…z pogody ładniej oczywiście
Jula ma się już zdecydowanie lepiej więc brak stabilizacji pogodowej nie działa nam już tak na nerwy. Ataki w ciągu dnia już praktycznie ustały, ostatnio zdarzył się jeden w nocy ale na szczęście nie był duży, obyło się bez wlewki. Mamy nadzieję, że zwiększona dawka leków też już przynosi skutek.
Podsumowując – Jula w pełni sił i z humorem wróciła do zajęć i przedszkola i wszędzie radzi sobie bardzo dobrze nasza mała córcia kochana
W niedzielę skoczyliśmy do Babci za miasto, żeby nacieszyć się świeżym powietrzem w otoczeniu przyrody i przy okazji uzupełnić domowy warzywniak
ale nade wszystko – poobcować nieco z piękną przyrodą czyli wpaść w kwiatki i sprawdzić jakie są mięciutkie
a oto piękna niespodziewanie i równie niespodziewanie fotogeniczna… kapustka
jak kapustka to i jabłuszka
był też czas na pyszne deserki
i na koniec jeszcze kilka zdjątek z domku:
suuuuuszenie włosków – niezbyt ulubiona czynność Julci, aczkolwiek, z racji jej długo schnących gęstych włosów – konieczna, okazało się fajnie wygląda na zdjęciach
tym razem zdecydowanie ulubiona czynność Julci – czytanie książeczek
do zobaczenia na relacji z targów
czas się spakować (obiecałam zmieścić się w jedną walizkę, co, biorąc pod uwagę fakt iż jedziemy na dwa dni, nie powinno być problemem… – cóż “nie powinno” jest przy moim talencie do pakowania, kluczowym określeniem)
witam serdecznie.
też pewnie tylko na chwilkę ale zawsze warto nastukać parę literek jak jest o czym.
wbrew pozorom tytułowy 1% nie oznacza, że chciałabym już prosić na łamach blogu o przekazywanie takowego na Julcię w nadchodzących rozliczeniach rocznych, bo na to jeszcze za wcześnie. Piszę o 1% zeszłorocznym jeszcze bo moim zdaniem warto wyraźnie napisać, że cały czas jeszcze czekamy na pieniążki o których przekazaniu pewnie darczyńcy już dawno zapomnieli, szykując się do kolejnego rozliczenia…
Rzadko poruszam na blogu temat pieniędzy, bo nie lubię… że koszty związane z rehabilitacją dziecka są ogromne każdy wie, a jak ktoś jest zainteresowany szczegółami, chętnie podzielę się wiedzą jaką mam, ale w prywatnych mailach, nie we wpisach. Sytuacja z 1% jest jednak specyficzna, gdyż nie dla mnie jednej na pewno darowizny uzyskane w ten sposób, głównie dzięki Wam, stanowią lwią część funduszy, jakimi dysponujemy jako rodzice na rehabilitację w ciągu roku. Tak też jest z Julcią. A tu koniec września a urzędy skarbowe, pewnie nie ze swojej winy, nie wiem, w każdym razie uniemożliwiają nam dysponowanie środkami już przecież dawno przekazanymi przez darczyńców… Tzn środki jak najbardziej fundacje posiadają, ale do tego aby trafiły one do nas potrzebne są listy dzieci, zgodne z danymi na PITach, Bez tego, z naszego punktu widzenia, to tak jakby ich nie było… Tak więc rok się kończy, zaraz będę znowu zwracać się do Państwa z prośbą o przekazywanie Julci 1% podatku a tu jeszcze nie mamy tego z poprzedniego roku… Po prostu szlak mnie trafia i muszę się wypisać, może będzie mi lepiej…
Co roku Fundacja zgłasza się do nas o pomoc w poprawianiu błędnie wpisanych na PIT danych dzieci po to, by zminimalizować sytuacje w której jakieś dziecko z tego powodu nie dostanie swoich pieniążków. Techniczna strona takiej pomocy, realizowanej przez internet jest bardzo dobrze dopracowana przez administratorów Fundacji i nie pozostawia marginesu błędu. Od kilku dni już chętni rodzice zgłaszają się do specjalnie utworzonej na te potrzeby grupy, grzeją klawiatury, wekują obiady, żeby tylko na dany znak jak najwięcej poświęcić czasu na pomoc, a tu nic… kolejne obietnice ze strony urzędników że może w przyszłym tygodniu, może za dwa… masakra po prostu…
Ja wiem, powinniśmy jako rodzice być przewdzięczni za to, że w ogóle taką możliwość pozyskiwania funduszy mamy, i jesteśmy – ogromnie- naprawdę, tylko w takich momentach po prostu z bezsilności ręce opadają… cóż pozostaje czekać…
