jakoś niespecjalnie zdawałam sobie sprawę z tego, że wakacje tak szybko minęły, ale byłam dziś z Julcią wieczorkiem na spacerku i mijające nas panie rozprawiały właśnie że oto mamy ostatni pełny tydzień wakacji… no i faktycznie nie inaczej
Jula zaraz wraca do przedszkola a tak niedawno był koniec roku szkolnego… nie mam pojęcia kiedy ten czas minął… Przyzwyczaiłam się do Julci cały dzień w domu, mamy tyle zajęć w tygodniu że nie mam pojęcia jak pogodzimy to z przedszkolem jak teraz nie zawsze udaje się wszystko zgrać… ale nad tym jeszcze będę miała czas pomyśleć (niewiele co prawda ale zawsze
)
póki co cieszymy się jeszcze swobodą ustawiania sobie grafiku codziennego i wystarcza jeszcze czasu na sporo fajnych rzeczy jak np spacerki, upaćkanie się po łokcie w farbkach do malowania palcami czy czytanie ulubionych książeczek Julci, a trzeba przy tym zaznaczyć że Jula to uwielbia i każdą (a sporo ich jest…
) trzeba przeczytać co najmniej kilka razy ![]()
W ostatni weekend Julcia dzielnie kibicowała naszym chłopakom w towarzyskim meczu siatkówki i muszę przy tym zaznaczyć że moja czujność siatkarska tym razem zawiodła bo oglądałyśmy ten mecz tylko dzięki Damianowi, który przeczytał o nim przypadkiem w internecie… Buziaczki Słoneczko ![]()
Mecz zaczął się po 20 więc nie wróżyłam Julci długiego jego oglądania i bardziej się pomylić nie mogłam, bo jak się okazało, nasza córcia miała zupełnie inne zdanie na ten temat… Nie pierwszy raz zresztą zdarza się, że nie jest łatwo Julcię od meczu oderwać zanim się nie skończy, powinnam więc już się czegoś nauczyć
Ktoś mógłby pomyśleć – cóż trudnego w “oderwaniu” od TV dziecka które samo do niego nie wróci?… otóż Jula ma sposoby na wyraźne zaznaczenie że sytuacja jej nie odpowiada a ja z założenia jestem wrażliwa na tego rodzaju manifestacje a tym wrażliwsza im bardziej zależy mi żeby w spokoju resztę meczu…
Tak więc po nieudanej próbie położenia Julci spać, (próba zahaczała o jedną przerwę i początek seta…) w spokoju oglądałyśmy go obydwie do końca. A po meczu (myślę, że nie bez znaczenia był też fakt iż chłopcy wygrali
) Julcia zasnęła spokojnie zanim dobrze zdążyłam ją utulić do snu ![]()
Tyle w kwestii emocji siatkarskich, kolejne przy okazji Memoriału H. J. Wagnera czyli już całkiem niedługo
W weekend odwiedziła nas moja kochana koleżanka Żabcia z mężem, na stałe mieszkający we Włoszech. Widzimy się średnio raz w roku więc zawsze są to wyczekiwane i pełne emocji spotkania
To było o tyle wyjątkowe że małżonkowie rzeczeni spodziewają się długo wyczekiwanego dzieciaczka!
