jeszcze świątecznie :)

ślicznie :)Witam wszystkich jeszcze w świątecznej atmosferze :)
Święta jak zwykle minęły szybko, było dużo spotkań, ogólnie przesympatycznie, ciepło i miło, mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że nieco odpoczęliśmy, bo Julcia była wyjątkowo grzeczna i spokojna a to dla nas najważniejsze. Wybawiła się z wujkami, ciociami, babciami i dziadkami i pojadła dobrych rzeczy. To miło, jak wszyscy najbliżsi mobilizują się żeby zebrać się w jednym miejscu i po prostu ze sobą pobyć, bo na co dzień jest z tym raczej ciężko, to właśnie są dla nas Święta i pod tym względem sprawdziły się na całej linii :) Nie często widuję np. w jednym miejscu moich braci, więc teraz Julcia mogła się nimi nacieszyć, szczególnie, że jeden z nich niedługo jedzie do Holandii i pewnie troszkę tam zostanie. Ciężko też zebrać się w jednym czasie i miejscu rodzeństwu mojego męża ze swoimi rodzinami, a w Święta zawsze można na to liczyć. Odwiedziny u mojej Babci, Dziadka, Rodziców i Teściów to zawsze ciepło spędzony czas więc czegóż chcieć więcej :)
Wiem że ważnym aspektem Świąt jest też przygotowywanie różnych pyszności, ale ja w nim nie uczestniczyłam w tym roku zbyt aktywnie, zresztą biernie też nie, chyba że jedzenie zaliczyć do uczestnictwa :) Mamy to szczęście i kochaną rodzinę, że w każdy dzień Świąt gościmy się od rana do wieczora po kolei u każdego a i tak jeszcze dnia na to brakuje, także w domu tylko śpimy :) Do tego w tym roku zaraz po Świętach wyjeżdżaliśmy na turnus więc trzeba było zadbać o to, żeby w lodówce nic nie zostało.
Podczas Wigilii nie zabrakło oczywiście Mikołaja i to nie tylko w postaci prezentów pod choinką ale też takiego z krwi i kości. Mój szwagier dzielnie przebiera się co roku i równie dzielnie i przy tym skutecznie utwierdza najmłodszych członków rodziny w przekonaniu, że Mikołaj jak najbardziej istnieje :)
Julcia, jak i jej kuzynostwo, troszkę się bali, ale prezenty zgarnęli :) W jednym momencie schludnie poukładane pod choinką pudełeczka i torebeczki, zamieniły się w stertę papierów i wyłaniających się spomiędzy nich dzieciaków z coraz to nowymi zabawkami w rączkach i jednym wielkim “wow!” w oczach :) przesłodki widok :) Ponieważ dzieciaczków jest troszkę ( i będzie jeszcze więcej bo jeden w drodze – nie u nas – uprzedzam domysły…) staramy się zawsze żeby Julcia też poczuła to zamieszanie, poczuła, że to coś fajnego i wyjątkowego i jesteśmy zawsze z nią w centrum wydarzeń, nie idziemy na bok, choć momentami nieco się boi, bo generalnie nie przepada za takimi zbiorowiskami i hałasem. Z naszą pomocą i wsparciem musi powolutku radzić sobie z emocjami i naprawdę coraz lepiej jej to wychodzi.

Myślę, że nie ma co bardziej wchodzić w szczegóły, mam nieco zdjęć, które z krótkimi komentarzami oddadzą w pełni atmosferę :)

smakowicie i świątecznie :)

mmm... pyszne! :) pychotki...

Julcia dzieliła się opłatkiem:

opłatek opłatek w rączce i w buźce :)

no i czas na Mikołąja i prezenty :)

i jest Mikołaj! :) co tam jest?... :) i jest misiu :)

sesja przy choineczce:

przy choineczce :) i z kuzynem pod choineczką :)

sesja z wujkami:

z wujkami najlepiej:) :)

nawet przy stole świątecznym znajdzie się czas na dobrą lekturę…i puzzle :)

chwila skupienia :) rozsypana Myszka Miki :)

idą Święta :)

