Tak króciutko tylko, bo sprawa warta zaznaczenia ![]()
Jula dwa pierwsze swoje mleczne ząbki straciła w nieco dramatycznych okolicznościach i przez to zdecydowanie przedwcześnie ( zapraszam do postu z czerwca ). Przy rzeczonym wypadku poza utratą dwóch zębów dodatkowo jeden został nadruszony i w takim właśnie stanie trwał do dziś rano, kiedy to został usunięty przez nie mniej ni więcej tylko mnie ![]()
Ząbek znacznie się rozruszał już wczoraj, (przynajmniej wczoraj zauważyłam) więc przyatakowaliśmy go od razu ale na noc niespecjalnie chcieliśmy niepokoić Julcię, tym bardziej że już była mocno śpiąca.
Rano więc, przed pójściem do przedszkola się zawzięłam i przyatakowałam go jeszcze raz, tym bardziej że naprawdę już wyglądał jak “zaraz wychodzę”… no i wyszedł
nareszcie! bo był nie dość że ciemny (czego, dzięki właściwościom photoshopa, na zdjęciach blogowych nie było widać…
) to jeszcze miał wywierconą dziurkę, którą co chwilę trzeba było czyścić…
Jula wygląda na zadowoloną, siłą rzeczy bardziej szczerbatą, ale zadowoloną
Sam proces wyrywania przetrzymała dzielnie, bez nawet małego grymasu na twarzy więc nic raczej nie czuła (poza może, oczywistym w tych okolicznościach, dyskomfortem spowodowanym grzebaniem w buzi…
)
teraz ząbek będzie czekał na wróżkę zębuszkę, albo jej męski odpowiednik – trzonatora!
pozdrawiam i dobranoc
witam serdecznie
naprawdę bardzo serdecznie! ![]()
po Świętach już ani śladu (no prawie “ani” bo co prawda choinki już nie mamy ale jeszcze gdzieniegdzie dekoracje świąteczne się znajdą… cóż poradzić…są takie ładne
) codzienność gna pełną parą, i to naprawdę pełną. Jula chodzi do przedszkola, a po południu dzielnie ćwiczy, i chodzi na pozostałe zajęcia i nie tylko
Ostatnio trafiliśmy z Damiana siostrą i jej chłopakami do nowo otwartego u nas placu zabaw pod bardzo zachęcającym tytułem “bajlandia”
I bajlandnie było, choć po kilkunastu minutach skakania z Julcią na trampolinie już mi było wszystko jedno ![]()
Miejsce bardzo przytulne, zarówno dla rodziców jak i dzieci, muszę przyznać że z zazdrością patrzyłam na mamy siedzące przy kawce i plotkujące podczas gdy ich pociechy biegały po placu… no ale cóż – trzeba zakasać rękawy i wracać na trampolinę
a potem do kulek i na zjeżdżalnię
Sylwiu kochanie i po co ja mam chodzić na aerobik?…
no ale pójdę już pójdę!
potańczymy sobie przynajmniej (mniej lub bardziej zgrabnie
)
W czasie długiego weekendu, który, z racji nowego dnia wolnego od pracy pojawił się zaraz na początku roku, Jula była w domku i sobie rządziłyśmy. Damian nie miał niestety przywileju wolnego dnia (że o weekendzie nie wspomnę) bo ma sporo na głowie żeby uporać się ze zleceniami do wyjazdu na turnus, ale robi co może, a perspektywa dwutygodniowego odpoczynku jest w tym wypadku bardzo motywująca
Choć pojawił się już temat zabrania komputera więc pewnie odpoczynek nie będzie taki do końca dwutygodniowy…
się zobaczy
najważniejsze że wyjeżdżamy razem, a wtedy siłą rzeczy spędzamy więcej czasu w trójkę i tego się będziemy trzymać ![]()
Jula będzie ciężko pracować ale po zajęciach pełen relaksik ![]()
Mamy już wstępny plan zajęciowy to Jula będzie oprócz stałych 2,5 godziny zajęć z Olą, z którą ćwiczyła na poprzednich turnusach, (z czego bardzo się cieszę bo dziewczyny już się dobrze znają i lubią a Ola ma na Julkę swoje patenty
), będzie miała godzinkę dziennie dogoterapii, logopedy, pedagoga myślę, że co drugi dzień, jeszcze zobaczymy i zajęcia z Hallwick’a w basenie, pewnie dwa razy w tygodniu. Dnia nam nie starczy ![]()
Tym razem będziemy mieszkać w ośrodku, bo gościniec w którym mieszkaliśmy do tej pory jest co prawda cudny ale jednak nieco daleko i, szczególnie zimą, sporo czasu zajmują dojazdy. Także będziemy na miejscu i zobaczymy co i jak, przetrzemy szlaki przed kolejnym turnusem na którym będziemy mieszkać w ośrodku ze znajomymi.
