Obecnie przeglądane: ogólne

rodzinnie :)

Witam serdecznie :)
Zaniedbuję ostatnio troszkę blog, ale Jula jest od wczoraj w przedszkolu więc mam troszkę więcej czasu, jak narazie nadrabiam zaległości urzędowe i domowe ale na naskrobanie kilku słów też oczywiście mam zaplanowany czas :)
Po feriach ciężko Julci wstać rano – przyzwyczaiła się do leniuchowania a tu trzeba raz raz i do przedszkola – rano przez to mamy zamieszanie straszliwe – wszystko jest wyliczone co do minuty, budzenie, wstawanie, śniadanie, leki, pakowanie w zimowe kurtki itp (co teraz zajmuje znaczną część czasu porannego :) ) i do przedszkola…
Budzenie Julci to bardzo skomplikowany i długotrwały proces – okazuje się że najmocniejszy sen jest właśnie rano :) a ja nie mam serca drastycznie tego zmieniać więc delikatnie ją szturcham i szepce do uszka “Juleczko wstawaj…” efekt jest taki że mogłabym równie dobrze nic nie mówić bo Julcia ewentualnie otworzy na sekundę jedno oko i śpi dalej. Przechodzę więc do kolejnego etapu budzenia – włączam Juli ulubione piosenki – czasem ją to obudzi ale z reguły wtedy uśmiecha się ale oczy dalej są zamknięte :) Ponieważ czas nieubłagalnie ucieka przechodzę do planu B – wołam Damiana. Jak już Tata wkracza do akcji ze swoimi wariactwami to Jula jest od razu rozbudzona i uśmiechnięta od ucha do ucha :)

Wrócę jeszcze do czasu ferii, niespecjalnie udzielaliśmy się podwórkowo, ale za to towarzysko nadrabialiśmy zaległości :) Tylu spotkań z rodzinką od dawna nie mieliśmy. A to wszystko dzięki temu, że z reguły moi rodzice i brat są za granicą a od jakiegoś czasu jesteśmy prawie w komplecie na miejscu :) Jeszcze tylko czekamy aż mój Tata do nas dojedzie i przez jeszcze kilka dni dalej będziemy wszyscy razem :)
Ponieważ po pierwsze dawno nie było takiej okazji a po drugie nie wiadomo na jak długo zostaną wszyscy na miejscu, trzeba się sobą nacieszyć ile się da :)

Kiedy rodzina rozjeżdża się po świecie uczymy się doceniać każdą wspólną chwilę, uwielbiamy spędzać ze sobą czas a Julcia szaleje za wujkami :)

Rodzinne ferie zaczęliśmy od Dnia Babci

kto pierwszy ten lepszy :) nawet Julcia nie miała taryfy ulgowej, walczyła zacięcie o słodkości próbując zahipnotyzować wujcia wzrokiem… :)

i z wujciami :)

Nie mogło zabraknąć tradycyjnego już u nas spotkania przy zupce meksykańskiej i domowej pizzy :)
Najlepszą zabawą jest jej wspólne robienie :)

i efekt pracy :)

pizza, pieczenie pizzy, dobra domowa pizza pizza, pieczenie pizzy, dobra domowa pizza

pizza, pieczenie pizzy, dobra domowa pizza

podczas gdy część towarzystwa buszuje w kuchni, druga część pogrążona jest w lekturze :)

przy wyjściu obowiązkowe uściski … tylko jakoś ilość głów się nie zgadza z ilością nóg… :)

i wszyscy razem (włączając zawsze obecnego po drugiej stronie obiektywu fotografa :) )

Tato czekamy na Ciebie z kolejnymi pizzami :)

W drugim tygodniu ferii Udało mi się z Julcią w końcu odwiedzić Zuzię która całkiem niedawno, bo 5 stycznia, pojawiła się na świecie :)
Zuzia to mała siostrzyczka koleżanki Julci z przedszkola Adusi.