idą idą i już prawie przyszły :) czas przed Świętami jest dla mnie najbardziej magiczny i też najdłużej pozwalający cieszyć się tą magią, same Święta mijają zanim zdążymy zauważyć, choć oczywiście swój urok też mają :)
Co roku staramy się żeby Julcia jak najprawdziwiej poczuła atmosferę Świąt z całą wyjątkowością tego okresu. Zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że dla Julci nie jest to jakiś szczególnie wyjątkowy i oczekiwany czas, że nie czeka na prezenty i pieczenie świątecznych ciasteczek ale to nie ma znaczenia, bo naszą rolą jako rodziców jest wszystko jej pokazać i dać jej poczucie, że w tym uczestniczy. Wspólnie kupujemy choinkę, a potem wspólnie ją ubieramy i to, że Julcia fizycznie nie jest w stanie tego zrobić, nie znaczy, że nie może w tym uczestniczyć i mieć ubaw nie mniejszy niż my :) w końcu chodzi o to, żeby mieć z tego jak największą radość, a jej uśmiech jest dla nas największą nagrodą. Myślę, a nawet jestem pewna, że to jak Julcia postrzega i odczuwa Święta (zresztą nie tylko Święta ale cokolwiek czego sama nie jest w stanie pojąć, a takich rzeczy i sytuacji jest mnóstwo) zależy od tego jak jej je pokażemy i jak pokażemy w nich siebie, bo jak my będziemy szczęśliwi i zadowoleni to ona na pewno też :)
chyba nieco zakręciłam, ale tak już mam jak dopadnie mnie słowotok i nie umiem w dwóch słowach się określić… mam nadzieję, że mimo wszystko w miarę zrozumiale się wyraziłam :)
ależ melancholijnie jakoś się zrobiło, to te Święta chyba tak nastrajają :)
Tak więc jak już ubieraliśmy wspólnie tę choineczkę to też porobiliśmy troszkę zdjątek, żeby nie było, że tak tylko gadam :)

zakładamy łańcuch jeszcze łańcuch

pełne skupienie... i bombeczka wisi  :)

ponieważ pewnie natworzę coś dopiero po Świętach chciałam życzyć wszystkim zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt, wolnych od trosk życia codziennego i pełnych ciepłej rodzinnej atmosfery.

Brzmi trywialnie ale myślę, że o to nam wszystkim najbardziej chodzi (no może jeszcze o fajne prezenty… ;) )

pada pada śnieg…

a konkretniej – sypie i to porządnie… jak już wcześniej wspomniałam wolę takie atrakcje z okna ciepłego domku oglądać, ale dziś niestety nie było mi pisane… w największą śnieżycę (no co, muszę się troszkę wyżalić… :) ) szłam z Julcią na ćwiczenia do Sebastiana. Julcia w wózeczku elegancko, cieplutko i suchutko pod folią przeciwdeszczową, a ja brnęłam dzielnie przez zaspy (może nie takie największe ale zawsze zaspy) i nie bacząc na przeciwności miałam tylko jeden cel – zdążyć na tramwaj o 15.38… (co, jakkolwiek przyziemnie brzmi, jest bardzo ważne, bo następnym już bym nie zdążyła na zajęcia. W takich chwilach (po raz setny) obiecuję sobie, że zrobię w końcu prawo jazdy, kolejny obrany termin – na wiosnę!
Na tramwaj zdążyłam, efektem czego Julcia też na zajęcia, choć biorąc pod uwagę fakt, że przez godzinę krzyczała, myślę, że wolałaby nie zdążyć… W sumie ostatnio oporna jest na ćwiczeniach, co prawda to nie zabawa, i nigdy nie była, a Sebastian jest dosyć wymagający i zawsze był, ale Julcia ostatnio ewidentnie nie ma nastroju na rehabilitację i nie kryje się z tym zupełnie już od wejścia do poradni. Mam nadzieję, że jej minie, bo, choć przyzwyczaiłam się do takich sytuacji, to słuchanie jak dziecko płacze nigdy nie jest łatwe, niezależnie od tego czy ma focha czy faktycznie jakiś kłopotek. Póki co wszystko wskazuje na foch a nie takie już przeżyliśmy…

Teraz nieco weselej – mamy choineczkę :) dosłownie choineczkę, bo zawsze kupujemy w doniczce z ambitnym postanowieniem posadzenia jej po Świętach (od pięciu lat jeszcze nam się to nie zdarzyło…). Tak więc stoi :) jeszcze nie ubrana, ale stoi i czeka:) Mamy nawet zdjęcia jak to ją kupowaliśmy, w sumie niezbyt zajmująca czynność i pan sprzedający nieco zdziwioną miał minę jak mąż robił nam zdjęcia, ale są i zamieścić trzeba :) co niniejszym czynię:

na szczęście przez rękawiczkę nie kłuje :) taki wybór...