to niniejszym się wypisałam… a żeby nie było tak do końca niewesoło to poniżej zamieszczam zdjęcia z naszego porannego wspólnego pudrowania
Bo przecież kto ma mi pomagać w makijażu jak nie córcia
pozdrawiam
witam serdecznie, po nieco dłuższej niż zwykle przerwie…
a dłuższa dlatego, że Julcia jest w domku a przez to, że nie najlepiej się czuje, jest dosyć absorbująca ![]()
ale od początku:
Jula była w przedszkolu dosłownie cztery dni i z każdego z nich (nawet po weekendzie) wracała bardzo zmęczona, nieco wyłączona i generalnie jakby nie ona…
Pani wychowawczyni Julci mówiła, że za to w przedszkolu jest nienaturalnie pobudzona i miała niczym nie uzasadnione ataki nagłego, histerycznego śmiechu, mogące wskazywać na podłoże neurologiczne. Taki atak śmiechu zdarzył jej się zresztą jednej nocy jakoś wcześniej, nie byłam w stanie jej uspokoić a też nie robiłam nic co mogłoby ją aż tak rozbawić. To były pierwsze oznaki niepokojące, z czasem jasnym stało się, że padaczka się nasiliła i pojawiły się małe, ale za to liczne, ataki w ciągu dnia. Co roku o tej porze (sprawdziłam nawet wpisy z września zeszłego roku dla przypomnienia) niestabilna i gwałtownie zmieniająca się pogoda powoduje nasilenie ataków, wrzesień nie należy do naszych ulubionych miesięcy… już naprawdę nie możemy się doczekać ochłodzenia na stałe, bo Julka naprawdę kiepsko to znosi. Do tego jest przeziębiona, niby nic wielkiego ale też na pewno wpływa na obniżenie ogólnej odporności co czyni ją bardziej podatną na wszelkie niedogodności. Zrobiliśmy Julci badania, czekamy na wyniki, szczególnie próby wątrobowej i zasugerowanego przez Julci pediatrę TSH czyli hormonu tarczycy, gdyż podobno dzieci przewlekle leczone na padaczkę mają z tarczycą problemy… oby nie, ale zbadać trzeba.
Póki co Jula już drugi tydzień odpoczywa bez przedszkola i żadnych zajęć, za to z upodobaniem oddając się swojemu ulubionemu zajęciu – czytaniu książeczek
a że w tym wypadku “czytanie książeczek” wymaga bezsprzecznie mojego w tym uczestnictwa – chciał nie chciał, również oddaję się z upodobaniem owej czynności średnio 2, 3 godziny dziennie ![]()
ale jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie bo Julcia słucha z taką uwagą i tak się cieszy, że nic więcej do szczęścia nam nie potrzeba:) Rozsiadamy się na naszym ogromnym łóżku, które stanowi teraz materac na podłodze
obkładamy się poduszkami i książeczkami (a okazuje się że zebrane z różnych półek w jednym miejscu stanowią całkiem konkretną kolekcję
) i czytamy…czytamy…przy czym istotnym jest żeby Julcia nie widziała innych książeczek po wybraniu tej do czytania bo ciężko jej wtedy się skupić ![]()
Mam wrażenie że Jula mogłaby tak non stop a jedynym ograniczeniem jest mój zdrowy rozsądek nakazujący czasami wstanie do innych niezbędnych czynności, takich jak obiad, spacer czy kawka z mężem ![]()
Wesoło to wszystko brzmi, ale ostatnie dni pokazały jak bardzo Jula potrafi być wyczerpana – nie bez znaczenia jest też pewnie fakt, że aby przerwać ataki czasem dawałam jej wlewkę, która sama w sobie jest dosyć “ogłupiająca” dla układu nerwowego. Mimo to Jula nie jest ostatnio zbyt żywiołowa, szczególnie że normalnie charakterek ma dosyć konkretny
Dziś było już jakby lepiej nieco, choć ataki nie ustąpiły, ale Jula zdecydowanie więcej się śmiała, a to, mamy nadzieję, że pierwszy krok do poprawy… W środę będziemy u naszej pani neurolog, zobaczymy jak można Julci pomóc. Do tej pory raczej nie powrócimy do codziennego harmonogramu, chyba że naprawdę nastąpi nagła poprawa, ale jak narazie nie zapowiada się na to…
Musieliśmy odwołać zaplanowaną wcześniej imprezkę urodzinową Damiana – jeszcze raz buziaki urodzinowe kochanie!
