Szczerze mówiąc nie wiem gdzie nam ten czas ucieka, dzień , dwa, weekend… i już pierwszy tydzień ferii za nami. Pogoda piękna, w końcu doczekaliśmy się mrozu i to w słonecznej oprawie więc korzystamy z pogody co jakiś czas wynurzając się na spacerek
Muszę przyznać że pokusa zostania w ciepłym domku była czasem dosyć mocna, szczególnie że pakowanie się w ciuchy zimowe w ilości nie do zliczenia jest praco i czasochłonne, ale byłam twarda i wyruszyłyśmy na kilka spacerków, nawet jak nie musiałyśmy nigdzie iść. Jula ledwo wystawała spod zwojów czapek i szalików ale nie narzekała
Moja niezawodna futrzasta czapa, spod której też ledwo mnie widać w końcu miała okazję wyjrzeć z szuflady i całkiem nieźle się sprawdzała. To podobno początek mrozów – myślę, że granica przy której nie będę się już opierać pokusie zostania w ciepłym domku to będzie jakieś -15 stopni, ale póki co mróz jest do tego w połowie drogi ![]()
Tymczasem mróz mrozem a w dobrze nagrzanym pokoiku Jula dzielnie ćwiczy i coraz bardziej nas zadziwia swoimi postępami. Co prawda protestuje przy tym nie mniej niż zwykle, ale jest w dobrej kondycji i szybciutko po zajęciach odpoczywa i wraca do dobrego humoru. Nawet w trakcie zajęć, jak sobie chwilkę odpoczywają, zdarza jej się uśmiechać
Julcia z Sebastianem w czasie zajęć Vojty
Jula jest w czasie ferii w domku, nie chodzi do przedszkola więc nie za bardzo mam czas na bieżące pisanie – jest tyle do zrobienia w ciągu dnia i tyle ciekawych zajęć
Ostatnio Julci bardzo podobają się opowiadania Misia Uszatka, pięknie wznowione wydanie książki, którą dostała razem z wesołym Elmo śpiewającym o kształtach i kolorach. Takie to prezenty przywiózł nam niedawno nieco spóźniony ale zawsze mile u nas widziany i wyczekiwany Mikołaj
Buziaki Tomuś!
Pioseneczki Elmo też Julci przypadły do gustu
w międzyczasie nazbierało się troszkę zdjęć, z dnia Babci i Dziadka, z pysznego obiadku na jakim byliśmy u mojej Mamy, która tydzień temu przyleciała z Anglii, z kilku innych jak zawsze wesołych wizyt Wujków z Ciocią ![]()
jak tylko będę miała chwilkę to zaraz uzupełnię braki
pozdrawiam serdecznie
a jak już będą wesołe to niech jeszcze będą spokojne, spędzone w rodzinnej atmosferze i tak żeby udało się złapać oddech i nabrać siły na kolejne zmagania z codziennością.
Cieszmy się tym czasem jak najlepiej umiemy.
pozdrawiamy serdecznie
Turnus zbliża się do końca, Jula ma dziś ostatnie zajęcia, właśnie słyszę jak u pani Ani, logopedki głośno się śmieje
Taki humor towarzyszy jej przez cały nasz tutaj pobyt – jest uśmiechnięta i szczęśliwa
Widać co prawda, że te dwa tygodnie ćwiczeń troszkę się na niej odbiły, ale niedużo, jest o wiele lepiej niż poprzednio, kiedy to opór na sali był prawie codziennie, teraz czasem tylko zdarzał się niewielki, ale do opanowania szybciutko ![]()
Szczerze mówiąc myślałam, że po Wrocławiu będzie wykończona, a tu całkiem odwrotnie ![]()
A my mamy tu spokój, taki psychiczny, z dala od codziennych problemów i gonitwy, szczególnie, że przed wyjazdem było nerwowo…
Ale góry wyciszają… i skłaniają do refleksji, nagle okazuje się że jesteśmy tacy malutcy… i nic nie jest warte tego, żeby się stresować…
Ciężko będzie się pewnie przestawić na tryb codziennej bieganiny od poniedziałku, ale mus to mus. Ale z drugiej strony tęsknimy za rodzinką i przyjaciółmi (odmrażajcie już tą obiecaną wędzoneczkę
), trzeba nadrobić zaległości towarzyskie