Prezenty już też prawie w komplecie (trzy jeszcze idą od wczoraj kurierem i mam szczerą nadzieję, że dojdą…) dzięki mojemu bratu który przyszedł dziś do Julci i mogłam pobiegać po mieście a konkretnie po jednym centrum handlowym, ale za to efektywnie. Nawet fryzjera zaliczyłam, choć musiałam iść z Julcią, ale na szczęście siedziała w wózeczku i spokojnie oglądała bajeczki i Mariolkę w telefonie (to opcja uruchamiana na szczególne okazje – piszę na wypadek gdyby czytały to panie pedagog lub logopeda z przedszkola Julci…).

Pisałam wcześniej, że testujemy nowy lek przeciwpadaczkowy – Topamax. Julcia jest już na maksymalnej dawce od miesiąca i nie miała jeszcze tzw. dużego ataku w nocy, także wygląda na to, że lek jest trafiony. Co prawda w ciągu dnia zdarzają jej się jeszcze te tzw. mniejsze, ale ostatnio kilka, a nawet kilkanaście dni nie zauważyłam żadnego, także może idzie ku lepszemu, choć niekoniecznie bo takie przerwy już miała a potem ataki się nasilały, coż, poczekamy zobaczymy. Narazie znowu wrócił katar i jest dosyć natrętny, ale mam nadzieję, że na katarze się skończy.

i jeszcze zdjątko zupełnie nie związane z jakimkolwiek powyżej poruszonym tematem, a co! nasz blog i mogę :)
to Julcia z poranną fryzurą :)
poranna fryzurka,  tzw. artystyczny nieład :)

to tyle by było :) pozdrawiam serdecznie wszystkich którzy mają zdrowie i cierpliwość czytać i do następnego :)

Wigilia Wigilii

No i po Wigilii, pierwszej w tym roku i nie ostatniej jeszcze :)
jak przewidziałam, Julcia nie była zbyt chętna do współpracy w cichym obserwowaniu wydarzeń… wręcz bym powiedziała, że niektórzy przemawiający przez mikrofon mogli mieć problemy ze słyszeniem swoich słów, że o słuchaczach nie wspomnę, a że sale i korytarze spore – pogłos zwiększał decybele… Muszę się tu przyznać, że początkowo Julcia miała powód do narzekania, bo przy rozbieraniu jej zahaczyłam szalikiem o jej kolczyk i pociągnęłam nieco, nie żeby jakoś mocno, ale zaczęłam od razu przepraszać i całować, a to dla Julci jest znak, że powód do krzyczenia jest, skoro mama taka skruszona…
Na szczęście nieco się później uspokoiła, może też trochę dlatego, że zastosowałam (dosyć skuteczny na czas jego trwania) system zajmowania jej buźki jedzeniem pyszności, stojących na stole wigilijnym :)
No więc były kolędy, pięknie śpiewane przez chórki dziewcząt i chłopców, był opłatek, życzenia, pyszności i Mikołaj z prezentami (w dokładnie takiej kolejności). Zdjęć Julci nie mamy zbyt wiele, bo albo marudziła, albo krzyczała, albo jadła a wszystkie te czynności nie są zbyt fotogeniczne… :) Nasz Osobisty Fotograf jednak coś tam sprawnym okiem wyłapał, także ślad jest :)

były pyszności:

klimat wigilijny...

stoisko z pięknymi, zrobionymi ręcznie ozdobami:

piękne :)

Julcia na tle lampeczek z jeszcze z kiepskim humorkiem:

smutna minka...

dzieci pięknie śpiewały, a z Julcią już lepiej nieco, choć do entuzjazmu daleko… :)

chórki, a my z tle :) my, a chórki w tle :)

mniej więcej to by było na tyle w kwestii zdjęć :)

ogólnie było bardzo sympatycznie, smacznie i miło, zaskoczył nas Pan Mikołaj rozdający mega paczki ze słodyczami, które z zapałem Julci do jedzenia słodyczy starczą co najmniej na całe Święta a i na pewno o turnus i Nowy Rok zahaczą :)

ziiiiiiiiiimno…..

No i mamy zimę :) co prawda bez śniegu jeszcze (przynajmniej u nas) ale mróz jest konkretny. W sumie to uwielbiam zimę z całym jej śnieżkiem i mrozem, ma specyficzny, magiczny klimat, którego moim zdaniem nie ma żadna inna pora roku. Od razu inaczej się chodzi na spacerki i miło wraca do ciepłego domku jak poszczypie troszkę w nosek i policzki :) i czy nie pięknie wygląda padający śnieg?!… (chociaż ten akurat wolę obserwować z ciepłego domku… :) ) Mrozik może w końcu wymrozi albo przynajmniej uśpi na jakiś czas te straszne wirusy krążące nad nami i zarażające znienacka niewinnych ludzi, w tym Julcię ostatnio…