Przygotowania to turnusu jeszcze w polu, powoli rodzi się w głowie plan pakowania ale to jego materializacji jeszcze sporo czasu
i jak znam życie (i nas) to pewnie na ostatnią chwilkę się to będzie odbywać, tym bardziej, że jedziemy w niedzielę raniutko a w sobotę Jula ma jeszcze ćwiczenia z Sebastianem rano, a po południu idziemy na imprezkę…
to myślę tyle w kwestii przedturnusowej, kwestia turnusowa na pewno będzie bardziej rozbudowana
to jeszcze tylko zdjęcie Julci z Wiktorią, naszą sąsiadką która odwiedza Julcię i bardzo fajnie się z nią bawi
jest pięknie!
po prostu… śnieg i zima nastrajają mnie tak pozytywnie, że wszystko widzę w różowych barwach
choć może bardziej w złoto-czerwonych, bo te kolory królują na naszej choince, więc i w dekoracjach świątecznych całego domu. Jest mnóstwo oczywiście rzeczy które potencjalnie ten, niepoprawny wręcz, optymizm mogłyby mi zepsuć, ale nawet one jakoś inaczej wyglądają jak za oknem biało a w domu pachnie choinką, jest ciepło i świątecznie od dekoracji. Codzienność, jakkolwiek nie zawsze różowa, w tym czasie staje się zdecydowanie bardziej przyjazna ![]()
no ale żeby nie było tak całkiem słodko, (choć w sumie czemu nie?! każdemu jest potrzebna taka chwila szczęścia ot tak po prostu, jak w jednej z piosenek Julci ulubionych chłopaków – “…it feel so good to be alive…”) Jula miała niedawno (15.12) atak, a nawet dwa pod rząd, choć ten pierwszy był raczej czymś w rodzaju zapowiedzi tego właściwego. Ataki na szczęście były lekkie i też już trochę czasu minęło od ostatniego, więc mimo wszystko nie jest źle, choć takie sytuacje zawsze nas stresują a na Julci na pewno się odbijają.
Z lepszych a nawet bardzo dobrych wiadomości – dostaliśmy dofinansowanie z Fundacji TVN Nie jesteś sam
i faktycznie na szczęście nie jesteśmy
Nie liczyłam już na to w tym roku, bo pisałam do niej kilka miesięcy temu a rok jakby już zbliża się do końca, ale tu miła niespodzianka nas spotkała prawie jak prezent pod choinkę
Dzięki temu możemy spokojnie wkraczać w nowy rok rehabilitacji.
Bardzo serdecznie dziękujemy Fundacji, która co roku nas nie zawodzi
Tymczasem Święta nadchodzą i determinują wszystko co się dookoła dzieje, szczególnie widać to na mieście, gdzie ludzie w ostatnim rzucie szukają jeszcze prezentów. Ja muszę się pochwalić (a co, mój blog to mogę!
), że w tym roku mam już za sobą ten pośpiech bo wszystkie prezenty sobie leżą i spokojnie czekają na Mikołaja
w sumie to trochę nakłamałam bo jeszcze jeden mam do kupienia, ale to już właściwie tylko formalność
i spokój.