Julcia była zafascynowana dzidziusiem – jak przystało na starszą koleżankę spokojnie trzymała maluszka na kolankach i wpatrywała się cichutko :)
Ja przy takich okazjach uświadamiam sobie jaka jest już duża :) niedługo kończy 7 lat…

a Zuziczka przesłodka oczywiście :)

ferie ferie i po feriach…

pozdrawiam :)

biało i zimowo i troszkę wspomnień:)

Mamy piękną zimę i trzeba się napatrzeć bo powoli niknie… Jula chodzi do przedszkola więc na spacerki popołudniowe niewiele zostaje czasu, mimo to udało nam się wymknąć na mróz i to w ostatnim momencie jak się okazało :)
Tymczasem Jula ciężko pracuje na zajęciach z Vojty i pisząc ciężko mam dokładnie to na myśli… przechodzę chyba kryzys związany ze słuchaniem jak płacze… nie wiem czy to dlatego że moja odporność spada czy dlatego że Jula płacze bardziej niż zwykle… I jak po raz kolejny odbieram Julę z rąk Sebastiana zapłakaną i niesamowicie zmęczoną i zadaję sobie pytanie “po co to wszystko?!” to jak emocje opadną a Julcia się uspokoi i odpocznie widzę jak pięknie pracują jej mięśnie brzucha i jak pięknie prosto siedzi a uciekające jej w dolnej partii kręgosłupa plecy i przez to krzywe siedzenie było tym z czym ostatnio walczyliśmy. Sebastian kładzie ją na brzuchu i widzimy pięknie opuszczone równe łopatki i proste plecki przy głowie zadartej w górę i coraz lepszym podporze. Ale to co ostatnio zrobiła na zajęciach to dla nas milowy krok na przód – w stymulacji z łokcia leżąc na brzuszku podciągała kolanka na boki i przerzucała bioderkami przenosząc ciężar tak jak przy pełzaniu (nie przemieszczała się przy tym bo była zblokowana, ponieważ tego wymaga ta stymulacja) a takiej pracy wykonanej samodzielnie bez pomocy rehabilitanta Julcia nie zrobiła nigdy wcześniej… Mam więc jasność co do tego że Vojta jest dla nas właściwą drogą i to mnie jeszcze trzyma ale nie jest łatwo. Choć użalanie się nad swoim kryzysem to istny egoizm w porównaniu z tym jak ciężką pracę wykonuje Julcia. Pilnujemy żeby cały czas jej powtarzać jak pięknie pracuje i chwalić za postępy, musi wiedzieć o tym, że to wszystko dla jej dobra. Jej uśmiech po odpoczynku jest dla nas największą nagrodą :)
Nie będę jednak czarować że jest łatwo bo nie jest, mam nadzieję, że z czasem Julci będzie łatwiej pracować przy stymulacjach które już zdążyła wypracować a my do tej pory nie zwariujemy…

A teraz z zupełnie innej beczki. Ostatni finał Wielkiej Orkiestry spowodował że powróciliśmy myślami do dnia urodzenia Julci. Kontekst był jasny bo, ponieważ Orkiestra zbierała na sprzęt dla wcześniaków co jakiś czas pokazywały się w telewizji oddziały OIOM noworodkowe z maluszkami w tle leżącymi w inkubatorach (swoją drogą przy okazji dowiedziałam się że jedna z moich koleżanek z czasów liceum z którą nie mam kontaktu też urodziła wcześniaczka bo wypowiadała się z jednego ze szpitali – mam nadzieję Martuś że wszystko jest w porządku) i tej dźwięk… te pikające monitory oddechu i tętna… nie sądziłam że po takim czasie tak na nie zareagujemy… aż mi serce podskoczyło do gardła i przypomniałam sobie jak codziennie szliśmy na OIOM tym korytarzem… panicznie zastanawiając się podczas tej trasy czy wszystko jest w porządku… no jak wiadomo nie wszystko było i dzień w którym pani dr powiedziała że Jula ma zmiany w USG główki zapamiętam już chyba na zawsze…
- “nie mam dla Pani dobrych wiadomości…” usłyszałam …a potem, na moje pierwsze jakie mi się nasuwały pytania o następstwa tych zmian: “wie Pani – jest różnie, niektóre dzieci z tego wychodzą po rehabilitacji, niektóre nie, córka prawdopodobnie nie będzie chodzić…”
i tak sobie zostaliśmy z taką informacją która była wtedy mniej więcej końcem świata… dziś problem nie chodzenia u Julci jest naszym najmniejszym ale wtedy to była masakra…
i tak sobie właśnie to wszystko poprzypominałam i przy tej okazji zdałam sobie sprawę w z tego, że nie mam na blogu zdjęć Julci z tamtego okresu, a przecież to bardzo ważne zdjęcia i dzięki temu że Damian je wtedy zrobił do dziś mam pamiętam jak malutka była Julcia ( 31tc 1170 gram)