No więc jest zimno – to już ustalone :)

a jak jest zimno to trzeba się na spacerku opatulić odpowiednio :)

cieplutko :) różowo i cieplutko :)

Julcia w przedszkolu jeszcze jutro a potem dłuuuuuga dłuuuga przerwa, aż do 8 stycznia kiedy to wrócimy z turnusu rehabilitacyjnego.
Jak Julcia wyzdrowiała to się zawzięliśmy (konkretnie to ja się zawzięłam, Julka siłą rzeczy bardziej podporządkowała mojej zawziętości… :) i chodzimy codziennie na ćwiczenia do Sebastiana, raz po przedszkolu, raz przed przedszkolem (dla mnie ta druga, to zdecydowanie mniej ulubiona pora…) żeby nadrobić stracony czas. W przedszkolu Julcia też dzielnie ćwiczy z Asią (właściwie to chyba bardziej Asia z Julcią… :) ale wiadomo o co chodzi :) ) Trzeba być rozćwiczonym przed turnusem, bo będą zakwasy… swoją drogą to ja pewnie po pół godzinie jakichkolwiek ćwiczeń miałabym ogromne, więc Julcia i tak jest świetnie przygotowana i przy tym coraz lepiej rozluźniona, bo na pierwsze ćwiczenia po chorobie przyszła raczej spięta..

Dziś i jutro w przedszkolu Wigilia, dziś wieczorkiem oficjalna w dużej sali biblioteki na Starym Mieście (jak co roku), a jutro, bardziej kameralna w ośrodku. Julcia generalnie nie przepada za takimi zbiorowymi imprezami, raczej ją stresują… pewnie będzie marudzić i krzyczeć (przez to w zeszłym roku chórek śpiewający a’capella kolędy nie był tak do końca a’capella… ) Pójdziemy oczywiście, bo takich imprez nie wypada pomijać, zresztą z naszego punktu widzenia (którym będę usilnie próbowała dziś zarazić Julcię) jest bardzo sympatycznie. Jeszcze wrócę do tematu maratonu wigilijnego, bo na pewno będą jakieś zdjęcia :)

konkurs na blog roku

za namową kolegi (szczerze mówiąc niespecjalnie długo musiał mnie namawiać :) ) postanowiłam zgłosić naszego bloga do poniższego konkursu w poniższej kategorii :) nie do końca jeszcze przyswoiłam zasady konkursu ale zgłoszeni jesteśmy także z pewnością będę pilnie zgłębiać tę tematykę :)
w każdym razie jak to zwykle w konkursach bywa, odbywać się będzie głosowanie, tutaj smsowe, które odbędzie się w okresie od 12.01.2010 od godziny 15.00 do 21.01.2010 do godziny 12.00, także z tego miejsca już wszystkich chętnych serdecznie do niego zapraszam :) i też pewnie w tym okresie jeszcze do prośby i zaproszenie wrócę :)
nr mojego bloga potrzebny do głosowania to A00676

poniżej logo konkursu z kategorią, w której startujemy.

4_obrazek40

“domowy” tydzień

Julcia poszła już dziś do przedszkola, choróbsko sobie poszło mam nadzieję, że na dobre :) martwi mnie tylko fakt, że ma praktycznie cały czas zimne dłonie i stópki, masaże pomagają na krótko, gorąca kąpiel na dłużej, ale tą fundujemy sobie dopiero wieczorkiem, potem pod kołderkę i już jest cieplutko :) Julcia nie śpi ciepło ubrana, tylko w body na krótki rękawek i nigdy nie marzła, tylko w dzień jakoś ostatnio… Może przez to przeziębienie i zastój w rehabilitacji mięśnie troszkę się zastały i przez to też krążenie nie jest najlepsze, poobserwujemy ją troszkę i najwyżej popytamy lekarzy.
Tak czy tak, zanim Julcia wróciła do przedszkola (nie na długo bo od poniedziałku przerwa świąteczna a po Świętach turnusik do 8 stycznia) pobyła troszkę w domku i porobiliśmy troszkę zdjęć :) i to właśnie ten nasz “domowy” tydzień z tytułu tego postu :)

tak więc tradycyjnie rysowałyśmy, grałyśmy, malowałyśmy i jeszcze czytałyśmy książeczki:

malujemy myszkę :)wesoło :)i jeszcze weselej :)

kredeczką :)i pędzelkiem też :) :)

700_3294kadrpróbujemy :) :)pełne skupienie :)

Julcia nie umie sama rysować czy przewracać kartek w książeczce, (choć na zdjęciach wygląda może że jednak umie) kredeczkę czy pędzelek wkładam jej do ręki i sama ją prowadzę, napięcie mięśni jest zbyt duże żeby mogła sobie sama poradzić, ale stara się i lubi wszelkie zajęcia w których pracujemy jej rączkami :) dużo ułatwiło nam nowe krzesełko w którym Julcia porządnie siedzi i ma wygodny stolik.