Jula wraca do Vojty i z nową wiedzą i naszym nowym podejściem mam nadzieję że uda nam się dużo na tym polu osiągnąć. Miała w tych zajęciach sporo przerwy, (z różnych powodów), ale teraz zabieramy się do pracy
to tyle póki, co, zdjęcia się oczywiście pojawią ale to na spokojnie po powrocie bo oczywiście jest ich sporo
pozdrawiamy
najlepsze kasztany, jak wszystkim od dawna wiadomo, są na Placu Pigalle, za to, jak się całkiem niedawno okazało – bułeczki drożdżowe najlepiej smakują o godz. 21 i to podane prosto do łóżka… Chodzi oczywiście o Julcię, która zamiast spać postanowiła jednak jeszcze wciągnąć bułeczkę i wiem na pewno że padłam tu ofiarą świadomej manipulacji z cyklu “co tu jeszcze wymyślić żeby Mama nie kazała mi już spać?…” no ale jakie ja mam szanse w walce z tak słodko i przekonywująco zachowującym się przeciwnikiem… ![]()
Potwierdzeniem tego jest też fakt, że owe bułeczki próbowałam dać Juli w ciągu dnia razy kilka i razy też kilka Jula dosyć sugestywnie manifestowała swoją wobec nich niechęć… no ale najwyraźniej o godz. 21 bułeczki nabierają nowego smaku ![]()
no ale dosyć o bułeczkach, Jula śpi sobie już smacznie więc najwyraźniej były potrzebne.
Skończył się właśnie tydzień który z grubsza spędziłam z Julcią w domku, bo po wyprawie na cmentarz w Święto Zmarłych, w nocy miała gorączkę i zapowiadało się jakieś przeziębienie większe lub mniejsze, więc na wszelki wypadek nie jeździła do przedszkola, nie miała też żadnych zajęć.
Na szczęście przeziębienie okazało się mniejsze i dziś ruszyła do przedszkola z całkiem dobrym humorkiem
W niedzielę przed Zaduszkami byliśmy u Damiana rodziców na niedzielnej popołudniowej kawce, gdzie jak zwykle było nas dużo i wesoło, bo w odwiedziny przyjechali też brat i siostra Damiana z rodzinkami ![]()
Kuzyni dopisali więc i Jula dzielnie próbowała dotrzymać im kroku:
w zabawie klockami
i w szaleństwach pt “kółko graniaste”
które Julci szczególnie przypadły do gustu
jak się ma tylu kuzynów to nie problem zorganizować takie kółeczko
no i bęc oczywiście
Ponieważ tytuł tego postu jest bułeczkowy muszą się tu koniecznie znaleźć zdjęcia z robienia bułeczek właśnie – drożdżóweczek. Jula jak zwykle mi pomagała
ponieważ ostatnio piszę trochę “zadaniowo”, opisując konkretne zdarzenia (zrobił mi się mały blog reportażowy…
) to zatęskniłam do takiego pisania o niczym, nie ujmując oczywiście temu o czym lub o kim będę pisała ![]()
“O niczym konkretnym” w moim słowniku oznacza “o wszystkim co mi się teraz przypomni nie do końca zwracając uwagę na treść i logikę wpisu”
czyli ni mniej ni więcej tylko tak jak lubię najbardziej ![]()
I proszę – początek niezły – już kilka linijek i nadal jest o niczym konkretnym…
ale tak cały czas się nie da, więc jednak coś konkretnego jednak musi być
Wiem, że rodzice nie mający dostępu do autoryzowanej części forum fundacji Zdążyć z Pomocą, a mający w niej subkonta swoich dzieciaczków, niepokoją się w związku z dalszym brakiem wpłat z 1%. Obecnie trwają prace administracyjne fundacji nad księgowaniem tych wpłat z prawidłowo wypełnionych PIT, oraz trwa przygotowywanie serwera dla rodziców którzy przez internet, tak jak w zeszłym roku, chcą pomóc w poprawianiu źle wpisanych nazwisk, a pewnie będzie takich sporo (w zeszłym roku było to ok 20% wszystkich wpłat czyli ok 180.000 ). Tak więc reasumując- nikt jeszcze nie ma wpłat z 1% w naszej fundacji i nie trzeba się niepokoić (poza faktem, że w tym roku Urzędy Skarbowe przeszły samych siebie z odwlekaniem terminu przekazania płytki z nazwiskami dzieci…).