żeby Julci dodatkowych wrażeń nie fundować, ale co się odwlecze to nie uciecze, więc wszystko przed nami
Na szczęście nie przez cały czas Julcia jest osłabiona, ma lepsze momenty, ale jak narazie niewiele ich było. W każdym razie gorsze samopoczucie nie przeszkodziło Julci dzielnie kibicować z nami naszym chłopakom, którzy całkiem dobrze radzą sobie na Mistrzostwach Europy w Piłce Siatkowej
Juli bardzo podobają się nasze przyśpiewki meczowe i ma ubaw po pachy przy “asa Michał asa!” albo “Polska – biało-czerwoni!”
okazuje się że dla naszych chłopaków Jula zawsze znajdzie energię
i patrząc na to co działo się na boisku, wygląda na to że im się przydała
przy takich emocjach nawet już trochę przestałam się denerwować, że meczu nie transmitował polsat i musieliśmy oglądać w internecie…
ponieważ długo nie pisałam, wrzucę od razu zaległe zdjęcia z zaległej relacji z elbląskiego święta chleba, jakie co roku jest u nas na początku września. W sumie to nie ma co relacjonować, była ładna pogoda więc się wybraliśmy na zwiedzanie straganów z wszelakiej maści chlebem ale też przy okazji wielu innych nic wspólnego z chlebem nie mających
w każdym razie było cieplutko, słonecznie i wesoło, jak na niedzielę przystało. Jula zjadła ze smakiem pierożki z kapustą i grzybkami
Okazało się nawet, że jeden z poruszających się z gracją pośród tłumów szczudlarzy to Damiana kuzyn, więc nie omieszkaliśmy sobie strzelić z nim foteczek ![]()
oto ta, oraz inne przy tej okazji
z piekarczykiem, Julcia była troszkę przestraszona…
i jeszcze piękne różyczki
i na wspomnianych pierożkach
to narazie tyle, mam nadzieję, że do następnego razu Jula będzie już w formie
pozdrawiam
Witam serdecznie ![]()
Zdjęcie obok niekoniecznie związane z czymkolwiek ale tak ładnie wyglądała w słońcu nasza dzisiejsza śniadaniowa herbatka że trzeba było to utrwalić ![]()
Coś się ostatnio ociągam ale od wczoraj Jula chodzi do przedszkola więc się czasowo nieco rozluźniło i jest szansa, że nie każdy post będę kończyć słowem “dobranoc”…
Do przedszkola Julcia ruszyła z uśmiechem na buźce, jak zapinaliśmy ją w foteliku busa który po nią przyjechał, miała szeroki uśmiech (to pewnie przez tą ekstra muzę jaką chłopaki mają w samochodzie
). Tak więc rok przedszkolny oficjalnie rozpoczęty, czas zmienić nawyki wakacyjnego trybu.
Póki co jeszcze na to będzie czas, a teraz jeszcze troszkę o wakacjach.
Trochę czasu minęło odkąd ostatnio pisałam, więc mam zaległy zeszły tydzień kiedy to odwiedzili nas mój brat starszy z młodszych Łuki z Dominisią i korzystając z okazji popełniliśmy pizzę którą ostatnio bardzo chętnie sami robimy
Pizza okazała się dobrym sposobem na wspólne pichcenie przy akompaniamencie generalnej wesołości ![]()
Dziewczyny w osobie Dominiki, Wiki (koleżanki Julci mieszkającej nad nami) i mnie, opanowały kuchnię
kucharki trzy
Tymczasem nasza córcia kochana Julcia ucinała sobie czasie godzinną drzemkę i zupełnie nie przejmowała się dosyć głośno prosperującą produkcją pizzy za ścianą…
Julci spać w dzień zdarza się sporadycznie, ale ma ostatnio więcej ataków (niech ta pogoda się wreszcie ustabilizuje!…) więc jak chce spać to ją kładziemy.
Po godzince obudziła się w świetnym humorku no bo cóż może być lepszego niż zobaczenie wujcia po otwarciu oczek
a w tzw. międzyczasie upiekły nam się pizze i mogliśmy zasiąść do obiadku
W miniony poniedziałek Łukasz miał składaną na ortopedii dłoń, którą połamał sobie całkiem konkretnie w pracy. Był w szpitalu dwa dni, póki co dzielnie znosi ból i czekamy aż się wszystko ładnie zagoi. Jak wracali z Dominiką ze szpitala wpadli do nas na chwilkę na obowiązkową kawkę.
i jeszcze z Wiki
Wakacje wakacjami ale Julcia cały czas dzielnie pracuje, Damian ostatnio zrobił konkretną sesję w czasie ćwiczeń Vojtą z Sebastianem. Sebastian opowiada wierszyki, śpiewa i robi dużo żeby tylko uprzyjemnić Julci te zajęcia i żeby chciała dać z siebie jak najwięcej. Myślę że zdjęcia dokładnie pokazuję jak ciężka jest to praca po obydwu stronach i jak dzielnie Julcia sobie radzi mimo że wysiłek jest widoczny na jaj twarzy.