i tak wyglądała nasza Julinka w pierwszych dniach życia

julkaimy.pl julia nowacka wcześniak

julkaimy.pl julia nowacka elbląg wcześniak

szybciutko nabierała ciałka i z czasem zrobił się z niej pulchniaczek,

julkaimy.pl julia nowacka elbląg

julkaimy. pl julia nowacka elbląg

także pewnie gdyby nie te zdjęcia to nawet nie pamiętalibyśmy jaka była drobniutka… :)

pozdrawiam jeszcze biało i zimowo :)

katarek

Witam wszystkich serdecznie :)
Tytułowy katarek ciągnie się za Julcią praktycznie od początku roku… przyczajał się jakiś czas, przez kilka dni był dość uciążliwy aż w końcu wydawało się że sobie poszedł, ale niestety tylko na chwilkę… Tak więc Jula nie nachodziła się jeszcze w tym roku do przedszkola (była w nim dni 3…) i generalnie jesteśmy sobie w domku i próbujemy się kurować, bo muszę przyznać że katar okazał się być całkiem twardym przeciwnikiem, którego pochopnie zlekceważyłam…
Na szczęście nie przeszkadza to Juli w codziennych terapiach, dzielnie radzi sobie w czasie zajęć z Sebastianem, jeździmy do Agi na zajęcia logopedyczne i chodzimy do Ani i Jej Negrusi na dogoterapię.
Ciocia Sylwia sprzedała nam patent na inhalację majerankową która bardzo pomaga zapchanemu noskowi Juleczki – dziękujemy Ciociu! :) (obiecuję na przyszłość od razu się Ciebie słuchać :) )

Rozpoczął się gorący okres zbierania pieniążków z 1% podatku, bardzo dziękujemy drukarni Volprint z Elbląga za zaprojektowanie i wydrukowanie dla Julci ulotki, na którą zdecydowałam się pierwszy raz. A projekt jednej i drugiej strony wygląda tak:

Mam nadzieję,że dzięki temu uda nam się przekonać więcej osób aby nam pomogły. Bardzo też dziękuję rodzinie i znajomym którzy jak co roku pamiętają o nas i już pomagają i dopingują.

póki co to tyle wiadomości bieżących :)

pozdrawiamy :)

Witamy serdecznie w Nowym Roku :)

No i mamy Nowy Rok :) wszystkiego dobrego z tej okazji życzę wszystkim i mam nadzieję, że przyniesie nam same dobre dni :)
tymczasem po Świątecznym bajecznym czasie spotkań z rodzinką, słodkiego lenistwa i obżarstwa (mniej lub bardziej zaawansowanego) wróciliśmy do zajęć codziennych, Jula jest co prawda w domku bo lekko się podziębiła, ale tryb ma taki jak zawsze. Tym bardziej sympatycznie będzie wrócić jeszcze na chwilkę do czasu świątecznego a i nawet do chwili przed, bo mam ogromniaste zaległości w fotorelacjach :)

na dwa dni przed Świętami zabrałam się za pieczenie kruchych ciasteczek świątecznych. Robiłam je pierwszy raz, bo zwykle pyszne robiła Ania, moja szwagierka, w tym roku skupiła się na innych potrawach, a ja, w oparciu o jej przepis dzielnie ruszyłam do boju. Nie sama oczywiście – Julka i Wiktoria bardzo mocno zaangażowały się w pomoc i miałyśmy przy tym świetną zabawę.

Jak to zwykle wtedy bywa, nasz osobisty fotograf zajął się oprawą medialną :)

nasze małe kuchareczki zgodnie współpracowały

i efekt

jak już ciasteczka upieczone to czas na ubieranie choinki:

a to zdjęcie jest wyjątkowe bo Julcia zrobiła je sobie sama :) (Tata troszkę pomagał…) i bardzo Jej się podobało, więc Tata był dumny :)

julkaimy.pl

i jeszcze jeden autoportret :)

julkaimy.pl

julkaimy.pl

i nadeszły Święta :)
jak zwykle przesympatycznie, rodzinnie, spokojnie no i oczywiście z Mikołajem :)

najpierw przygotowania

julkaimy.pl

julkaimy.pl

julkaimy.pl

julkaimy.pl

Julcia przywitała się z Wujciem

i przyszedł czas na Mikołaja i prezenty :)

julkaimy.pl

julkaimy.pl

julkaimy.pl

i mały portrecik

julkaimy.pl

trzeba wypróbować prezent, najpierw z Mamą

julkaimy.pl julkaimy.pl julkaimy.pl

a później już w domku z Wiki

julkaimy.pl

julkaimy.pl

julkaimy.pl

i obowiązkowa sesja podchoinkowa – jak prezenty zniknęły, zrobiło się miejsce dla nas :)