Ale prezenty to nic, (że nie wspomnę o kartkach świątecznych, wysłanych już kilka dni temu
), najważniejsze jest, że mamy już choineczkę! ubrana elegancka stoi sobie i pachnie ![]()
w procesie ubierania uczestniczyliśmy wszyscy, czyli: ja ubierałam, Julcia patrzyła i ubierała (czas ubierania przez nią choinki był wprost proporcjonalny do wytrzymałości mojej ręki na której trzymałam Juleczkę… czyli jakieś dwie bombeczki i łańcuch…
) a Damian to wszystko uwieczniał. Czyli każdy robił to w czym czuje się najlepiej ![]()
I w ten oto sposób mam kilka zdjątek z tego doniosłego wydarzenia
Choineczka stoi na miejscu (przy czym użycie tu zdrobnienia bynajmniej nie jest przypadkowe, bo ma ok 1 m. i jak co roku jest w doniczce) dookoła jeszcze małe akcenty świątecznej aury, a dziś całkiem konkretnie mogliśmy poczuć się jak na Wigilii, bo odbyło się jak co roku spotkanie wigilijne Julci ośrodka.
Nauczona doświadczeniem zeszłorocznym (zapraszam do lektury opisu Wigilii 2009 w OREW na blogu) kiedy to Jula mocno się rozpłakała na wejście, podeszłam do tematu powoli i spokojnie, i choć początkowo było nerwowo, ostatecznie się opłaciło i Julcia w spokoju obejrzała jasełek, posłuchała kolęd i dzieliła się opłatkiem, dostała prezent od Mikołaja,a nawet zjadła pokaźny pasztecik z kapustką i grzybami, a wiadomo, że jak apetyt dopisuje to wszystko gra ![]()
Całe spotkanie wigilijne było bardzo nastrojowe, przejęte bardzo swoją rolą dzieci, choć nie tylko, bo starsi uczestnicy stowarzyszenia także, odgrywali sami lub z pomocą wychowawców, scenki z okresu narodzin Chrystusa, potem wszyscy (a było mnóstwo osób) śpiewaliśmy kolędy i dzieliliśmy się opłatkiem. Takie spotkania, choć dla nas zawsze początkowo stresujące ze względu na strachliwą dość naturę Julci, ostatecznie okazują się być bezcenne i są bardzo dobrą okazją do spotkania się w szerszym gronie.
a oto i zdjęcia
Witam
ostatnich kilka dni jest dowodem na słuszność stwierdzenia, że dobrze było opisać piękną jesień póki była piękna… bo z jej urody wiele już nie zostało
przynajmniej u nas. Nie wykluczone że moją opinię zdeterminował też fakt, że Jula przez ostatni tydzień i jeszcze kawałek obecnego chorowała troszkę a wredny katar nie pozwalał jej spokojnie spać… W każdym razie już jest zdrowa i chodzi do przedszkola (tyle że jesień nadal deszczowa i ponura…). No ale czegóż się spodziewać, w końcu powoli zbliża się grudzień i tu pojawia się zdecydowanie bardziej optymistyczna perspektywa, bo cóż może nam się kojarzyć z grudniem jak nie Święta
Same Święta oczywiście reklamy nie potrzebują, ale moim zdaniem nieco niedoceniany jest (mój osobiście ulubiony) okres tzw. okołoświąteczny:). Mam jednak swoje warunki – na ulicach musi być jak z okładki – biało od śniegu, jasno od lampek i czerwono od ozdób świątecznych
a w TV obowiązkowo muszą się zacząć filmy i bajki rodzinno-mikołajowe. Na taki klimat czekam co roku z niecierpliwością. Ponieważ ostatnio zima nas nie oszczędza to białą cześć mamy załatwioną, lampek i ozdób tez na pewno nie zabraknie a niedługo zacznie się też gorączka przedświątecznych zakupów. Już można oczopląsu dostać od stert zabawek przeróżnej maści, a że mam je komu kupować (czterech chłopaków i Julcia) to już zaczynam poważnie rozważać niektóre opcje ![]()
Jest coś magicznego w tej krzątaninie, w robieniu listy prezentów i wymyślaniu potraw świątecznych (w moim przypadku zwykle na wymyślaniu się kończy bo sama niewiele robię do jedzenia, gdyż przez całe Święta zwykle jesteśmy w gościnie).