wiem wiem, zdjęć jest dużo, ale skoro już je mam to niech sobie będą
przynajmniej obraz zajęć jest dokładny, a to ważna sprawa
jakoś niespecjalnie zdawałam sobie sprawę z tego, że wakacje tak szybko minęły, ale byłam dziś z Julcią wieczorkiem na spacerku i mijające nas panie rozprawiały właśnie że oto mamy ostatni pełny tydzień wakacji… no i faktycznie nie inaczej
Jula zaraz wraca do przedszkola a tak niedawno był koniec roku szkolnego… nie mam pojęcia kiedy ten czas minął… Przyzwyczaiłam się do Julci cały dzień w domu, mamy tyle zajęć w tygodniu że nie mam pojęcia jak pogodzimy to z przedszkolem jak teraz nie zawsze udaje się wszystko zgrać… ale nad tym jeszcze będę miała czas pomyśleć (niewiele co prawda ale zawsze
)
póki co cieszymy się jeszcze swobodą ustawiania sobie grafiku codziennego i wystarcza jeszcze czasu na sporo fajnych rzeczy jak np spacerki, upaćkanie się po łokcie w farbkach do malowania palcami czy czytanie ulubionych książeczek Julci, a trzeba przy tym zaznaczyć że Jula to uwielbia i każdą (a sporo ich jest…
) trzeba przeczytać co najmniej kilka razy ![]()
W ostatni weekend Julcia dzielnie kibicowała naszym chłopakom w towarzyskim meczu siatkówki i muszę przy tym zaznaczyć że moja czujność siatkarska tym razem zawiodła bo oglądałyśmy ten mecz tylko dzięki Damianowi, który przeczytał o nim przypadkiem w internecie… Buziaczki Słoneczko ![]()
Mecz zaczął się po 20 więc nie wróżyłam Julci długiego jego oglądania i bardziej się pomylić nie mogłam, bo jak się okazało, nasza córcia miała zupełnie inne zdanie na ten temat… Nie pierwszy raz zresztą zdarza się, że nie jest łatwo Julcię od meczu oderwać zanim się nie skończy, powinnam więc już się czegoś nauczyć
Ktoś mógłby pomyśleć – cóż trudnego w “oderwaniu” od TV dziecka które samo do niego nie wróci?… otóż Jula ma sposoby na wyraźne zaznaczenie że sytuacja jej nie odpowiada a ja z założenia jestem wrażliwa na tego rodzaju manifestacje a tym wrażliwsza im bardziej zależy mi żeby w spokoju resztę meczu…
Tak więc po nieudanej próbie położenia Julci spać, (próba zahaczała o jedną przerwę i początek seta…) w spokoju oglądałyśmy go obydwie do końca. A po meczu (myślę, że nie bez znaczenia był też fakt iż chłopcy wygrali
) Julcia zasnęła spokojnie zanim dobrze zdążyłam ją utulić do snu ![]()
Tyle w kwestii emocji siatkarskich, kolejne przy okazji Memoriału H. J. Wagnera czyli już całkiem niedługo
W weekend odwiedziła nas moja kochana koleżanka Żabcia z mężem, na stałe mieszkający we Włoszech. Widzimy się średnio raz w roku więc zawsze są to wyczekiwane i pełne emocji spotkania
To było o tyle wyjątkowe że małżonkowie rzeczeni spodziewają się długo wyczekiwanego dzieciaczka!
Jeszcze raz ogromne gratulacje kochani! I dziękujemy za odwiedzinki z niecierpliwością czekając kolejnych tym razem pewnie już w szerszym gronie
to by było póki co na tyle, pozdrawiam serdecznie
teraz mniej pisania więcej oglądania
obiecuję – tylko naprawdę niezbędne komentarze
Julcia z kuzynem Igorkiem przy “kawce” która jak widać wyjątkowo Igusiowi smakowała
Dwa razy w tygodniu chodzimy na zajęcia do Arki, gdzie przez godzinkę Julcia pracuje w kombinezonach Dunag02
Właścicielka ośrodka – Ciocia Ola dwoi się i troi żeby było zawsze czyściutko
no i zostaje tylko ćwiczyć…
z wujkiem Darkiem
a Mama w zadumie przy oknie…
jak już wspominałam, w niedzielę byliśmy na uroczystości 30 rocznicy ślubu mojego chrzestnego. Było przepyszne jedzonko, dobra muzyka więc i tańców nie zabrakło
Jula bawiła się bardzo dobrze dlatego zostaliśmy troszkę dłużej lekko obawiając się jednak o zły wpływ głośnej muzyki i nadmiaru emocji tuż przed spaniem, ale na szczęście okazało się, że jedyne co owe czynniki spowodowały to szybkie zaśnięcie po powrocie do domku i twardy sen do samego rana ![]()
Abuś, Ciociu, jeszcze raz wszystkiego wszystkiego najlepszego!!!