julkaimy.pl

julkaimy.pl

na dobrą lekturę zawsze jest czas, nawet w Święta

julkaimy.pl

julkaimy.pl

julkaimy.pl

wesoło bo rodzinnie :)

julkaimy.pl

to tyle w kwestii zaległych relacji przed w trakcie i poświątecznych :)

teraz postaram się być na bieżąco

pozdrawiam :)

przedświątecznie

Witam serdecznie przedświątecznie :)
Bigos wskoczył z kartki do garnka i już się gotuje i dlatego myślę, że oficjalnie mogę otworzyć sezon świątecznego pichcenia :) Bo bigos to przecież podstawa no i najwcześniej musi się znaleźć na kuchence :) Tak więc jest i pachnie :)
W planach jest jeszcze parę rzeczy oczywiście, w tym maślane ciasteczka które będziemy z Julcią niebawem robić.
Tymczasem pierwsze ciacho Jula ma już za sobą, dziś w przedszkolu dzieci robiły ciasta i stroiki na Wigilię (w przedszkolu będzie w po jutrze). Rodzice na okoliczność tego wydarzenia byli zaproszeni więc mam kilka zdjątek, tym razem mojego autorstwa.

na początek wstęp obrazkowo-symboliczny

i przejście do pracy – składniki bloku czekoladowego były już wcześniej przygotowane

praca w pocie czoła :)

ale efekty smaczne :)

i po smakołykach przyszedł czas na stroik

dziękujemy Paniom z przedszkola za to spotkanie :) liczymy na więcej :)

powrót, prezenty i przemyślenia

Wróciliśmy sobie do domku zdążyliśmy się ogarnąć, teraz wpadamy w wir przedświąteczno-zakupowo-prezentowy, a ponieważ mieliśmy na to podczas wyjazdu troszkę więcej czasu pierwszy chyba raz od nie wiem kiedy, na początku grudnia jesteśmy już po poważnych rozmowach z Mikołajem i wszystkie zamówione i niezamówione prezenty stoją i czekają na swoją kolej :) Wcześniej zdarzało się nam jeszcze w Wigilię biegać gorączkowo z listą osób, dla których jeszcze nic nie mieliśmy (przy okazji mogliśmy się przekonać, że nie tylko my mamy taki refleks…) a teraz luzik – kartki świąteczne wypisane, gotowe do wysłania (bo moim zdaniem nic tak nie zabija atmosfery Świąt jak wierszyk skopiowany do smsa albo maila z opcją “wyślij do wszystkich”…), w głowie powoli tworzy się świąteczne menu, zostaje tylko czekać i chłonąć ten klimat :) Śniegu może tylko brak, ale to już mamy zaliczone w tym roku – w Szczyrku spadł śnieg kilka dni przed naszym wyjazdem i było cudnie :)
Klimat czysto świąteczny mieliśmy już okazję poczuć wczoraj na Wigilii Julci ośrodka, zorganizowanej jak co roku z wielkim rozmachem, przy udziale władz miasta i innych ważnych lokalnych naszych osobistości oraz niezastąpionym przedstawieniem przygotowanym przez wychowanków ośrodka. Były kolędy, pięknie śpiewane i grane… wzruszyłam się nawet, bo było pięknie i nastrojowo… Jak zwykle pyszne jedzonko i dzielenie się opłatkiem z ludźmi, których nie mam okazji widzieć na co dzień :)
Do Wigilii jeszcze wrócę, bo oczywiście mamy zdjęcia.