Jak już wszystkie nazwiska uda się dopasować, dopiero na subkoncie pojawi się jedna kwota sumująca wszystkie wpłaty z 1%.
Będę się starała na bieżąco pisać jak wygląda sytuacja gdyż zgłosiłam się do pomocy więc będę w temacie.
To tyle w kwestii 1% póki co
Jula – o naszym szkrabku zawsze jest coś do napisania ![]()
Chodzi do przedszkola już drugi tydzień, w domu za to dzielnie ćwiczy.
Na zajęciach z Sebastianem wyczynia naprawdę zadziwiające rzeczy i cały czas kosztuje ją to mnóstwo wysiłku. Wczoraj, leżąc na brzuchu tak przebierała nagami jakby miała zaraz zamiar wystartować w górę
Ten aspekt Vojty mnie cały czas fascynuje, jak można zmusić tyle mięśni do pracy stymulując np miejsce na przy pięcie albo na przedramieniu… Nie wspominając już, że te same mięśnie na co dzień zupełnie w takim ułożeniu nie pracują w ten sposób. Naszym celem jest żeby zaczęły
a Julcia żeby zobaczyła, że w ten sposób też można je wykorzystać.
to myślę narazie tyle, weekend za pasem, pewnie będzie pracowity ze względu na pomoc przy 1%.
pozdrawiam serdecznie
witam serdecznie
troszkę się ostatnio nie udzielam nowymi wpisami, ale koniec urlopu ma swoje prawa… Mniej czasu na wszystko. Gonitwa zajęciowa się rozpoczęła i Jula próbuje dorównać jej kroku. Jak narazie radzi sobie dobrze, na zajęciach u logopedy Pani Agnieszka jest z niej bardzo zadowolona, gadają sobie całkiem fajnie
Jula zdecydowanie aktywniej uczestniczy w zajęciach. Z pieskami to głównie zabawa ale też ukryta pod tym praca i panie terapeutki są bardzo zadowolone z Julci aktywności i reakcji.
Na ćwiczeniach jest różnie, Jula musi wpaść w tryb bo wygląda na to, że odzwyczaiła się od wysiłku fizycznego i zaczyna się próba sił i żale… Biorąc pod uwagę fakt, że w jednym z artykułów jaki czytałam o metodzie Vojty, wysiłek dziecka porównywany jest do takiego jaki uzyskuje się przy sportach wyczynowych, nie dziwię się, że Jula jest potem wyczerpana, choć uśmiechnięta
Zresztą Sebastian nie szczędzi jej pochwał w trakcie zajęć, co świadczy o tym, że nasza córcia pracuje bardzo ładnie a efekty są widoczne w każdej pozycji ułożeniowej.
Naczytałam się i nasłuchałam o efektach jakie przynieść może i przynosi metoda Vojty, o tym jak “przebija” się przez ograniczenia OUN i odwołuje do zapisanych genetycznie w dziecku prawidłowych wzorców odruchowych. To wszystko pięknie i obiecująco brzmi i muszę się w tym w miarę orientować żeby zrozumieć sam mechanizm ale dla nas ważniejsze jest to co zmienia się u Julci i dziś coś takiego zauważyłam ![]()
Jak położyłam Julcię na podłodze i przebierałam, nagle (zapewne w celu lepszego widzenia bajki… ale wiadomo, że motywacja to połowa sukcesu
) przekręciła się na chwilkę na bok – zgięła i przerzuciła nogę, pomogła sobie podnosząc głowę lekko do góry i przełożyła na bok rączkę i szczerze powiem, że nie zaobserwowałam wcześniej takiego zachowania, raczej jeżeli nawet próbowała się obrócić na bok to biodra się nie obracały za mocno a już na pewno nie ręce i głowa… Wyglądało to tak jakby zauważyła ” o kurcze mogę do tego wykorzystać głowę i rękę i jest łatwiej” i uczyła się je wykorzystywać w nowy sposób. I to właśnie jest dla nas najlepsza definicja metody, jej skuteczności i tego, że terapeuta odwala kawał dobrej roboty.