a oto kilka ujęć z imprezki
szczęśliwi małżonkowie
jak rocznica to musi być obowiązkowo szampan
i dobre ciacho
i troszkę portrecików
nie zabrakło też czasu na krótką instrukcję rzucania papierowym samolocikiem, która to zabawa przyjęła się nadspodziewanie szybko wśród gości i to nie tylko tych najmłodszych…
Julci Prababcia czynnie włączyła się w rzucanie
no i zaczęły się tańce!
ufff ! zrobione
Będą dwie dobre wiadomości:
Pierwsza to oczywiście pierwszy w historii medal siatkarzy na LŚ a druga to że ostatni raz wspominam na blogu o siatkówce…
(przynajmniej do Mistrzostw a to jeszcze długo
) Warto było się podenerwować słabszymi momentami po to żeby ostatecznie cieszyć się ze zwycięstwa z chłopakami
Cieszyła się też Julcia, która, jak przystało na porządną kibickę, oglądała z Mamą mecze, a bardzo to lubi
Wczoraj, ponieważ się obudziła pod koniec meczu o złoty medal i nie bardzo chciała zasnąć, załapała się na dekorację medalową, którą obejrzeliśmy sobie w trójkę, bo jak tu po obejrzanych meczach przepuścić takie widowisko ![]()
Jeden z wcześniejszych meczów też obejrzała z nami mimo późnej pory, w końcu ma wakacje
a na zajęcia spokojnie wstanie (najwcześniej ma na 9).
Taka to nasza mała kibicka rośnie ![]()
No ale dosyć o siatkówce, wracamy do codziennych spraw.
Damian jeszcze nie wyszedł z problemów z kręgosłupem, nadal go boli, okazało się że ma skręcony jeden z kręgów, stąd ucisk i ból, ciekawe że ten sam RTG miał na pogotowiu i tam opis był bez zastrzeżeń, a jak poszedł do neurologa to ten spojrzał na zdjęcie i od razu powiedział co i jak… W każdym razie dzielnie sobie radzi mimo bólu, bo takie czasy że pracy nie można odpuścić… póki co na przepisanych środkach rozluźniających i przeciwbólowych i za dwa dni ma iść do tego samego neurologa, który ma specjalizację z terapii manualnej i spróbuje mu ten krąg nastawić (nie mógł od razu bo mięśnie były zbyt napięte wokół kręgu).
Tymczasem Jula mimo wakacji pracuje codziennie. Właściwie tylko w piątek Jula ma jedne zajęcia, w pozostałe dni co najmniej dwie terapie, a bywa że i trzy. Ale teraz kiedy nie ma przedszkola mamy na nie cały dzień, co znacznie poszerza nasze możliwości czasoprzestrzenne dostosowania się do godzin ![]()
Sebastian wprowadza powoli metodę Vojty. Narazie stopniowo i bez szału – próbuje i obserwuje reakcje i ja też przy okazji przyczajona cichutko za rogiem pokoiku, bo jak Jula mnie przyuważy to zaczynają się marudzenia – sami najlepiej się tam dogadują. Odruch sprawdzania co się dzieje jak Jula płacze w trakcie ćwiczeń oczywiście mam i pewnie jako rodzic będę miała zawsze, ale szczerze powoli zaczynam doceniać sytuację w której z Juli płaczem i protestem musi radzić sobie Sebastian, nie ja i wręcz nie powinnam ingerować, bo krzywda jej się nie dzieje a moja obecność tylko potęguje protest. I jakoś to funkcjonuje, choć Jula bardzo rzadko marudzi Sebastianowi a i on już ją zna na tyle, że wie kiedy trzeba odpuścić i dać jej odetchnąć. Najważniejsza jest równowaga
Każdy ma swoje racje a Jula to już duża panna więc czasem jej zdanie też musi być brane pod uwagę ![]()
Wracając do samej metody Vojty, to choć niewiele jeszcze Jula jej ma, to podoba mi się to co obserwuję na zajęciach, to jak reagują mięśnie i (dzięki cierpliwości rehabilitanta do moich ciągłych wątpliwości i pytań) wiem co konkretnie u Julci ma to zmienić. A Jula, choć widać że jest to dla niej męczące, jest dzielna i fajnie sobie radzi.
Damian ostatnio pstryknął nawet kilka zdjątek bo dawno nie robił Juli na ćwiczeniach:
W niedzielę odwiedziła nas moja Kasieńka, na stałe mieszkająca z mężem i synkiem w Anglii, która przyleciała z synkiem na tydzień do Polski. Maiki, który jest naszym chrześniakiem, ma trzy latka i jest przesłodki
Jula początkowo z rezerwą, jak to ona do dzieci, ale w końcu jednak z uśmiechem obserwowała jak biegał w około między zabawkami ![]()
Damian oczywiście z aparatem też trochę pobiegał
pozdrawiam
Remont trwa, a my z tej okazji wyprowadziliśmy się na parę dni do Damiana rodziców, troszkę za miasto. Od niedzieli jesteśmy już u siebie, ale moi teściowie gościli nas cały tydzień i było nam naprawdę dobrze za co bardzo bardzo dziękujemy
(nie żebym nie podziękowała osobiście, ale nie zaszkodzi jeszcze raz
).