Szkolenie w Fundacji

wspomniałam już co prawda o tym, że byłam na szkoleniu w Fundacji, ale niewiele w sumie, a ponieważ było to ostatnie spotkanie z cyklu zaplanowanego dla rodziców przez Fundację (przynajmniej w tym roku) to warto może nieco więcej opowiedzieć. W programie ostatniego weekendu szkolenia były zajęcia z masażu (w tym masażu Szantala), spotkanie z panią logopedką, w którym to zresztą pokładałam największe nadzieje, zajęcia z metody PETO i PMF oraz na koniec spotkanie z panią radcą prawnym która przybliżyła nam prawa rodziców dzieci niepełnosprawnych. Mieliśmy sporo zajęć praktycznych, które pozwoliły nam na własnej skórze odczuć masaże i uciski oraz poczuć choć namiastkę tego co na co dzień mają nasze pociechy w czasie ćwiczeń.
Napięty grafik zajęć był regułą od pierwszego spotkania w październiku, dużo przydatnej wiedzy, mnóstwo teorii i praktyki, dla nas rodziców bezcenne :) tak samo jak nowe znajomości i wymiana doświadczeń i poglądów między rodzicami zarówno podczas oficjalnej jak i nieoficjalnej części weekendów :) Poznałam tam bardzo fajnych ludzi – pozdrawiam serdecznie wszystkich!
zrobiłam kilka zdjęć na ostatnim szkoleniu, żeby nie było, że tylko piszę i piszę a nic nie widać :)

oto siedziba Fundacji:
Fundacja Zdążyć z Pomocą

i niektórzy z uczestników szkolenia

podczas wykładu:
pełne skupienie :) ...

i podczas ćwiczeń

cwiczenia metodą PNF uciski w metodzie PNF

mam nadzieję, i myślę, że podzielę zdanie większości jak nie wszystkich uczestników szkolenia, że jeszcze będziemy mieli okazję uczestniczyć w niejednym, gdyż bardzo dużo wniosły one do naszej wiedzy i doświadczenia związanego z dzieciaczkami :)

Mikołajki

Jak co roku nadeszły Mikołajki :) i jak co roku nadeszły prezenty :) nieco się niestety przesunęły w czasie bo byłam w weekend na szkoleniu w Warszawie w Fundacji. Ale co się odwlecze to nie uciecze (podobno… :) ) Zaraz w poniedziałek odwiedziło nas (w sensie Julcię oczywiście) kilka Mikołajowych pomocników. Ostatni w postaci Mikołaja z firmy w której jestem jeszcze zatrudniona, dobił dziś rano :) to mój serdeczny kolega z pracy, który zjawia się u nas niestety tylko raz w roku ale za to regularnie :) Julcia więc zadowolona, i obdarowana:)

Julcia z prezencikiem :) oho! jeszcze coś zostało! :)

Jeszcze nieco chorutka niestety, jakiś masakryczny ten katar, męczy ją i męczy, ciężko jej spać, często się budzi biedulka dziś jest już lepiej, mam nadzieję, że to już końcówka, może Julcia załapie się jeszcze na tydzień przedszkola przed przerwą świąteczną i turnusem na który jedziemy 27 grudnia.

Julcia przeziębiona

no i dopadło nas choróbsko, tzn póki co Julcię, zaczęło się od katarku pod koniec zeszłego tygodnia i z czasem doszła gorączka, niewielka jak narazie (max 38) ale to już nieco wykracza poza granice definicji katarku więc poszliśmy do lekarza. Nic się wielkiego nie dzieje, płucka i oskrzela czyste, gardełko lekko zaczerwienione, może jakoś się da to opanować zanim się rozbuja. Julcia jest troszkę przygaszona, szczególnie jak gorączka rośnie, do tego katarek ją męczy jak to katarek. Apetyt troszkę mniejszy, ale mam nadzieję, że szybko wróci do formy. W każdym razie nie chodzi do przedszkola ani na ćwiczenia, rządzimy w domciu :) w weekend byłam znowu na szkoleniu z Warszawie i wróciłam natchniona nowymi pomysłami na pracę z Julcią, szczególnie pod kątem logopedycznym, także jak tylko lepiej się poczuje to wezmę ją w obroty :)

Page 1 of 212