Magia pozostanie magią jak nie wkradnie się w nią nieodłączny niestety w dzisiejszych czasach pośpiech… dlatego, jak już wspomniałam już zaczęłam poważnie rozważać opcje zakupowe i jest nadzieja, że w tym roku będzie na spokojnie i bez stresu… To też całkiem wygodne pod kątem ekonomicznym, rozłożenie sobie na dwa miesiące zakupu prezentów jest zdecydowanie mniej odczuwalne dla domowego budżetu.
Gazetki reklamowe sklepów sieciowych już są pełne ozdób, choinek i pomysłów na prezenty
Rozmyślanie nad Świętami sprawiło, że zanim się zorientowałam sięgnęłam po wspomnienia z tym związane, co w moim przypadku oznacza, że zaczęłam, po wielu latach po raz pierwszy chyba, przeglądać skrzętnie i szczegółowo niegdyś pisane przeze mnie pamiętniki. Miałam taki okres w życiu w którym popełniłam kilka pamiętników i przez “kilka” mam na myśli ok. 7 zeszytów skrzętnie zapisanych od deski do deski a obejmujących okres mniej więcej 7 lat (1992-1999). Pisząc o rodzinnych świętach sięgnęłam do nich żeby zobaczyć co mam tam na ten temat napisane. I muszę powiedzieć że dawno się tak nie uśmiałam…
czytałam kartka po kartce i nie mogłam się nadziwić jakie to ja miałam niesamowicie poważne problemy… no bo G. nie spojrzał się na mnie tylko obok i dwie kartki cóż to teraz z tego wynika i jakie są opcje do rozważenia! (swoją drogą ów G., moja wielka szkolna miłość, zupełnie nie zwracał na mnie uwagi i jego spojrzenia w jakąkolwiek by nie padały stronę, z pewnością nie miały ze mną nic wspólnego…
) Albo dylemat dnia – kupić “Dziewczynę” Brawo” czy “Popcorn”… a należy nadmienić, że w owych czasach tylko te trzy opcje wchodziły w grę (i całe szczęście
)
Częstotliwość pisania zmniejszała się z wiekiem i jak początkowo opisywałam dzień po dniu, tak przy końcu jechałam już okresami nawet kilkumiesięcznymi. Jak poznałam Damiana i zaczęliśmy się spotykać pamiętnik okazał się niepotrzebny
no a teraz proszę – wracamy do korzeni bo blog, choć siłą rzeczy zupełnie nie tak osobisty jak pamiętnik, jest swego rodzaju jego odpowiednikiem
No i teraz czarno na białym jest dowód na mój oczywiście niezmiennie młody aczkolwiek już bądź co bądź dojrzały wiek, bo zaczynam wspominać “czasy dzieciństwa”
:
Bardzo rzadko wiedzieliśmy co dostaniemy od Mikołaja, rodzice pilnie strzegli sekretu ( i prezentów…) bo (czego dzieci nie rozumieją) niespodzianka jest przecież w tym wszystkim najważniejsza
. Zawsze było też tak, że każdego dnia Świąt (czyli razem 3 dni) znajdowaliśmy z braćmi coś pod choinką. Rodzice kupowali tyle prezentów, żeby starczyło na te trzy dni i dopiero jak już byłam nieco starsza dowiedziałam się, że nie wszyscy tak robią. Myśleliśmy po prostu, że tak się w Święta robi
Teraz kiedy po pierwsze już wiem, że nie, po drugie mam blog i mogę sobie popisać, chciałam napisać, jak bardzo jestem wdzięczna, że rodzice tak dbali o przedłużenie tej świątecznej magii pewnie mając nie mniejszą niż my, przyjemność z oglądania co rano w Święta naszych szczęśliwych min ![]()
Zawsze (wiedząc podświadomie, że przecież ten Mikołaj to nie do końca może pewna sprawa…) wpadaliśmy do rodziców do pokoju z wielkim “zobaczcie co dostałem/am!” i to są wspomnienia od których kręci się łezka z oku.