Damian jeździł do pracy a my z Julcią niewiele się wynurzałyśmy w stronę miasta. Jula nie jeździła do przedszkola, Sebastian przyjeżdżał do nas, (za co też bardzo dziękujemy), także praktycznie jeździłyśmy tylko do pani Agnieszki na godzinkę na zajęcia logopedyczne. Miałyśmy z Julcią naprawdę wczasy
Domownicy dzielnie znosili okupowanie przez Julcię TV w ilości czasu dla nas normalnej jednak dla innych nieco zbyt wydłużonej
Ale po kilku dniach Julci nie było już tak łatwo przebić się ze swoim fochem jak na ekranie pojawiało się nie to na co miała ochotę… Babcia i Dziadek już umieli sobie z nią poradzić
Jak tylko było można korzystałyśmy ze słoneczka i nawet udało się Julci opalić nieco, bo zwykle raczej ją przed opalaniem bronię. Daleko od zgiełku miasta jest cudnie… A do tego Damiana rodzice mają przepiękny ogród który codziennie po prostu prosi żeby do niego wyjść
Nie znaczy to jednak że mniej już lubimy nasze mieszkanko… wręcz przeciwnie, teraz o wiele bardziej
szczególnie takie pozbawione jednej ściany i wyposażone w nową podłogę i drzwi wejściowe ![]()
Kurzu już nie ma, z grubsza można powoli zacząć funkcjonować mimo, że remont jeszcze trwa, dlatego wróciliśmy i w czasie jak Jula jest w przedszkolu coś tam już poogarniamy.
Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o meczach (siatkówki oczywiście). Oglądałam owszem, jakże by nie, co prawda nie w zeszły weekend, bo założyłam, że sobie poradzą i bez mojego kibicowania z takie przeciwnikiem, ale w ostatni już koniecznie bo USA to nie przelewki. No przelewkami nie były, euforia mieszała się z “co oni wyprawiają?!…” niekoniecznie w tak łagodnej formie wyrażenia, ale mecze były bardzo fajne i to był kawałek dobrej siatkówki, szczególnie, że w drużynie pojawili się debiutanci. Przy okazji niespodziewanie okazało się że Damiana Mama kibicuje nie gorzej niż ja, a wręcz nawet lepiej biorąc pod uwagę natężenie krzyków w sytuacjach przeróżnej maści
A wiadomo, że wtedy mecz się ogląda zdecydowanie lepiej.
Tak więc jesteśmy w domku, Jula jeździ do przedszkola, chodzi na zajęcia, ma wolne od zajęć z Sebastianem bo pojechał na kilka dni na kolejne szkolenie.
zdjęć mam sporo ale część jeszcze w aparacie Damiana więc poczekamy na wszystkie
pozdrawiam
a jak już nastał to chciałam wszystkim życzyć radości z codzienności, satysfakcji ze spełniania marzeń, a w czasie Świąt chwili wytchnienia od codziennej pogoni oraz ciepłych chwil spędzonych w gronie rodzinnym.
O Świętach będzie jeszcze na pewno okazja napisać dlatego skupię się na tym co do tej pory się działo, a że nieco znowu zaniedbałam bloga to troszkę czasu już minęło.
Przez ostatnie dwa tygodnie Jula w przedszkolu była dni… dwa troszkę dlatego że była lekko przeziębiona a wtedy wolimy ją mieć w domku, a troszkę dlatego że miała więcej niż zwykle zajęć rehabilitacyjnych i do do południa o czym więcej napiszę później.
Najistotniejsze że efekt jest taki, że od kilku dni wygląda na bardzo zmęczoną i myślę, że należy jej się trochę odsapnięcia od zajęć ruchowych, tak jak już raz się zdarzyło i jak wtedy się okazało, przerwa bardzo dobrze wpłynęła na Julcię. Myślę, że ok tygodnia, oprócz przerwy świątecznej, wystarczy żeby zregenerowała siły.
