jeszcze tylko jedna bluzka!

walizkaUwielbiam się pakować – żart ;). Pakowanie, obok wieszania prania i wyjmowania naczyń ze zmywarki, jest w pierwszej dziesiątce czynności, które odkładam ile się da (doświadczenie uczy, że nie za długo 😉 ).
Jest jednak coś jeszcze straszniejszego – pakowanie z limitem kilogramów – to już ścisła czołówka, myślę że nawet podium.
Kiedy wciskam koleją bluzkę Julci, do, niebezpiecznie już wypchanej, walizki, prawa fizyki przestają obowiązywać. Przecież się przyda, nie wiadomo jaka będzie pogoda, a wzięłam ich tylko 28 i tak się bardzo ograniczając… i 6 par spodni – to przecież prawie 2 tygodnie!
Limit nieubłaganie się kurczy 🙂
Ok, spakowane! Obarczone ciężarem miliona kompromisów, ale spakowane…

I ten niepokój w drodze.. czy wszystko wzięłam?… i nawet nie czy, ale czego zapomniałam (bo czegoś na pewno…) Leki, dokumenty – to najważniejsze, resztę jakoś się uda zastąpić w razie czego.

I najlepsze na końcu – męskie pakowanie:
– Słoneczko, co Ci spakować?…
– Spodnie wezmę te co mam na sobie, może kilka bluzek, 4 chyba wystarczą…
– Ok, to się zmieścisz w podręcznym! bo tutaj już nie ma miejsca ;)…

Serduszka

Nie pisałam nie pisałam a tu nagle piszę i od razu o miłości a co! 🙂 Jak już jest tyle zamieszania wokół Walentynek to cóż mi szkodzi poddać się trendowi 🙂 Były ciasteczka świąteczne, mogą być i walentynkowe 🙂 Julka uwielbia pracę w kuchni, obserwuje z uwagą wszystko co robię a ja, niczym prowadząca program kulinarny, komentuję na głos każdy ruch. Okazuje się że nawyk mówienia na głos o wszystkim co się właśnie robi, przy dziecku niemówiącym, wyrabia się bardzo mocno i z czasem staje się niezauważalny. Kilka lat temu leżałam z Julcią w szpitalu, cały czas do niej coś mówiłam, nie spodziewając się oczywiście odpowiedzi – taki nieprzerwany monolog (Ci, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że to moja mocna strona 😉 ) . Pani, której córka leżała obok po pewnym czasie przyznała że na początku myślała że mówię do niej (wiedziała że Julcia nie mówi) i dopiero po czasie zorientowała się, że jednak do Julci. Ciągle 🙂
Była bardzo zdziwiona.

Wracając do ciastek. Miotam się więc zwykle po kuchni mówiąc cały czas i o wszystkim, Julcia siedzi w wózeczku i się uważnie przygląda 🙂 Wszystkiego daję jej dotknąć, posmakować, powąchać, uczestniczy w każdej czynności. Oczywiście że całość jest to bardziej skomplikowana i nie zawsze idzie wg planu (Jula rozsypała prawie całą paczkę kuleczek do ozdabiania, zahaczyła rączką pojemnik – było wesoło jak Wiki biegała z odkurzaczem 😉 ), oczywiście że sama zrobiłabym szybciej, ale po co? przecież sam proces jest super zabawą 🙂

I tak powstały ciasteczka 🙂 Kolekcja foremek rośnie, ale nie zaszkodzi wzbogacić ją o wielkanocnego króliczka 😉

trzeba straszyć?…

Zwolennikiem zaostrzenia ustawy aborcyjnej nie jestem, to ważne aby kobiety w ekstremalnych życiowych sytuacjach miały możliwość usunięcia ciąży. Jestem przecież kobietą. Jestem też jednak matką dziecka z niepełnosprawnością i jako taką, zaczyna mnie irytować dyskutowanie o potrzebie aborcji w kontekście dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym.
Czytam wypowiedzi terapeutów, lekarzy, ludzi mających styczność z dziećmi niepełnosprawnymi, którzy próbują pokazać jak straszny jest los ich, i ich rodzin, zdając się mówić: „zobaczcie co się dzieje jak ciąży nie można usunąć”, zobaczcie – 13-letnie dziecko z porażeniem dopiero uczy się samodzielnie trzymać łyżkę!”…

Tak łatwo podsumowuje się życie dziecka z niepełnosprawnością – beznadziejne po prostu – ku przestrodze!

I tak zastanawiam się czy może coś ze mną coś nie tak, że cieszę się moim dzieckiem, a Julci obecność na tym świecie jest dla mnie nagrodą a nie karą?… Bo we freworze dyskusji dookoła kobiety straszone są możliwością pojawienia się takich sytuacji w ich życiu.

Naprawdę popieram czarny protest i cieszę się że ustawa nie została przyjęta, moim zdaniem jednak te konkretne argumenty były co najmniej nie na miejscu i mocno chybione merytorycznie w samym zamyśle – mózgowe porażenie dziecięce jest wynikiem uszkodzenia okołoporodowego czyli powstałego w trakcie lub krótko po porodzie – z możliwością aborcji nie ma więc nic wspólnego.
To się musiałam wypisać.