Nie było nas sporo czasu, odkąd jest z nami Julcia nie wyjeżdżaliśmy jeszcze na tak długo. Wyjazd był bardzo owocny, Jula miała trzy tygodnie ciężkiej pracy, raz bardziej raz mniej wyczerpującej, ale była dzielna przez cały czas i wytrwała do końca.
Pobyt na kursie Vojty we Wrocławiu trochę zamieszał w naszym dotychczasowym postrzeganiu pewnych rzeczy związanych z rehabilitacją i zmienił nasze spojrzenie na możliwości rozwojowe Julci i nasze wobec Niej oczekiwania. Ewidentnie jest coś w tym, że podobno terapeuci którzy poznają Vojtę od podszewki, czyli wybierają się na kurs taki właśnie jak ten, na którym byliśmy w Julcią, muszą zmienić swoje dotychczasowe myślenie, okazuje się, że fundamentalne zasady NDT nie mają tu zupełnie zastosowania i to przewartościowanie staje się początkiem nowej drogi a kurs nie tylko kolejnym doświadczeniem i wiedzą, ale nową drogą rehabilitacji której całkowicie się poświęcają.
Sebastian wrócił nawrócony i pełen nowej energii już po pierwszym etapie kursu (chyba w maju), wtedy ja do Vojty podchodziłam jak do jeża i nie kryłam się z tym, choć od początku wiedziałam, że jeżeli komukolwiek pozwolę na stosowanie tej metody to będzie to właśnie Sebastian. Wrócił i zaczął powoli ćwiczyć z Julą, a ja patrzyłam i dziwiłam się ile można osiągnąć po kilku minutach ćwiczeń, jednocześnie zaciskając zęby jak Jula płakała, bo do tej pory nic takiego się na zajęciach nie działo i odzwyczaiłam się od tego. Ale efekty mówiły same za siebie – lepszy oddech, lepsze połykanie, praca mięśni zupełnie wcześniej nie pracujących i niesamowite rozluźnienie po zajęciach. I tak do czasu kiedy Juli nasiliła się padaczka, wyraźnie straciła energię, spała sporo w ciągu dnia, była ewidentnie zmęczona i to bardzo wyraźnie. Musieliśmy przerwać wszelkie zajęcia, ja zaczęłam zastanawiać się co się dzieje bo przecież były wakacje… Jasne było, że obwiniałam o wszystko Vojtę, bo cóż innego… Sebastian jasno twierdził, że owszem, Julci przerwa jest bezwzględnie potrzebna, ale jej stan nie ma nic wspólnego z Vojtą tylko ze zbyt dużym natłokiem zajęć jaki jej zafundowałam w wakacje. “Troszkę” się nawet spięliśmy na tym polu, ale ostatecznie okazało się, że miał rację. Zmieniliśmy dawki leków, pogoda się ustabilizowała (Jula bardzo źle znosi zmiany ciśnień i pogody w lecie), Jula odpoczęła (3 tygodnie) i w pełni sił wróciła do intensywnych ćwiczeń i mimo, że ataki zniwelowały nieco wypracowany wcześniej efekt, szybciutko udało się nadrobić zaległości. Wróciliśmy do Vojty i było już dobrze, nic złego się nie działo.

Pobyt we Wrocławiu otworzył nowy rozdział w naszym podejściu i utwierdził nas w przekonaniu, że to na ten moment najlepsza droga dla Julci. Bardzo chciałabym, żeby Julcia też to zrozumiała. Pan Roland powiedział, że będzie protestować dopóki tego nie zrozumie… Julci jest dobrze tak jak jest, Ona nie widzi potrzeby zmieniania siebie, nie jest świadoma możliwości pojawienia się przykurczów, nasilenia spastyki i mnóstwa rzeczy które mogą pogorszyć jej stan. Jula jest szczęśliwa taka jaka jest i to nas oczywiście bardzo cieszy, ale wiemy, że to do nas należy myślenie o wszystkim tym, co trzeba zrobić żeby jej pomóc, nawet jeżeli jej się to nie podoba. Jest to element wychowawczy – jedni rodzice gonią dziecko do lekcji, a przecież też wolałoby no pograć na komputerze, ale rodzic wie, że to dla jego dobra, dziecko zrozumie to mniej więcej jak będzie miało swoje dzieci :)
My wymagamy od Julci wysiłku na rehabilitacji, wierząc, że droga jaką w tej materii obraliśmy jest najlepsza jaka może być. Przez te kilkanaście minut dziennie Julcia musi pracować i to właściwie tyle, co od niej na co dzień się wymaga wbrew jej woli. Jula się buntuje, ale nie ma wyjścia. Pan Roland powiedział jasno – gdybyście robili to co chce Jula to siedziałaby sobie w wózeczku, szczęśliwa i zadowolona ale stopniowo jej stan by się pogarszał, usztywniały by się mięśnie… trzeba walczyć i jeżeli nie będziemy tego robić to będzie to tylko i wyłącznie nasza wina.