Jak narazie rządziłyśmy więc w domu, choć w tym wypadku “w domu” zupełnie nie oznaczało przebywania w nim przez dłuższy czas, bo ciągle trzeba gdzieś być szczególnie że okres przedświąteczny to czas zakupów, tych planowanych i (niestety) tych co niespecjalnie jesteśmy w stanie przewidzieć…no i czas nurkowania w garnkach, ale to już przyjemniejsza część całego zamieszania. No i przy okazji wyszło, że wymyśliłam podobno nową instytucję, a mianowicie – obiad wielkanocny. Nie żebym miała coś przeciwko śniadaniom – wręcz przeciwnie, śniadanie zawsze było i będzie moim ulubionych posiłkiem, ale z racji specyfiki tegorocznych Świąt będę takowy obiad właśnie przygotowywać I w zdaniu tym “będę przygotowywać” jest zdecydowanie kluczowym stwierdzeniem Tak więc na śniadaniu będziemy się gościć a na obiadku będą się gościć u nas To mój debiut w tej dziedzinie więc przejęłam się bądź co bądź, choć w moim wieku raczej nie ma się co chwalić faktem tak nikłego zaangażowania w proces przygotowywania potraw świątecznych… Na swoją obronę powiem tylko że wynika to z faktu iż nasza rodzinka, zarówno od strony mojej, jak i Damiana, jest tak gościnna i tak wypełnia nam czas wszelkich Świąt (kochamy Was za to!), że nawet gdybym chciała, nie mam jak wcisnąć w grafik jedzenia czegokolwiek co miałabym zrobić
No ale nie tym razem Moi rodzice spędzają Święta razem w Anglii, (co nas bardzo cieszy bo należy im się ten czas ) więc udało mi się wygospodarować jedno popołudnie świąteczne kiedy to odwiedzą mnie moi bracia z Dominiką, a kto wie, może w promocji będzie też wspólne śniadanko w lany poniedziałek
Także poczułam smak świątecznego biegania bo wszelkiej maści sklepach i problemów z cyklu “jak to nie będzie już ładnego boczku?!… a z czego ja zrobię roladę?!…” otóż nie zrobię bo w porze przebywania w sklepie ładnego boczku my jeszcze nie nadajemy się na zakupy, bo wtedy kończymy śniadanko i pijemy kawkę… za osobiste osiągnięcie uważam jednak (mimo zupełnie nie zakupowej już pory) dostanie popularnych ostatnio chlebków do żurku, w dość sporej liczbie 12 sztuk, które owym właśnie tytułowym żurkiem wypełnię, (5 z tych 12 ) a mam przy tym takie szczęście, że zrobią go dla nasi przyjaciele więc niewątpliwie będzie najlepszy na świecie
ja za to mam kilka całkiem konkretnych innych planów, którymi nie będę się dzielić na blogu bo to nie kącik kulinarny… a zresztą jak mi coś nie wyjdzie to potem nie będę musiała się tłumaczyć z tego że miało być inaczej
W całym tym czasie zakupowo-bieganinowym Jula była bardzo dzielna, była z nami wszędzie i wszędzie okazywała ogromne pokłady cierpliwości! choć doskonale wiemy, że bieganie po sklepach do jej ulubionych zajęć zdecydowanie nie należy… bieganie po sklepach i słuchanie jednocześnie ulubionych muzyczek – już bardziej
kochany nasz fąfelek!
No ale chciałam wrócić do zajęć jakie Jula miała ostatnio w nieco większym natłoku niż zwykle.
Mamy w końcu zdjęcia z zajęć z pieskiem, choć Gonia, widoczna na zdjęciach to piesek zastępczy na czas kiedy Negra nie może brać udziału w zajęciach bo ma cieczkę.
Tak więc na zdjęcia załapała się przesłodka Gonia
jak już robic zdjęcia to robić
dlatego i w czasie ćwiczeń z Sebastianem Damian szalał z aparatem ![]()
a Julcia dzielnie ćwiczyła:
nie zabrakło nam też czasu na tradycyjne malowanki
z Kredzią i “Malowankami” zresztą
odwiedzili nas też wujki z Dominiką, co dla Julci zawsze jest pretekstem do ubawu po pachy
niespodziewanie w moim braciszku ujawnił się talent budowniczy
i jeszcze trzy uśmiechnięte babki
Poza stałymi już codziennymi punktami dnia przez trzy dni w ostatnim tygodniu służyła, obok kilku innych chorych dzieciaczków, jako “modelka” w szkoleniu rehabilitantów z używania kombinezonów Dunag 02. Jula w takim szkoleniu uczestniczyła w trakcie ostatniego turnusu w Michałkowie, gdzie ćwiczy w tych właśnie kombinezonach. Tym razem szkolenie było u mojej koleżanki Oli, która otworzyła w Elblągu ośrodek rehabilitacji pod nazwą “Arka”. W nim też będzie można w takich kombinezonach poćwiczyć. Zdjęcia wrzucę po Świętach.
