Początek wakacji?….

Niby tak 🙂 Daty się zgadzają, lato w pełni więc można ogłosić że oto nastały wajacje. Jakoś tylko tak dziwnie – rehabilitacja po długiej przerwie się dopiero zaczęła, lekcje zdalne robiłyśmy sobie w swoim tempie więc skończyły się całkiem niedawno… Wyjazd ciężko planować bo nie wiadomo co będzie się działo za miesiąc, dwa czy trzy….

Jedno jest pewne. Koniec roku szkolnego został przypieczętowany odebraniem świadectwa i oficjalnym przejściem do klasy siódmej 🙂 Może nie było uroczystego zakończenia roku, przemówień, nagród i tradycyjnego już pikniku, ale zaproszenie aby odebrać świadectwo Julcia dostała.

sdr
dav

Dziękujemy Paniom za piękny album ze zdjęciami Julci z zajęć szkolnych w ciągu roku, włożyły w niego dużo pracy ♥️

Wracamy

Powoli, ostrożnie, rozglądając się wokół siebie, wracamy. Wracamy tam gdzie byliśmy trzy miesiące temu, do normalności. Ale jest ona jakby inna… Wcześniej idąc do sklepu musiałam pamiętać o portfelu i opcjonalnie siatce (w obydwu przypadkach zdarzało się polec) teraz nerwowo sprawdzam czy mam w kieszeni maseczkę, bo bez niej mogę zostać z owego sklepu grzecznie (lub nie) wyproszona. Jestem też już w stanie zidentyfikować sklep po zapachu płynu do dezynfekcji rąk.

Wyjścia. Od etapu w którym gorączkowo robiliśmy zapasy, prawie bojąc się wyjść na balkon, dziś swobodnie poruszamy się po centrach handlowych, kawiarniach i restauracjach.

Tylko to „swobodnie” nabrało nowego wymiaru. Bo dziś doceniamy możliwość wyjścia w ogóle. Zrobienia zakupów w swoim zwyczajnym rytmie. Powrotu do spraw mniej istotnych typu „widziałam fajną torebkę, chyba sobie kupię”. Bo do tej pory do pójścia do sklepu mogła nas zmusić tylko niebezpiecznie kurcząca się zawartość lodówki. Możemy pójść na kawę… Zwyczajny element codzienności, który skutecznie i konsekwentnie umilał nam od czasu do czasu dzień, teraz został na nowo doceniony. Na stolikach karteczki „zdezynfekowano” stoją dumnie, składając obietnicę nie tylko miło ale też bezpiecznie spędzonego czasu. Znowu możemy poczuć nasze pierwsze razy – ok może nie całkiem pierwsze ale biorąc pod uwagę skalę, długość i nagłość zmian – odczucia są bardzo podobne.

To wartość dodana, pierwsze po przerwie wyjście do restauracji, do sklepu z butami, do kawiarni, na spotkanie z przyjaciółmi. Pierwsze. To cenne, poczuć ich wartość na nowo. Bo przez kilka miesięcy baliśmy się nawet wziąć jedzenie na wynos, kawę piliśmy tylko online, a przyjaciele pozostawali w zasięgu wszelkiej maści komunikatorów.

Wyjazdy to już inna bajka. To póki co jeszcze temat nie do przejścia. Szczególnie zagraniczne, za którymi tęsknimy najbardziej. Ale w końcu przyjdzie ten dzień, kiedy i to stanie się normalnością. I polecimy na nasze pierwsze niepierwsze wakacje.

Czy powinniśmy się mniej bać?… Pewnie nie. Ostrożność to nadal definicja naszej codzienności. Nie da się jednak żyć w zawieszeniu przez tyle czasu. Z ekonomicznych i pozaekonomicznych względów. Ze wszystkich w sumie.

Szczęśliwego więc powrotu do nowej normalności. Ostrożnie.

Bananowo

Chlebek bananowy
Najłatwiejsze ciasto w świecie to jednak nie to śpiewane, ze śliwkami – to chlebek bananowy! 🙂 Inspiracją była zbyt duża ilość bananów powoli już tracących swoją pierwszą młodość… Wiem wiem, takie ciemniejące są najlepsze i najzdrowsze ale jednak jakoś zawsze boję się dać Julce.
Sięgnęłam więc po przepis na chlebek, którego albo nigdy nie robiłam, albo nie pamiętam że robiłam. Lubię przepisy które po dwóch linijkach nie przyprawiają o ból głowy. Prosty, przyjemny i do tego wielce prawdopodobne że po żaden ze składników nie będzie trzeba biec do sklepu.
A znalazłam go tutaj (właściwie to bardzo nie szukałam – to jeden z pierwszych jaki mi się wyświetlił…)
Radość podwójna bo banany zagospodarowane i mamy drugie śniadanie 🙂
I ten zapach…

W nowym-starym wózku

Convaid rodeo

Convaid rodeo


Mamy go! 🙂 Jest większy, czystszy (póki co….), lepszy i w ogóle fajny bo nowy 🙂 A dlaczego nowy-stary? Ponieważ pozostaliśmy wierni marce convaid i modelowi wózka – Rodeo. Swoją drogą przewrotna nazwa jak na wózek inwalidzki – my w jej klimat wpisujemy się najwyżej kolorem czerwonym 😉 (któremu zresztą też pozostaliśmy wierni :)).
Tym razem poszaleliśmy troszkę, za namową przedstawiciela sklepu Reha-Ort, dokupiliśmy do wózka poduszkę do siedzenia z systemu spex, dzięki której Julka siedzi nie tylko wygodniej, ale przede wszystkim ma skorygowaną miednicę względem kręgosłupa. Fajne jest też to, że poduszka jest w kolorze wózka i wygląda jak jego część.
I uspokajam (pewnie bardziej siebie niż Was), że nie jest tak, że daliśmy się namówić na jakąś nowość bo nagle pojawiła się na rynku i wszyscy ją reklamują i chwalą – z cyklu: pieniądze straszne ale zawsze chciałam takie mieć! (od wczoraj… 😉 ). Ok pieniądze są trochę straszne, ale do tego już przywykliśmy, a to dla Julci rewelacyjne rozwiązanie. Julka sama nie siedzi i jej ułożenie w wózku jest całkowicie uzależnione od jego kształtu i ustawień. Dlatego równie łatwo coś naprawić, jak popsuć. Jeśli przemnożymy to przez czas, jaki spędza siedząc w nim, jasnym staje się jak ważna jest jakość takiego urządzenia. Nie bez powodu nazywa się go wózkiem rehabilitacyjnym specjalnym.
Wózek convaid Rodeo służył nam blisko 6 lat. Poza kilkoma problemami na początku użytkowania (producent wymieniał nam krzywy stelaż a nasz zdolny Tatuś zmienił z plastikowych na trwalsze – metalowe obejmy na hamulce), przez cały ten czas sprawdzał się rewelacyjnie. Stał się już po prostu za mały. Ten jest większy (i to jest już największy rozmiar) i mamy nadzieję że za kilka dobrych lat też, będę mogła tak dobrze o nim napisać.