Jula owszem buntuje się na zajęciach, ale też często się uśmiecha w chwilach przerwy, jej zaufanie do Sebastiana i sympatia jaką ma do niego nie zniknęły, a to dobry znak. Był czas kiedy próbowałam ją zabawiać w trakcie zajęć, książeczki, bajeczki itd (jestem w tym dobra podobno i zdecydowanie nie jest to komplement). We Wrocławiu usłyszałam – Jula musi wiedzieć, że to są ćwiczenia, teraz ma pracować i na tym się skupić. I faktycznie, oglądając książeczkę uspokajała się, ale przestawała ćwiczyć. Praca to praca a Sebastian wystarczająco z nią rozmawia, bo w Vojcie bardzo ważne jest żeby mówić do dziecka i cały czas podkreślać jak dobrze pracuje i jak świetnie sobie radzi.
Roland w trakcie kursu zwracał uwagę rehabilitantom żeby mówili do Julci – nie podchodzili i z marszu np. obracali ją na brzuch ale mówili “Jula teraz obrócę Cię na brzuch”, “teraz daj mi tu rączkę” “teraz obracamy główkę” no i cały czas motywowali ją do pracy. To bardzo ważne, zresztą Jula tak fajnie pracuje, że słowa pochwał aż same cisną się na usta :)

Można więc śmiało powiedzieć, że w rehabilitacji Julci rozpoczął się nowy rozdział, jako rodzice mamy nadzieję, że słusznie zrobiliśmy stawiając na Vojtę, a pobyt we Wrocławiu nas w tym utwierdził. Czy postępujemy dobrze?… nie mam zielonego pojęcia… bo niby skąd?… studiów pt. “jaka droga rehabilitacji jest najlepsza dla Julci” nie skończyłam… nie wiem czy czegoś nie przegapię, czy coś można byłoby zrobić lepiej… nie mam wykresu rozwojowego jak u zdrowych dzieci, wg którego mogłabym ocenić czy jest dobrze i idziemy wg grafiku, czy może coś po drodze przeoczyliśmy…kierujemy się głównie instynktem z przeświadczeniem, że jako rodzice wiemy co dla Julci najlepsze. Opieramy się przy tym na doświadczeniu i wiedzy Sebastiana, który już nie raz potwierdził, że w tej dziedzinie warto mu zaufać.

A Julcia ufa nam i zrobimy wszystko żeby tego zaufania nie zawieść :)

no to się zrobiło podniośle jakoś… :)
to pewnie ten nastrój melancholijno-świąteczny jakoś mi się udzielił. Właśnie szykuję menu świąteczne a “szykuję” w tym wypadku oznacza “wpatruję się w kartkę z dumnie napisanymi słowami: bigos i sernik” bo tyle wymyśliłam przez ostatnie dwa dni… Muszę się nieco jednak z tym me u posunąć do przodu bo mi zabraknie czasu na zakupy…

Mam jeszcze zaległe zdjęcia z Michałkowa i z gościńca w którym mieszkaliśmy, ale menu póki co ważniejsze więc zabieram się do niego.

Mikołajki i śnieg

I się doczekaliśmy! :) śniegu oczywiście! – niedługo już czas wyjeżdżać a góry owszem, piękne, oblane słońcem i kolorowe, ale nie białe… aż do dziś – wstaliśmy raniutko a tu taka bajka za oknem :) To teraz już możemy wracać, choć oczywiście jeszcze troszkę czasu tu zostaniemy.
Tymczasem wczoraj były Mikołajki i jak na ten wyjątkowy dzień przystało, Jula zaraz po obudzeniu znalazła (z naszą pomocą :) ) swój mikołajkowy prezencik i wyglądała na bardzo zadowoloną :) Potem śniadanko i na zajęcia a tam kolejny Mikołaj czekał z prezencikami :) Mikołajki to Mikołajki :)
Tymczasem turnus mija a ja nie wrzuciłam jeszcze ani jednego zdjęcia, co szybciutko nadrabiam :) przy okazji będzie widać, że Jula jest w świetnej formie, choć wczoraj pojawiły się pierwsze oznaki zmęczenia, ale to wczoraj, dziś już było świetnie. Chcę wyraźnie zaznaczyć, że Jula jest w świetnej formie ponieważ po wrzuceniu zdjęć z Wrocławia wiele osób martwiło się o Julcię po zobaczeniu jak ciężko tam pracowała. Owszem nie było łatwo, ale Julci życie to w ogromnej części rehabilitacja i taka właśnie ciężka praca. Jula to niezwykle pogodna, pełna energii dziewczynka i dzielnie znosi kolejne wyzwania. Jeżeli ktoś z rodziców, których dzieci są ćwiczone Vojtą będzie miał okazję uczestniczyć w kursie we Wrocławiu tak jak my, gorąco polecam, wierzcie mi, to świetny sposób na oswojenie się z metodą i zasięgnięcie opinii u źródła :)

No ale wracamy do Michałkowa. Oto zdjęcia, myślę, że nie wymagają wiele komentarza :)