A to Julcia po ćwiczeniach, siedziała sobie luźniutko zadowolona na kanapie
Z reguły ciężko wyegzekwować u niej takie podparcie, ale jak widać nie ma rzeczy niemożliwych
Mam sporo zdjęć do wrzucenia, z ćwiczeń w Arce, z wizyty Igorcia i wreszcie z uroczystości 30 rocznicy ślubu mojego chrzestnego na jakiej byliśmy w niedzielę – było pyszne jedzonko i super zabawa a Julcia się świetnie bawiła, ale jest już późno (23.00) i zostawię sobie tę przyjemność na jutro
dobranoc
coś się jednak pospieszyłam z tą wiosną… zimno, mokro i do tego wietrznie… zdecydowanie nie wiosennie. Pewnie marudzę, ale w zeszłym roku o tej porze było jednak cieplej (mam zdjęcia to wiem
)
no ale dość o pogodzie – będzie o zdjęciach
(wiem – zaskakujący obrót akcji
)
Jak poprzednio wspominałam, dzięki Damianowi mamy zdjęcia w różnych sytuacji domowych, przy których akurat jest Tata, bo inaczej nic z tego
i tak my sobie rysujemy grzecznie (co Jula bardzo lubi) albo coś tam układamy a Tata to wszystko uwiecznia
no a jak już jest uwiecznione to nic tylko pozostaje wrzucić na blog ![]()
robienie zdjęć ma jeszcze jedną ważną zaletę – można je potem oglądać, co Jula uwielbia po prostu! oczywiście jak na prawdziwą kobietę przystało, najbardziej cieszy się jak widzi siebie
ale generalnie oglądanie wszystkich na zdjęciach sprawia jej ogromną frajdę, czasem po prostu siadamy i sobie oglądamy (takie czasy że nie w albumie tylko w telewizorze najczęściej, co jest o wiele wygodniejsze z Julcią) a na ich brak nie możemy narzekać ![]()
no ale piszę i piszę o tych zdjęciach a dalej żadnych nie ma więc już wrzucam
tak więc rysowanie
układanie
moi kochani braciszkowie ostatnio odwiedzają bardzo często, więc też częściej pojawiają się z Julcią na zdjęciach ![]()
kocham Was mocno ( i na pewno w imieniu Julci też mogę to powiedzieć
)
za to my z wizytą byliśmy w niedzielę, u Babci Eli na urodzinkach, klub rysowania prężnie i tam działał
potem przenieśliśmy się do parteru
mimo niezbyt sprzyjającej aury, poszliśmy w tygodniu na spacerek, trzeba było skorzystać z niespodziewanie darowanego nam wolnego czasu z powodu odwołanych zajęć popołudniowych w czwartek
Jula uwielbia jak ją ciągniemy za rączki w wózku
i jeszcze obowiązkowe portreciki wczesnowiosenne
na koniec jeszcze gratulacje dla rodziców z okazji narodzin drugiego synusia – Filipka!
Tak króciutko tylko, bo sprawa warta zaznaczenia ![]()
Jula dwa pierwsze swoje mleczne ząbki straciła w nieco dramatycznych okolicznościach i przez to zdecydowanie przedwcześnie ( zapraszam do postu z czerwca ). Przy rzeczonym wypadku poza utratą dwóch zębów dodatkowo jeden został nadruszony i w takim właśnie stanie trwał do dziś rano, kiedy to został usunięty przez nie mniej ni więcej tylko mnie ![]()
Ząbek znacznie się rozruszał już wczoraj, (przynajmniej wczoraj zauważyłam) więc przyatakowaliśmy go od razu ale na noc niespecjalnie chcieliśmy niepokoić Julcię, tym bardziej że już była mocno śpiąca.