Jeszcze raz ogromne gratulacje kochani! I dziękujemy za odwiedzinki z niecierpliwością czekając kolejnych tym razem pewnie już w szerszym gronie
to by było póki co na tyle, pozdrawiam serdecznie
teraz mniej pisania więcej oglądania
obiecuję – tylko naprawdę niezbędne komentarze
Julcia z kuzynem Igorkiem przy “kawce” która jak widać wyjątkowo Igusiowi smakowała
Dwa razy w tygodniu chodzimy na zajęcia do Arki, gdzie przez godzinkę Julcia pracuje w kombinezonach Dunag02
Właścicielka ośrodka – Ciocia Ola dwoi się i troi żeby było zawsze czyściutko
no i zostaje tylko ćwiczyć…
z wujkiem Darkiem
a Mama w zadumie przy oknie…
jak już wspominałam, w niedzielę byliśmy na uroczystości 30 rocznicy ślubu mojego chrzestnego. Było przepyszne jedzonko, dobra muzyka więc i tańców nie zabrakło
Jula bawiła się bardzo dobrze dlatego zostaliśmy troszkę dłużej lekko obawiając się jednak o zły wpływ głośnej muzyki i nadmiaru emocji tuż przed spaniem, ale na szczęście okazało się, że jedyne co owe czynniki spowodowały to szybkie zaśnięcie po powrocie do domku i twardy sen do samego rana ![]()
Abuś, Ciociu, jeszcze raz wszystkiego wszystkiego najlepszego!!!
a oto kilka ujęć z imprezki
szczęśliwi małżonkowie
jak rocznica to musi być obowiązkowo szampan
i dobre ciacho
i troszkę portrecików
nie zabrakło też czasu na krótką instrukcję rzucania papierowym samolocikiem, która to zabawa przyjęła się nadspodziewanie szybko wśród gości i to nie tylko tych najmłodszych…
Julci Prababcia czynnie włączyła się w rzucanie
no i zaczęły się tańce!
ufff ! zrobione
witam serdecznie
troszkę się ostatnio nie udzielam nowymi wpisami, ale koniec urlopu ma swoje prawa… Mniej czasu na wszystko. Gonitwa zajęciowa się rozpoczęła i Jula próbuje dorównać jej kroku. Jak narazie radzi sobie dobrze, na zajęciach u logopedy Pani Agnieszka jest z niej bardzo zadowolona, gadają sobie całkiem fajnie
Jula zdecydowanie aktywniej uczestniczy w zajęciach. Z pieskami to głównie zabawa ale też ukryta pod tym praca i panie terapeutki są bardzo zadowolone z Julci aktywności i reakcji.
Na ćwiczeniach jest różnie, Jula musi wpaść w tryb bo wygląda na to, że odzwyczaiła się od wysiłku fizycznego i zaczyna się próba sił i żale… Biorąc pod uwagę fakt, że w jednym z artykułów jaki czytałam o metodzie Vojty, wysiłek dziecka porównywany jest do takiego jaki uzyskuje się przy sportach wyczynowych, nie dziwię się, że Jula jest potem wyczerpana, choć uśmiechnięta
Zresztą Sebastian nie szczędzi jej pochwał w trakcie zajęć, co świadczy o tym, że nasza córcia pracuje bardzo ładnie a efekty są widoczne w każdej pozycji ułożeniowej.
Naczytałam się i nasłuchałam o efektach jakie przynieść może i przynosi metoda Vojty, o tym jak “przebija” się przez ograniczenia OUN i odwołuje do zapisanych genetycznie w dziecku prawidłowych wzorców odruchowych. To wszystko pięknie i obiecująco brzmi i muszę się w tym w miarę orientować żeby zrozumieć sam mechanizm ale dla nas ważniejsze jest to co zmienia się u Julci i dziś coś takiego zauważyłam ![]()
Jak położyłam Julcię na podłodze i przebierałam, nagle (zapewne w celu lepszego widzenia bajki… ale wiadomo, że motywacja to połowa sukcesu
) przekręciła się na chwilkę na bok – zgięła i przerzuciła nogę, pomogła sobie podnosząc głowę lekko do góry i przełożyła na bok rączkę i szczerze powiem, że nie zaobserwowałam wcześniej takiego zachowania, raczej jeżeli nawet próbowała się obrócić na bok to biodra się nie obracały za mocno a już na pewno nie ręce i głowa… Wyglądało to tak jakby zauważyła ” o kurcze mogę do tego wykorzystać głowę i rękę i jest łatwiej” i uczyła się je wykorzystywać w nowy sposób. I to właśnie jest dla nas najlepsza definicja metody, jej skuteczności i tego, że terapeuta odwala kawał dobrej roboty.
