesprawiedliwym bowiem byłoby nie wspomnieć o tym jak przyjazne osobom niepełnosprawnym jest to miasto i związane z nim atrakcje.
Przed wyjazdem zastanawialiśmy się nasz entuzjazm pobytu w Tatrach nie skończy się na podziwianiu ich z tarasów widokowych a przygotowane dla turystów atrakcje będą dostępne tylko na stronach przewodnika turystycznego.
Oczywiście nie planowaliśmy wspinać się z Julką na plecach na szczyty gór, mieliśmy tylko nadzieję ciekawie i różnorodnie spędzić czas, bez napotykania na każdym kroku na przeszkody.
I Zakopane nas nie zawiodło :)
Po pierwsze poruszanie się wózkiem po samym mieście – dużo podjazdów i przystosowanych, dużych pomieszczeń.
Wjazdy na krzesełkowe kolejki linowe – proszę bardzo! :) wyciągi były specjalnie dla nas zatrzymywane, żebyśmy mogli spokojnie usiąść z Julą i się zabezpieczyć.
Z uśmiechem, bez pośpiechu i zawsze służący pomocą górale :)
Na wyciąg na Polanę Szymoszkową na siedzenie zmieścił się też wózek :)
polana Szymoszkowa kolejka linowa kolejka polana Szymoszkowa

Kolejka szynowa z Gubałówki na Krupówki – peron z osobnym wejściem dla osób na wózku, w wagoniku wygodnie i mnóstwo miejsca.

peron Gubałówka, niepełnosprawni, na wózku julkaimy kolejka Gubałówka

Termy Chochołowskie – na basenach jest zwykle wygodniej i są dostosowane dla osób na wózkach – tutaj windą wjechaliśmy bezpośrednio na basen, po którym mogliśmy swobodnie się (umytym wcześniej w specjalnej sali wózkiem) poruszać.

Może pani dyrektor z szkoły z Jaźwina, o której ostatnio głośno w mediach, gdyż zabroniła wjeżdżać Antosiowi do szkoły zabłoconym wózkiem, powinna spróbować mycia kół – całkiem prosta i powszechna praktyka ;)

Ale dalej o termach- szatnie – osobne dla osób na wózkach z wygodnymi dużymi przebieralniami za kotarą.
Pozostaje tylko cieszyć się z pobytu :)

W gościńcu Gubałówka, w którym mieszkaliśmy mieliśmy pokój na parterze, jadalnia zaraz obok, również na parterze, wjazd do budynku prosto z podwórka.
I ten taras… z pięknym widokiem na Giewont, również na parterze ze swobodnym dostępem dla wózka.
I oczywiście przepyszne jedzonko i przemiła obsługa :)

Zaskoczyło nas też że na parkingach – prywatnych czy nie, z kartą za szybą, nie płaciliśmy nigdzie.

W Dolinie Chochołowskiej pierwszy raz zobaczyłam przenośną toaletę (tzw toytoya) dla niepełnosprawnych. Nie miałam okazji sprawdzić jak wyglądał w środku ale z zewnątrz był większy.

I jeszcze sytuacja która zaskoczyła nas totalnie – na jednym ze straganów, na deptaku na Gubałówce, wybraliśmy kilka rzeczy (jak to turyści ;) ) i gdy chcieliśmy zapłacić, pani poinformowała nas że nie ma mowy bo wszystko co wybraliśmy Julcia dostaje od niej w prezencie :)
To jeden z tych momentów w życiu kiedy mnie zatkało (nie często się to zdarza ;) ) , podziękowaliśmy grzecznie i poszliśmy dalej nie do końca rozumiejąc co się właściwie stało… :)

pozdrawiam :)

W oczekiwaniu…

W Urzędzie Miejskim ważą się losy złożonego przeze mnie przed wakacjami, do budżetu obywatelskiego, wniosku o zakup urządzeń integracyjnych i dostawienie ich na placach zabaw w naszym mieście. Czekam na informację czy wniosek został zaakceptowany, wyceniony i czy będzie mógł być poddany głosowaniu.
Urządzeń integracyjnych, czyli takich, z jakich będą mogły korzystać zarówno dzieci z dysfunkcjami ruchu, jak i zdrowe. Są bezpieczne i z powodzeniem można je dostawić na kilku placach zabaw.

I tak w oczekiwaniu, ponieważ temat ten już od dłuższego czasu zaprząta mi głowę, podczas pobytu w Zakopanym od razu wypatrzyłam na jednym z placów zabaw huśtawkę (sprawdziliśmy od razu nazwę producenta  - firma  Huck z polskim oddziałem we Wrocławiu)  którą bardzo chciałabym zobaczyć u nas. Jest to forma popularnego bocianiego gniazda jednak w formie łóżeczka. Dzięki plastikowym płaskim elementom wypełnienia, siedzisko było bardzo wygodne, Jula mogła cała się na niej położyć a ja wygodnie usiąść obok :)

I pierwszy raz, będąc na placu zabaw, mogłam skorzystać z Julą z tego samego urządzenia, co zdrowy chłopczyk przed nami, mając z tego równie dużo frajdy co on :) Dookoła biegały bawiące się dzieci i Julka, huśtając się, mogła poczuć klimat placu zabaw.
Te biegające dzieci w ten sposób przyzwyczajają się do obecności dzieci niepełnosprawnych w swoim otoczeniu.
O taką właśnie integrację mi chodzi i takie udogodnienia mam nadzieję móc wprowadzić w naszym mieście.