Michałkowo, rotor, Bielsko-Biała, rehabilitacja,

Michałkowo, rotor, Bielsko-Biała, rehabilitacja, Michałkowo, rotor, Bielsko-Biała, rehabilitacja,

rotor, Michałkowo, rehabilitacja, Michałkowo, rotor, Bielsko-Biała, rehabilitacja, Michałkowo, rotor, Bielsko-Biała, rehabilitacja,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Queenie też była ciekawa co tam dziewczyny robią :)

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

a oto i efekt

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

czas na kawkę

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

i masażyk

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki, Michałkowo, rehabilitacja, dogoterapia, terapia ręki,

Queenie zaangażowała się we współpracę :)

dogoterapia, michałkowo, terapia ręki

i jeszcze troszkę pracy :)

dogoterapia, michałkowo, terapia ręki

dogoterapia, michałkowo, terapia ręki

jak wcześniej wspomniałam, kilka dni spędziliśmy u naszych znajomych niedaleko Bielska, jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie i gościnę :)

Gosia upiekła pyszne ciacho :)

dziewczynom nie zabrakło czasu na zabawę

pozdrawiam :)

turnusik w Michałkowie

witam seredecznie z Bielska-Białej :) jesteśmy tu od ponad tygodnia a ja jeszcze nic na ten temat nie naskrobałam…
prosto z Wrocławia przyjechaliśmy z Julcią do Michałkowa na turnus rehabilitacyjny na ponad dwa tygodnie tym razem.

to dziwne ale nie bardzo jest czas na napisanie nawet tych kilku zdań, Jula ma zajęcia praktycznie cały dzień, potem wracamy di Szczyrku, gdzie mieszkamy, jemy obiadek który jest już praktycznie kolacją, Jula idzie spać i robi się późny wieczór…

no ale nie będę się tu tłumaczyć tylko postaram się w kilku zdaniach napisać co i jak :)

Jula przyjechała na turnus w czwartek zaraz po Vojcie (24.11) , jednak miała do końca tygodnia tylko te zajęcia które uwielbia – z Gosią i pieskami i z Panią Anią, logopedką. Musiała odetchnąć troszkę po Wrocławiu.
Od poniedziałku 28.11 ruszyliśmy już z pełnym zakresem zajęć w trybie turnusowym i tak Jula ma codziennie 2,5 godzinki sali z Olą i kolejne 2,5 godzinki zajęć dodatkowych, w tym dogoterapię, terapię ręki i zajęcia z logopedą. Zajęcia zaczynają się mniej więcej o 10.00, kilka przerw w międzyczasie i robi się nagle 17.00.
Julcia bardzo dobrze zniosła pierwszy tydzień, nawet nie marudziła na sali (bo tylko tam marudzenie zawsze wchodziło w grę), Ola jest z niej bardzo zadowolona, mówi że od ostatniego turnusu bardzo poprawiła jej się kontrola głowy, tułowia i że zauważyła że zaczyna próbować podporu rączkami w siadzie. Nad podporem u Julci pracujemy z Sebastianem już od długiego czasu także cieszy nas bardzo że w końcu są jakieś namacalne rezultaty, tym bardziej że w ocenie osoby postronnej.
Także na sali Jula ćwiczy bardzo ładnie, niespecjalnie widać po niej zmęczenie po tym pierwszym tygodniu. Zawsze pod koniec pierwszego tygodnia przychodził kryzys ale tym razem jest ok. Nasze chłopaki powinni brać z niej przykład dziś rano w tiebreaku z Rosją, bo zdecydowanie pod jego koniec dopadł ich kryzys… aż szkoda było patrzeć naprawdę… ale mamy drugie miejsce w turnieju, do Londynu jedziemy, więc ogólnie na plus :) a Rosji jeszcze będzie okazja się zrewanżować. Także chłopaki gratulacje! :)

Na zajęciach u Gosi jak zwykle mnóstwo się dzieje, na terapii ręki w ruch idzie pianka do golenia, mąka, kawa, i mnóstwo innych, nie zawsze możliwych do identyfikacji specyfików i przedmiotów :) Gosia jest jak zawsze pełna pomysłów i energii a dzieciaki wychodzą z zajęć równie umorusane co zadowolone :) terapia ręki z prawdziwego zdarzenia!
U logopedy Julcia, obok ćwiczeń i masażu, testuje nowe płytki, które dostała pani Ania, z piosenkami i zabawami, także lepiej być nie może :) bardzo dużo przy tym wokalizuje co nas bardzo cieszy :)