A to Julcia po ćwiczeniach, siedziała sobie luźniutko zadowolona na kanapie
Z reguły ciężko wyegzekwować u niej takie podparcie, ale jak widać nie ma rzeczy niemożliwych
Mam sporo zdjęć do wrzucenia, z ćwiczeń w Arce, z wizyty Igorcia i wreszcie z uroczystości 30 rocznicy ślubu mojego chrzestnego na jakiej byliśmy w niedzielę – było pyszne jedzonko i super zabawa a Julcia się świetnie bawiła, ale jest już późno (23.00) i zostawię sobie tę przyjemność na jutro
dobranoc
Było miło ale się skończyło…
wróciliśmy z Julą do dawnego grafiku zajęć. Dwa tygodnie przerwy bardzo się przydały, Jula ma więcej energii, siły i uśmiechu na buźce
Mam nadzieję, że na długo jej tego wszystkiego wystarczy, będziemy pilnie uważać żeby znowu nie przesadzić.
To właściwie tyle z bieżących spraw.
Jeszcze tylko buziaki dla kolegi Julci z przedszkola – Kubusia, który wczoraj miał zabieg fibrotomii i teraz dzielnie znosi ból w naciętych mięśniach. Kubulku jesteśmy z Tobą, trzymacie się mocno i wracajcie szybko do domku. Pozdrawiamy gorąco ![]()
Buziaczki też dla Wiki, która też, dopiero co po takiej operacji, dzielnie się trzyma
tzw sezon ogórkowy w pełni (tak mi się przynajmniej wydaje bo dobra w tych sezonach poszczególnych plonów nigdy nie byłam…) w każdym razie biorąc pod uwagę 54 słoiki (53 bo jeden dostałam!
świeżo zrobionych przetworów z ogórków przeróżnej maści, jakie stoją u naszych ukochanych przyjaciół to mniemam, że jednak sezon ogórkowy w całej szczodrości plonów trwa
u mnie ogórków niet (nie licząc słoika który dostałam…) ale za to jabłek…powiedzmy sobie szczerze… sporo
Babcia podczas ostatniej wizyty zadbała żeby mój balkon zamienił się w mały podręczny warzywniaczek
A jabłek jest o wiele za dużo żeby zjeść i zdecydowanie za dużo żeby dyplomatycznie przeczekać i liczyć na to, że z lekka się nadruszą i nadawać się nie będą do niczego… sumienie nie pozwala…
Tak więc uzbrojona w :
- mnóstwo wolnego weekendowego czasu (to oczywista ironia bo jeżeli miałabym wymieniać co mam w weekendy to na pewno nadmiar wolnego czasu nie byłby w pierwszej dziesiątce…:) )
- w jabłka w ilości przekraczającej moje granice odporności i w końcu
- w słoiki różnej wielkości (i jak się nauczyłam od Marka i Sylwi, też przeróżnej przydatności) ruszyłam do kuchni
Nie żeby tak od razu od rana samego, bo w końcu to weekend a do tego niedziela więc śniadanie i kawka muszą się kończyć najwcześniej ok południa
A potem to już czas mi się rozmywał i następne co pamiętam to wlewanie musu do ostatniego słoika i potem to już wieczór i czas na kąpiel z Julcią
Okazało się że w tzw międzyczasie popełniłam jeszcze barszczyk (buraczki prosto z balkonowego warzywniaczka) i ryż z jabłkami (bo cóż by innego
)
Ostatecznie, żeby nie przedłużać, bo ile można pisać o musie jabłkowym (?!) na koniec dnia miałam pięć litrowych słoików musu, lekko pocięte kciuki i małe oparzenie na dekolcie od musu który bez ostrzeżenia strzelał z garnka podczas gotowania…
Czyli warto było, bo Jula uwielbia jabłuszka w tej postaci i dlatego mam nadzieję, że mi wybaczy że trochę mało miała Mamy tej niedzieli…
na koniec jeszcze kilka kadrów z wspomnianej już porannej pośniadankowej kawki