Jak widać bujający się przed nami chłopczyk miał równie wygodnie co Jula :)

huck , urządzenia integracyjne na placach zabaw

Zakopane, huśtawka, plac zabaw, urządzenia integracyjne, huck

Zakopane plac zabaw, urządzenia integracyjne, huck,

czekam więc… :)

Szymoszkowa

Będzie krótko i na temat – linowa kolejka widokowa na Szymoszkową Polanę jest naprawdę widokowa… przez cały odcinek jazdy w dół mamy przed sobą panoramę Tatr jak na dłoni… A u podróży gór w dole malownicze wioseczki i pasące się na pastwiskach owieczki:)
Takie widoki nigdy się nie nudzą…można patrzeć i patrzeć…
Ale do rzeczy- krzesełka, a właściwie ławeczki, są 6-osobowe dlatego bardzo wygodnie jechało nam się z Julą, i, tak jak mówiła Kasia, bez problemu zapakowaliśmy wózek który zjechał i wjechał z nami. Dzięki temu mogliśmy na dole zejść z wyciągu i zwiedzić okolicę:)
Panowie górale jak zwykle bardzo pomocni, wyciąg zatrzymali na wystarczająco długo żeby spokojnie złożyć wózek i wygodnie się ustanowić w krzesełku.
Pozostało tylko bez żadnego stresu rozkoszować się widokami :)
Juli bardzo podoba się to fruwanie:)

Szymoszkowa polana wyciąg kolejka linowa

Dolina Chochołowska z Julą :)

“Łatwy czterogodzinny (tam i z potworem) spacer drogą jezdną z niewielką różnicą wysokości 250 m” – tyle z przewodnika:)
Zachęceni owym opisem oraz zdjęciami z trasy,ruszyliśmy w Dolinę Chochołowską z Julą bez cienia wątpliwości co do tego że spacer będzie czystą przyjemnością.
I był…
Otóż:
- mieliśmy cudowne towarzystwo dzięki czemu było wesoło a przejście kamienną częścią trasy było o wiele przyjemniejsze (Marta dziękujemy za wsparcie siłowe ;) ).
- ach te widoki!… surowe skały, przejrzyste rwące potoki…
- pogoda była jak na zamówienie
Do opisu z przewodnika muszę nanieść jednakże kilka poprawek: trasa owszem łatwa, owszem czterogodzinna i owszem lekkie tylko “pod górkę” ale tutaj przyda się*
*w momencie jak kończy się droga asfaltowa i zaczynają kamienie, wózkiem, delikatnie mówiąc, “telepie” a nam, zamiast skupiać się na widokach, pozostaje lawirować nim tak, żeby znaleźć miejsca z najmniejszą ilością kamieni do przejechania. Nie jest to duży problem ale po kilku kilometrach zaczęliśmy się obawiać czy Jula dużo jeszcze takiego podskakiwania na kamieniach zniesie, a czekała nas droga powrót na…

Dlatego jak droga cała wypełniła się kamieniami i zaczęła iść mocniej pod górę, zdecydowaliśmy się zawrócić.
Myślę że gdy droga jest mniej błotnista (tutaj była dosyć mocno ) jest dużo wygodniej:)
Na szczęście został nam już niewielki odcinek, prowadzący do schroniska więc niewiele nam umknęło:)
Nasz spacer i tak trwał łącznie blisko cztery godziny.

Dolina jest piękna! :)
Warto się tam wybrać i spokojnie można iść z wózkiem.
Dla dzieci w wózkach, niezależnie od tego czy spacerowych głębokich czy inwalidzkich, jeżeli ktoś je pcha, można sobie spokojnie iść.
Kwestia ustalenia wytrzymałości pasażera na lekkie i długotrwałe wstrząsy ;)
Osobom samodzielnie poruszających się na wózku nie polecałabym, na kamieniach byłoby bardzo trudno.

Podrawiamy nadal z Zakopanego:)

Ps zdjęć jest oczywiście setki ale to później:)

Można?… Można! Czyli wjazd na Wielką Krokiew i Gubałówkę z Julą :)

Tatry… Zakopane… wszędzie pięknie…i wszędzie by się chciało być. Właśnie wróciliśmy z Wielkiej Krokwi, na którą wjechaliśmy z Julcią wyciągiem krzesełkowym. Nasze obawy, czy będzie to możliwe, okazały się zupełnej nieuzasadnione.
Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam na gorąco że jest to atrakcja przyjazna osobom niepełnosprawnym dzieciom wózkowym:)
- są osobne bramki dla wózków
- jest podjazd do miejsca gdzie wsiada się na wyciąg
- wyciąg, mimo że jeździ w kółko i normalnie ma się chwilę na wskoczenie i zaskoczenie z siedzenia, został specjalnie zatrzymany, żebyśmy mogli wyjąć Julę z wózka, spokojnie z nią usiąść i się zabezpieczyć
- wózek można zostawić zaraz obok na dole
- z powrotem na dole krzesełko zatrzymuje się obok wózka więc przełożenie Julci było bardzo ułatwione:)
Oczywiście nie mogliśmy na górze wysiąść, gdyż wózek został na dole, ale sam przejazd w górę i w dół to niesamowite przeżycie!
Nie bójcie się więc i zabierajcie swoje dzieciaczki z wózkami na Wielką Krokiew!