Rano więc, przed pójściem do przedszkola się zawzięłam i przyatakowałam go jeszcze raz, tym bardziej że naprawdę już wyglądał jak “zaraz wychodzę”… no i wyszedł
nareszcie! bo był nie dość że ciemny (czego, dzięki właściwościom photoshopa, na zdjęciach blogowych nie było widać…
) to jeszcze miał wywierconą dziurkę, którą co chwilę trzeba było czyścić…
Jula wygląda na zadowoloną, siłą rzeczy bardziej szczerbatą, ale zadowoloną
Sam proces wyrywania przetrzymała dzielnie, bez nawet małego grymasu na twarzy więc nic raczej nie czuła (poza może, oczywistym w tych okolicznościach, dyskomfortem spowodowanym grzebaniem w buzi…
)
teraz ząbek będzie czekał na wróżkę zębuszkę, albo jej męski odpowiednik – trzonatora!
pozdrawiam i dobranoc
witam serdecznie
naprawdę bardzo serdecznie! ![]()
po Świętach już ani śladu (no prawie “ani” bo co prawda choinki już nie mamy ale jeszcze gdzieniegdzie dekoracje świąteczne się znajdą… cóż poradzić…są takie ładne
) codzienność gna pełną parą, i to naprawdę pełną. Jula chodzi do przedszkola, a po południu dzielnie ćwiczy, i chodzi na pozostałe zajęcia i nie tylko
Ostatnio trafiliśmy z Damiana siostrą i jej chłopakami do nowo otwartego u nas placu zabaw pod bardzo zachęcającym tytułem “bajlandia”
I bajlandnie było, choć po kilkunastu minutach skakania z Julcią na trampolinie już mi było wszystko jedno ![]()
Miejsce bardzo przytulne, zarówno dla rodziców jak i dzieci, muszę przyznać że z zazdrością patrzyłam na mamy siedzące przy kawce i plotkujące podczas gdy ich pociechy biegały po placu… no ale cóż – trzeba zakasać rękawy i wracać na trampolinę
a potem do kulek i na zjeżdżalnię
Sylwiu kochanie i po co ja mam chodzić na aerobik?…
no ale pójdę już pójdę!
potańczymy sobie przynajmniej (mniej lub bardziej zgrabnie
)
W czasie długiego weekendu, który, z racji nowego dnia wolnego od pracy pojawił się zaraz na początku roku, Jula była w domku i sobie rządziłyśmy. Damian nie miał niestety przywileju wolnego dnia (że o weekendzie nie wspomnę) bo ma sporo na głowie żeby uporać się ze zleceniami do wyjazdu na turnus, ale robi co może, a perspektywa dwutygodniowego odpoczynku jest w tym wypadku bardzo motywująca
Choć pojawił się już temat zabrania komputera więc pewnie odpoczynek nie będzie taki do końca dwutygodniowy…
się zobaczy
najważniejsze że wyjeżdżamy razem, a wtedy siłą rzeczy spędzamy więcej czasu w trójkę i tego się będziemy trzymać ![]()
Jula będzie ciężko pracować ale po zajęciach pełen relaksik ![]()
Mamy już wstępny plan zajęciowy to Jula będzie oprócz stałych 2,5 godziny zajęć z Olą, z którą ćwiczyła na poprzednich turnusach, (z czego bardzo się cieszę bo dziewczyny już się dobrze znają i lubią a Ola ma na Julkę swoje patenty
), będzie miała godzinkę dziennie dogoterapii, logopedy, pedagoga myślę, że co drugi dzień, jeszcze zobaczymy i zajęcia z Hallwick’a w basenie, pewnie dwa razy w tygodniu. Dnia nam nie starczy ![]()
Tym razem będziemy mieszkać w ośrodku, bo gościniec w którym mieszkaliśmy do tej pory jest co prawda cudny ale jednak nieco daleko i, szczególnie zimą, sporo czasu zajmują dojazdy. Także będziemy na miejscu i zobaczymy co i jak, przetrzemy szlaki przed kolejnym turnusem na którym będziemy mieszkać w ośrodku ze znajomymi.
Przygotowania to turnusu jeszcze w polu, powoli rodzi się w głowie plan pakowania ale to jego materializacji jeszcze sporo czasu
i jak znam życie (i nas) to pewnie na ostatnią chwilkę się to będzie odbywać, tym bardziej, że jedziemy w niedzielę raniutko a w sobotę Jula ma jeszcze ćwiczenia z Sebastianem rano, a po południu idziemy na imprezkę…
to myślę tyle w kwestii przedturnusowej, kwestia turnusowa na pewno będzie bardziej rozbudowana
to jeszcze tylko zdjęcie Julci z Wiktorią, naszą sąsiadką która odwiedza Julcię i bardzo fajnie się z nią bawi