Jeszcze raz wszystkiego dobrego z okazji jakże radosnych Świąt
pozdrawiam serdecznie
tak właśnie!
tak tez oświadczył mój braciszek i jest to w prawdzie bardzo wyjęte z kontekstu, ale za to w pełni oddające charakter naszej ostatniej rozmowy przy okazji przesympatycznego spotkania rodzinnego ![]()
Dla rozjaśnienia nieco sytuacji dodam tylko że chodziło o konkretne dziki występujące niepokojąco blisko ludności w sezonie w Krynicy Morskiej, a z którymi to, braciszek mój, zresztą nie tylko on, miał nie raz spotkania różnego stopnia ![]()
Ponieważ wypowiedź ta zupełnie nie leży w kontekście niniejszego postu na tym zakończę wdawanie się w szczegóły bądź co bądź, merytorycznie bardzo konkretnej rozmowy ![]()
Po prostu jak to usłyszałam to od razu (tak czasem niestety mam…) zobaczyłam owo zdanie w tytule następnego postu
A teraz zupełnie o czymś innym ![]()
Jak już zaczęłam o owym spotkaniu to oczywiście o nim też dwa zdania, bo nie tylko o dzikach były prowadzone konwersacje ![]()
Spotkanie było równie przesympatyczne co rodzinne (dla jasności – nierodzinni jego uczestnicy są przez nas uważani za rodzinę więc pozostaję przy wcześniejszym określeniu
)
Jula jak zwykle kiedy wujki pojawiają się w zasięgu wzroku i ramion, była przeszczęśliwa i uradowana po wsze czasy
Nie chcę tu umniejszać miłości jaką darzy pozostałych gości, ale co tu dużo mówić, wujki to wujki! nawet my rodzice, przestajemy wtedy istnieć ![]()
Było wesoło, smacznie i ciepło
uwielbiam takie spotkania i kocham Was wszystkich mocno!
Jula ma dodatkowo powody do zadowolenia bo w tym tygodniu nie nachodziła się za wiele do przedszkola, od kilku dni jest w domku. W środę wychowawczyni zadzwoniła, że Jula jest jakaś nieswoja, wygląda na osłabioną i nawet zasnęła po obiadku co jej się nie zdarza, więc się przestraszyłam troszkę. Zanim wróciła do domu zdążyłam odwołać rehabilitanta i już prawie nie mieliśmy jechać do pani logopedki, ale Jula wróciła całkiem zadowolona i w dobrej formie więc widocznie musiała odespać ostatnie niezbyt spokojne noce.
Noce nie były spokojne bo miała atak, w sumie nie różniący się od tych co zwykle ale tym razem zdarzyło się, że się zakrztusiła gdyż z żołądka cofnęła jej się woda jaką dwie godzinki wcześniej dałam jej do picia bo strasznie chciało jej się pić… trochę napędziła nam stracha ale na szczęście udało się odkrztusić jak atak (na szczęście szybko) przeszedł.
Najważniejsze że Jula była w dobrej kondycji więc równie szybko co odwołałam – zawołałam ponownie rehabilitanta i do pani Agnieszki też zaraz później pojechaliśmy. Podczas obydwu zajęć Julcia jak zwykle była bardzo aktywna i zadowolona.
Tak czy tak, informacji o jej gorszym samopoczuciu nie można lekceważyć i bardzo się cieszymy że w przedszkolu są na to tak wrażliwi, więc postanowiłam, że Jula posiedzi w domku do końca tygodnia. Miałyśmy w końcu czas na pójście do fryzjera bo Julci włoski robiły się już niepokojąco długie (niepokojąco=tak że nie mogłam ich okiełznać dwoma spineczkami i zbyt często robiłam kucyki
) i porobić rzeczy na które na co dzień nie za wiele jest czasu. Miałyśmy więcej czasu tylko dla siebie
bo w tygodniu zawsze się coś dzieje.
No ale mam nadzieję, że Jula wróci do przedszkola od poniedziałku bo zacznie się odzwyczajać
a wakacje już blisko więc już się tak dużo nie nachodzi
byliśmy też na urodzinkach Julci kuzyna, Konradka, kończył cztery latka. Ciocia Marta jak zwykle zrobiła pyszne jedzonko i jak zwykle było sympatycznie i wesoło, jak to z dzieciakami ![]()
Jula zgłębiała tajniki gry w mini wersję piłkarzyków
tak sobie oglądam te zdjęcia, zresztą nie tylko te ale w ogóle nasze zdjęcia, i tak sobie myślę (zdarza mi się czasami…
) że dzięki Damianowi każdy praktycznie moment spotkania, czy to rodzinnego czy zwykłego ot po prostu, każdy moment kiedy cokolwiek się dzieje (i nie mam tu na myśli wielkich wydarzeń ale np. zdarzenia pt. czytamy książeczkę, malujemy kredkami, śmiejemy się, płaczemy, siedzimy, stoimy, itd… czyli codzienność po prostu, i to dokładnie wszystko co może się w niej dziać) jest uwieczniany na zdjęciach i przez to daje nam wiele radości przy wspomnieniach bo przecież nie wszystko da się pamiętać a naprawdę warto
dziękuję Ci za to kochanie
pozdrawiam