Wielka Krokiew Zakopane wyciąg niepełnosprawni wózek

Wjazd na Gubałówkę też oczywiście możliwy, wagonik PKL wygodny, z osobnym wejściem dla wózków.
Tylko jechać i podziwiać.
Tym bardziej że dla mieszkających na Gubałówce (tak jak my teraz) zjazd PKL to najszybszy możliwy sposób na dostanie się na Krupówki – 3,5 minuty ;) podczas gdy samochodem przy dobrych wiatrach i małych korkach (raczej wątpliwe…) to około pół godziny min.
Plus konieczność znalezienia miejsca do zaparkowania na Krupówkach, co nawet w miejscu dla niepełnosprawnych graniczy z cudem…
Jutro uderzamy na Butorowy Wierch, zobaczymy czy i tym razem uda nam się wjechać i zjechać z Julcią.
Pozdrawiamy z Zakopanego!

Ten czas kiedy mieszkanie pachnie cynamonem…

Magiczne i bezcenne… I wcale nie trzeba czekać do Świąt :) Wystarczy trochę czasu (ok – trochę więcej niż trochę…) i sprawdzony przepis, gdyż do takich wraca się najchętniej.

“Ślimaczki” drożdżowe z cynamonem to jedne z moich ulubionych kawowych dodatków, równie mocno lubię je piec co jeść, motywacja jest tym większa że pozostali członkowie rodziny również za nimi przepadają.
I zawsze jest ich “za mało” więc tym razem podwoiłam przepis piekąc je w ilości przemysłowej…
Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko że… nie, jednak nie mam żadnego usprawiedliwienia ;)

I tutaj powinien pojawić się przepis… otóż się pojawi – w następnym wpisie :)
Jak już się pochwaliłam jak pięknie właśnie pachnie mieszkanie to muszę iść – bułeczki czekają ;)

Na upały – chłodnik!

Chłodnik równie niespodziewanie co skutecznie zastąpił barszczyk który zwykle robiłam z botwinki, jak tylko pojawiała się pośród sezonowych skarbów na targowisku.
Przepis wpadł mi w ręce wraz z gazetką z Rossmanna “Skarb” (bieżący nr) – zdjęcie było tak apetyczne że pobiegłam (ok… poszłam ;) ) po resztę składników i pół godzinki później miałam pierwszy w życiu zrobiony przeze mnie chłodnik.
Jest po prostu przepyszny! (jak ktoś lubi chłodnik), i absolutnie bez pamięci się w nim zakochaliśmy.
Przy 30-stopniowym upale chyba nie trzeba dodatkowo uzasadniać wyższości chłodnej ostro- słodko- kwaśnej zupki z chrupiącymi świeżymi warzywkami nad gorącym barszczem (jakkolwiek też bardzo dobrym ;) ).

Przepis zaczerpnięty jest z bloga pani Magdy Sobackiej

Smacznego! :)

“Tocham” Was Dogusie ;)

I tak oto zostałam kynoterapeutką, właśnie odebrałam dyplom ukończenia studiów podyplomowych na tym właśnie kierunku :)
Niniejszym chwalę się więc ;)
Pomysł narodził nagle i przy ogromnym wsparciu przyjaciół, którzy ani na chwilę nie wątpili w to, że powinnam się na tych studiach znaleźć. Na szczęście wierzyli we mnie zdecydowanie bardziej niż ja w siebie.
Nie było łatwo po 10 latach skupienia się wyłącznie na opiece nad Julką, nagle postanowić zrobić coś tylko dla siebie… nie dlatego że trzeba, ale tak po prostu dlatego że się chce…
Minął rok a ja jestem bogatsza o nową kwalifikację, nowe doświadczenia i wiedzę które mam nadzieję wytyczą mi dalszą drogę ale przede wszystkim o nową wiarę w siebie, wiarę której mi brakowało.
Studia niespodziewanie przyniosły coś więcej – przyjaźnie – 7 cudownych dziewczyn, zupełnie różnych, na zupełnie innym etapie życia i z zupełnie innym pomysłem na to co z nim zrobić. Zaprzyjaźniłyśmy się tak bardzo że aż strach pomyśleć jak niewiele brakowało żebyśmy się w ogóle nie spotkały…
Każda z nas znalazła się na tym kierunku z innego powodu, każdą z nas inne koleje losu przygnały w uczelniane ławki… (niektórych z daleka ;) ).
Tocham (to oczywiście nie literówka… ;) ) Was Dogusie! :)

Page 1 of 4212345...102030...Last »