Bardzo chcemy żeby Jula też to czuła. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że może nie do końca jest w stanie zrozumieć samą ideę Świąt, ale przecież umie cieszyć się ze spotkań z rodziną, z prezentów jakie pilnujemy żeby dostawała z zachowaniem wszelkich świątecznych tradycji. A najważniejsze jest to, w jaki sposób my jej to przekażemy i jak my będziemy to przeżywać, bo od kogo jak nie od nas ma się uczyć emocji i wzruszeń. Julcia nie będzie z niecierpliwością czekać na Mikołaja i nie będzie skradać się w nocy żeby sprawdzić co jest pod choinką czy w bucie, ale cieszyć z czasu świątecznego może się jak każde dziecko o ile my jej pokażemy że są powody.
I taki jest plan, tym bardziej że sprawdził się już nie raz
Póki co do Świąt jeszcze trochę, po drodze Andrzejki, które Julcia spędzi w przedszkolu na zabawie pod ciekawym i barwnym hasłem “Andrzejki w tropikach”
będziemy więc przebierać – będzie kolorowo i wesoło
może tylko temperatura nieco mniej tropikalna ale cóż tam!
Ostatnio Jula często widuje się ze swoimi kuzynami a to z powodu rozpoczętej niedawno bardzo sympatycznej tradycji niedzielnych spotkań rodzinnych zapoczątkowanych przez rodzeństwo Damiana. Spotykamy się co tydzień u kogoś innego (za tydzień nasza kolej
) jest wesoło, sympatycznie, rodzinnie, głośno i smacznie
. Takie spotkania są dla mnie za każdym razem o tyle cenne, że im ich więcej tym mniej nerwowo Julcia reaguje hałas, ich krzyki i bieganie i nawet lubi jak ją zaczepiają
A przecież o zabawę chodzi
Dziś mieliśmy wesoły dzionek bo byli moi bracia z Dominiką na obiadku, przyszli wcześniej i zrobiliśmy go razem. Julcia ma zawsze mnóstwo frajdy z wizyt wujków także było wesoło i bardzo smacznie, jak to zwykle przy bywa jak pojawia się zupka meksykańska ![]()
Damian dziś cały dzień i pół nocy pracuje więc nie mam zdjęć… co prawda mam aparat ale nie mam za to zaufania do siebie jako fotografa… także pozostaje opis bez zdjęć
ale żeby nie było tak całkiem bez zdjęć to mam jedno Julci z Tatusiem, pogrążonych w lekturze… Świerszczyka
Już to chyba co prawda robiłam ale podziękowań nigdy za wiele więc jeszcze raz dziękuję wszystkim którzy przekazali Julci 1% swojego podatku. Pieniążki są już na naszym koncie w Fundacji i możemy planować kolejny rok rehabilitacji
jak powiedziałam tak też robię ![]()
poniżej zdjęcia znad morza z niewielkimi już komentarzami
Julcia przyatakowała piasek i jak zwykle bardzo jej się podobało
Julcia z wujkiem
bawiła się świetnie, zaliczyła minikaruzelkę i cymbergaja
i w karty trzeba zagrać
Julcia siedziała z Tatą a my sobie robiliśmy portretowe zdjąteczka
drugi braciszek też był
pod palemką przy PapayaBeachClub
i ja samotnie w morzu
i najpiękniejsza dziewczyna na plaży:
Tu Tata Julci tym razem.
Chciałem z okazji Dnia Kobiet życzyć wszystkim Paniom spełnienia marzeń i zadowolenia ze swoich Panów na co dzień
oraz w tym dniu (i nie tylko) co najmniej tylu pięknych kwiatów ile dostała moja ukochana mała kobietka córcia Juleczka!
serdecznie pozdrawiam wszystkie Panie!