Julci kawka niebyt smakowała… w sumie to po samym zapachu nie była już zachwycona…
dobranoc
oto zdjęcia z naszych zabaw ćwiczeniowych
zabawa zabawą ale nie będziemy już się tak bawić z Julcią bo na urlopie nic co przypominałoby Julci o ćwiczeniach nie może się dziać! – Takie zalecenia odgórne, więc Jula się leni na całego
A urlop ma przedłużony do środy, także jeszcze mnóstwo lenistwa ją czeka
I zdecydowanie służy jej ten czas – kwitnie nam córunia i rozradowana jest codziennie coraz bardziej
Już zapomnieliśmy że była taka przygaszona ale czujni jesteśmy cały czas
Okres przerwy w zajęciach niespodziewanie i dla mnie okazał się czasem większej swobody. Na co dzień zajęcia Julci są priorytetowe i nasz codzienny rytm życia jest w dużej mierze dostosowany do zajęć Julci. Jestem na urlopie wychowawczym po to, żeby nic nie ograniczało tej swobody w dobieraniu zajęć i bardzo cenię tę możliwość. Tak więc urlop dla Julci okazał się też urlopem dla mnie
Korzystając z tej swobody jaką nam dano wybraliśmy się dziś do mojej Babci do Kępy, dawno nas tam nie było a teraz mieliśmy na to cały dzień bez wyrzutów sumienia że jakieś zajęcia przepadły (generalnie fakt, że takie wyrzuty sumienia się normalnie pojawiają nie jest pewnie zdrowym objawem…)
Babcia zrobiła przepyszny obiadek i deserek, posiedziałyśmy sobie na kocyku w ogrodzie gdzie nieco przypiekłam się na słońcu, ale biorąc pod uwagę jego zdecydowany niedosyt tego lata – mogę już nie mieć takiej okazji
Do domu wróciliśmy ze sporym zapasem darów natury w postaci kapust, cukinii, cebuli, czosnku, buraków, fasoli, ogórków i jabłek (pewnie i tak wszystkiego nie wymieniłam…
) Wielkie gotowanie czas zacząć!
ale to jutro…
choć to “jutro się niebezpiecznie zbliża na zegarku…
jeszcze zdjątka, mojego tym razem autorstwa bo Damiana z nami nie było, On nie może sobie niestety pozwolić na takie beztroskie lenistwo jak my…praca praca i jeszcze raz praca…
A tu Julcia w pięknych kwiatach
Z Babcią
powąchać trzeba też koniecznie
i czytanki na kocyku
dobranoc
taki właśnie małżeński staż mamy od wczoraj za sobą
różnie przez ten czas bywało – czasem super a czasem wręcz odwrotnie, ale ważne, że mimo burz i sztormów dalej idziemy razem, rozumiemy się i bardzo nam ze sobą dobrze, bo przecież to najważniejsze
A Julcia nas codziennie uczy co jest najważniejsze w życiu ![]()
Rocznica to dobry pretekst żeby gdzieś się wybrać razem, szczególnie, że na co dzień zbyt często nam się to nie zdarza. Postanowiliśmy wybrać się na romantyczną kolację jak Julcia zaśnie czyli, jak się okazało, dosyć późną porą… Bo nasz fąfelek już tak ma, że jak zależy nam na tym, żeby szybko zasnęła to ani rusz się nie udaje… tak też było i tym razem, walka była ostra, ale w końcu Jula poległa (przed 22) i mogliśmy pójść ![]()
Mimo iż Julci po 1.5 godzince przypomniało się że rodziców nie ma i trzeba się obudzić co też zrobiła. Wujek Łukasz z Ciocią Dominiką zaalarmowali nas no i chciał nie chciał trzeba było wracać
Ale i tak było cudnie
Najważniejszy jest sam fakt docenienia wyjątkowości chwili a na to i 1.5 godzinki wystarczy ![]()
Po naszym przyjeździe Jula się tak ożywiła, że jeszcze z nami posiedziała, na szczęście zasnęła też szybciutko.