Ale nie samym turnusem człowiek żyje :) w międzyczasie udało nam się spędzić kilka dni u naszych znajomych z Bestwiny, było przesympatycznie, smacznie i jak zawsze wesoło :) bardzo dziękujemy Wam za zaproszenie i gościnę, mam nadzieję, że w końcu będziemy mieli okazję się zrewanżować :)

zdjęcia oczywiście są i to sporo oczywiście, zarówno z odwiedzin jak i zajęć Julci, tym razem dzięiki Damianowi, nasza oprawa medialna będzie wzbogacona o filmiki, ale pewnie będą montowane dopiero po powrocie do domku . W każdym razie na pewno znajdą się na blogu wcześniej czy później.

to tyle, miało być kilka zdań, i jak na moje możliwości to było kilka :)

zdjęcia z zajęć we Wrocławiu – vojta

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty, vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

vojta, Wrocław, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci vojty,

i dzień drugi,
szliśmy już z większą wiedzą i wiedzieliśmy co nas czeka

zajęcia były po południu więc wykorzystaliśmy wolny czas na odwiedziny mojej koleżanki z czasów liceum jeszcze, która mieszka we Wrocławiu i z tego też powodu nie widziałyśmy się już bardzo bardzo długo… pozdrawiam Madziu fajnie było się spotkać :)

i dzieciaczki oglądają grzecznie bajeczkę

pośmialiśmy się i poplotkowaliśmy i czas było się zbierać do Fundacji na kolejne zajęcia, na których był też nasz Sebastian, a zajęcia były prowadzone przez wspominanego już wcześniej przeze mnie Pana Rolanda Wittla.

na początek trzeba się przywitać

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

i nastał czas ćwiczeń – tym razem pozycji drugiej,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

jeden z punktów stymulacji w tej pozycji jest na pięcie

i chwila relaksu

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, wrocław, fundacja promyk słońca, terapeuci

a potem do pracy – jeszcze pozycja pierwsza

vojta, kurs vojty, wrocław, fundacja promyk słońca, terapeuci vojta, kurs vojty, wrocław, fundacja promyk słońca, terapeuci vojta, kurs vojty, wrocław, fundacja promyk słońca, terapeuci

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

i kolejny dzień zajęć,

vojta, kurs vojty, wrocław, fundacja promyk słońca, terapeuci

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

ile ludzi! :)

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

widać po Julci że praca jest ciężka, ale Jula świetnie sobie radziła

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, wrocław, terapia, terapeuci,

a   widać po Julci że praca jest ciężka, ale Jula świetnie sobie radził

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci

i jeszcze pierwsza pozycja

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci

i na koniec ocena efektów terapii

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci

głowa do góry :)

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci

i wspólne zdjęcie na koniec obowiązkowo :)

vojta, kurs vojty, fundacja promyk słońca, terapeuci

uff – to tyle w kwestii zdjęć :)

myślę, że treść opisów jest zbędna – większość widać, choć warto zaznaczyć że Jula mimo, iż te trzy dni to dla niej była ciężka praca, na koniec, po zajęciach była rozluźniona i zadowolona.

pozdrawiamy wszyskich terapeutów i trenerów i mam nadzieję, do zobaczenia w przyszłym roku na kolejnym etapie kursu.

jak mogłam…

nie wspomnieć nic o chłopakach naszych kochanych którzy od tygodnia już, dzień w dzień, dzielnie walczą w Pucharze Świata o kwalifikację olimpijską! Mam oczywiście na myśli siatkarzy którzy wygrywają mecz po meczu i narazie potknęli się tylko na Iranie.
Fakt że nie wspomniałam o tym wcześniej wynika z tego że meczów tych po prostu nie oglądałam, a konkretnie to widziałam jakieś dwa i pół. Najpierw był wyjazd do Wrocławia, teraz jesteśmy w Bielsku, trochę dużo się ostatnio dzieje ale to mnie oczywiście nie tłumaczy, kibic ma obowiązki :) Zresztą vojta okazała się na tyle absorbująca fizycznie i psychicznie, że chyba po prostu nie miałam do tego głowy a niewiele jest naprawdę rzeczy które są w stanie moją uwagę od meczów odciągnąć :)
W każdym razie chłopaki dzielnie walczą, mimo, że nie jest łatwo, są póki co na pierwszym miejscu ale najtrudniejsze przed nami więc trzymajmy kciuki :)
A ja wracam do kibicowania :)

Page 1 of 1612345...10...Last »