Jula jest już kilka dni bez zajęć i zdecydowanie służy jej ta przerwa. Dziś już tak energia ją rozpiera że ciężko ją okiełznać
Przez moment rozważaliśmy nawet wcześniejszy powrót do zajęć…
Ale urlop to urlop! Dlatego troszkę z nią dziś sama poćwiczyłam, choć w moim wydaniu to bardziej zabawa niż rehabilitacja…
Czyli coś w sam raz na urlop
zdjęcie, które oczywiście są, wrzucę jutro
pozdrawiam
Urlop to piękne słowo… szczególnie dla ciężko pracujących a takową niewątpliwie jest nasza córcia malutka
(bo przecież nie ja… ) Tak więc efektem naszych ostatnich ustaleń z Sebastianem Jula zdecydowanie potrzebuje odpoczynku co najmniej do końca tygodnia i to takiego maksymalnego od wszystkiego co mogłoby ją choć w minimalnym stopniu zmęczyć lub zestresować. Jula najlepiej odpoczywa w domu, gdzie zna wszystkie kąty i ma swoje ulubione zabawy, książeczki i bajki, na tym więc aspekcie odpoczynku się skupimy
Pogoda do tej pory zresztą zbyt wielkiego wyboru i tak nam nie zostawia, bo albo pada albo padało albo wygląda że zaraz padać zacznie…
A ja uparcie śpiewam Julci codziennie jedną z jej ulubionych piosenek, która zaczyna się słowami “Słoneczko przez okno zagląda do Ciebie, promyczkiem Cię głaszcze po buzi…”. Jak się pogoda nie zmieni to już zupełnie stracę wiarygodność w oczach dziecka…
Julcia dziś jakby już lepiej się czuje, więcej uśmiechu na jej buźce to dla nas najlepszy miernik jej samopoczucia. Nie jest to jednak jeszcze jej optymalna forma a dopiero taka nas usatysfakcjonuje
Mamy nadzieję, że te dni total relax to jest właśnie to czego potrzebuje.
Wczoraj byliśmy u Damiana rodziców gdzie zawsze sympatycznie i wesoło spędzamy czas, Julcia doprowadziła swoim zaraźliwym śmiechem do łez radości Dziadka, a śmiała się tak z… “Bolka i Lolka”, “Reksia” i “Wyprawy Profesora Gąbki”, które i dla nas, oglądane po latach, okazały się odkrywczo zabawne ![]()
Także Julcia wydaje się powolutku wracać do formy ale na wszelki wypadek jednak zrobimy jej podstawowe badania (morfologię, próbę wątrobową, OB i kwas walproinowy) bo to i tak już na nie czas.
Odbiegając od tematu – zrobiłam ostatnio, popularną ostatnio jak się okazuje (Sylwuś dzięki za przepis
) sałatkę z brokułami, fetą, pomidorami, prażonym słonecznikiem i sosem czosnkowym. I pewnie bym o tym nie pisała bo i po co (:)) ale Damian zrobił jej zdjęcie bo okazała się całkiem fotogeniczna
Tak więc niniejszym je zamieszczam (bo gdybym tego nie zrobiła to trochę bez sensu byłby cały ten akapit…
)
jeszcze trochę i będę musiała założyć dołożyć jakąś kulinarną kategorię…
na koniec jeszcze życzymy zdrówka małemu Filipkowi. Filipku wracaj szybciutko w Mamusią do domku.